Prezydent Donald Trump na początku tego miesiąca dał firmom wydającym karty kredytowe czas do wtorku, 20 stycznia, na zastosowanie się do jego wezwania do ograniczenia oprocentowania do 10% na okres jednego roku. Oficjalny cel tej inicjatywy jest ambitny: ograniczenie zadłużenia Amerykanów z tytułu kart kredytowych, które w trzecim kwartale 2025 roku osiągnęło rekordowy poziom 1,23 biliona dolarów.
Choć sama propozycja brzmi dla wielu atrakcyjnie, zarówno organizacje konsumenckie, politycy, jak i przedstawiciele sektora bankowego wciąż nie wiedzą, co dokładnie planuje Biały Dom i w jaki sposób zamierza wymusić zmiany na rynku.
Bez sankcji, ale z „oczekiwaniem”
Jak dotąd administracja nie przedstawiła żadnych szczegółów dotyczących konsekwencji dla firm, które nie zdecydują się obniżyć oprocentowania. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przyznała, że prezydent „oczekuje", że firmy obsługujące karty kredytowe przychylają się do jego żądania ograniczenia oprocentowania kart kredytowych do 10%.
"Nie mam dziś do ogłoszenia żadnej konkretnej kary, ale to jest wyraźne oczekiwanie, a w istocie żądanie, które prezydent postawił" – powiedziała.
Jednocześnie administracja chętnie powołuje się na badania, według których Amerykanie mogliby zaoszczędzić około 100 miliardów dolarów rocznie na odsetkach, gdyby oprocentowanie kart kredytowych zostało ograniczone do 10 procent. Autor analizy zauważa, że choć branża poniosłaby znaczące straty, nadal pozostałaby rentowna – kosztem ograniczenia programów nagród i dodatkowych benefitów. Wyniki tych badań zostały nawet opublikowane na jednym z oficjalnych kont Białego Domu w mediach społecznościowych.
Obawy o skutki uboczne
Krytycy ostrzegają jednak, że interwencja może przynieść efekty odwrotne od zamierzonych. Ich zdaniem banki i firmy finansowe mogą próbować rekompensować straty, podnosząc opłaty, ograniczając dostęp do kart osobom z niższą zdolnością kredytową lub wprowadzając nowe, mniej korzystne oferty.
Choć w Kongresie od lat pojawiają się projekty ustaw – zarówno autorstwa demokratów, jak i republikanów – przywódcy republikańscy w Izbie Reprezentantów i Senacie pozostawali sceptyczni wobec wprowadzenia ustawowego limitu oprocentowania.
Dlaczego zadłużenie na kartach jest tak wysokie
Skala problemu najlepiej widoczna jest w danych z najnowszego badania firmy Bankrate. Wynika z nich, że największe zadłużenie mają gospodarstwa domowe o najniższych dochodach.
Ponad połowa posiadaczy kart z dochodem poniżej 50 tysięcy dolarów rocznie przenosi zadłużenie z miesiąca na miesiąc. Dla porównania wśród osób zarabiających powyżej 100 tysięcy dolarów robi tak jedynie 36 procent.
Najczęstszą przyczyną zadłużenia są nagłe wydatki: rachunki medyczne czy kosztowne naprawy samochodu. Wskazało na nie 41 procent ankietowanych. Na drugim miejscu znalazły się codzienne koszty życia – zakupy spożywcze, opieka nad dziećmi czy rachunki za media. Znacznie rzadziej dług wynika z zakupów odzieży, elektroniki czy wydatków na wakacje i rozrywkę.
"Skumulowane skutki wysokich cen i wysokich stóp procentowych coraz mocniej obciążają amerykańskie gospodarstwa domowe" – zauważa Ted Rossman z Bankrate. "To nie jest kwestia jednego roku. Kiedy spojrzymy szerzej, widać, jak bardzo wzrosły koszty życia i jak wiele osób musiało sięgnąć po oszczędności i zaciągnąć kredyty".
Czy limit oprocentowania może pomóc w walce z zadłużeniem?
Profesor finansów z Loyola University Chicago, Abol Jalilvand, zwraca uwagę, że przy tak ogromnym zadłużeniu nawet niewielkie różnice w oprocentowaniu mają ogromny efekt kumulujący. Jego zdaniem propozycja Trumpa może przynieść realne oszczędności – pod warunkiem wprowadzenia jasnych zasad i odpowiedniego nadzoru.
Podkreśla on również, że obecnie sposób ustalania oprocentowania pozostaje w dużej mierze poza kontrolą regulatorów, co szczególnie uderza w osoby o niższych dochodach.
Innego zdania jest Horacio Mendez, prezes Woodstock Institute. Choć uważa intencje prezydenta za dobre, ostrzega przed niezamierzonymi konsekwencjami.
"Jeśli banki zostaną zmuszone do ograniczenia zysków bez wyraźnej presji regulacyjnej, zaczną szukać innych sposobów, by je odzyskać" – mówi. Może to oznaczać nagłe obniżanie limitów kart, zamykanie kont czy odrzucanie nowych wniosków.
Jako przykład podaje propozycje przenoszenia zadłużenia na pożyczki ratalne, które nie byłyby objęte limitem, oraz ryzyko wypchnięcia najbardziej potrzebujących klientów w stronę lichwiarskich produktów, takich jak pożyczki „payday”.
Lekcja z Illinois
Woodstock Institute współpracował z władzami stanu Illinois przy uchwaleniu ustawy o zapobieganiu pożyczkom lichwiarskim, którą Mendez określa jako „niezwykle skuteczną”. Jego zdaniem mogłaby ona posłużyć jako wzór dla regulacji ogólnokrajowych.
W oficjalnym stanowisku instytut apeluje, by zamiast jednorazowego limitu administracja skupiła się na systemowych rozwiązaniach: ograniczeniu ukrytych opłat oraz wprowadzeniu ogólnokrajowego limitu oprocentowania kredytów konsumenckich lub elastycznego pułapu powiązanego z inflacją.
Pytanie pozostaje otwarte: czy zapowiadany limit 10 procent stanie się realnym narzędziem walki z zadłużeniem, czy raczej kolejnym politycznym sygnałem, którego skutki odczują przede wszystkim ci, którzy już dziś mają najmniej finansowych możliwości.