W kolarskim gronie
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Po raz pierwszy w historii polonijnego środowiska kolarskiego w Wietrznym Mieście na wspólnej imprezie sportowo-piknikowej spotkali się przedstawiciele polonijnych klubów. Z inicjatywy grupy TLEN w niedzielne wrześniowe przedpołudnie na parkingu przy skrzyżowaniu ulic Oakton i Caldwell pojawiła się grupa ponad stu cyklistów z klubów: Polish & Slavic Federal Credit Union, Hardcore, Plus, PACT, Got Wind i Crank Revolution, aby wziąć udział we wspólnym przejeździe do Fortu Sheridan, a po powrocie w koleżeńskim pikniku, który potrwał do późnych godzin popołudniowych.

Pomimo panującej pandemii zwolennicy spędzania wolnego czasu na jednośladach z klubu będącego gospodarzem imprezy w każdą niedzielę o godzinie 9 rano spotykają się w tym miejscu, aby odbyć wspólną przejażdżkę. W uprawianiu kolarstwa widzą receptę na zdrowie i zachowanie dobrej kondycji. Okazuje się, że pomimo amatorskiego charakteru uprawiania tej dyscypliny kolarski peleton osiąga bardzo dobre wyniki. Jazda ze średnią prędkością ponad 40 kilometrów na godzinę nie należy do rzadkości. Kolarze uczestniczą w zawodach organizowanych przez American Bicycle Racing osiągając znaczące sukcesy.

„Dzisiaj ma miejsce historyczna chwila, bo wreszcie po 150 latach istnienia kolarstwa polonijnego w Chicago udało się zebrać wszystkich razem. Kolarstwo jest znakomitym sposobem na zabezpieczenie zdrowia” – powiedział Woytek Glinkowski, szef grupy PSFCU (wcześniej LOT i WDT-OLLVOI), która istnieje już 17 lat. Opinię tę potwierdza przykład Andrzeja Kocoła z grupy PLUS, który pomimo ośmiu krzyżyków na karku systematycznie jeździ na rowerze i gra w tenisa, aby zachować dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne. „Jak ktoś kocha rower tak jak ja, to zawsze znajdzie czas, żeby pojechać na przejażdżkę. W młodych latach ścigałem się w Legii Warszawa i Unii Tarnów, teraz robię to jedynie dla przyjemności i zdrowia przynajmniej co drugi dzień, a bywa, że i raz dziennie. Średnio przejeżdżam jednorazowo około 50 kilometrów”.

Takich historii można było usłyszeć podczas piknikowych rozmów wiele. Wrócimy do nich przy innej okazji. Klubowicze zapraszają w swoje szeregi wszystkich, którzy chcą zachować dobrą kondycję i przeżyć niezapomniane chwile. Są w klubach grupy bardziej i mniej zaawansowane, nie ma więc obawy, że ktoś nie da rady. Wystarczy dobry, co wcale nie musi oznaczać, że drogi sprzęt i chęć do pedałowania.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak