Psychiatra z Chicago zwraca uwagę na brak możliwości obserwacji swoich pacjentów - ich wyglądu, języka ciała, postawy - oraz osobistego kontaktu, co wpływa na sposób przeprowadzania sesji i stopień nawiązywania relacji pacjent - lekarz.
Zanim w Illinois nie zaczął obowiązywać nakaz pozostania w domach, sesje terapeutyczne doktor Ronke Pederson rozpoczynały się już w momencie, gdy wchodziła do poczekalni, aby powitać swoich pacjentów. Już wtedy mogła skupić się na ich wyglądzie, języku ciała i zachowaniu.
Potem wchodzili do gabinetu i zamykali za sobą drzwi.
"Za zamkniętymi drzwiami mogą spokojnie zdjąć maski, które pokazują w codziennym życiu" - powiedziała Ronke. "Mogą zacząć płakać, opowiadając o swoich doświadczeniach. W chwili, kiedy siedzę z nimi twarzą w twarz, następuje przejście ze świata zewnętrznego do mojego biura i nasza sesja w pełni się rozwija".
Ronke zauważyła, że na tym właśnie polega relacja między lekarzem, a pacjentem - i tego najbardziej brakuje jej obecnie - możliwości osobistego spotkania ze swoimi pacjentami.
Ponieważ telemedycyna stała się rutynową praktyką opieki zdrowotnej w całym kraju z powodu pandemii, Ronke rozmawia teraz ze swoimi pacjentami przez telefon lub za pośrednictwem różnego rodzaju aplikacji internetowych. Jednocześnie stara się nadrobić braki możliwości przeprowadzania pełnej obserwacji.
"Używam zmysłu słuchu. Staram się przystosować do większego polegania na innych zmysłach, próbując wyłapać te subtelności w ich tonie głosu, z przerw między frazami, czasem mogę usłyszeć subtelne łzy, załamanie głosu" - powiedziała Ronke.
Ronke zauważyła, że stres, z którym zwykle borykają się jej pacjenci w codziennym życiu - często prowadzący do depresji i lęków - został jeszcze spotęgowany przez "niewidzialnego wroga", czyli COVID-19. Pacjenci, którzy mieli już do czynienia z chorobami psychicznymi lub zaburzeniami, teraz stają się jeszcze bardzie narażeni na trudności radzenia sobie z sytuacją.
"Widzę wielu pacjentów, bez względu na pochodzenie demograficzne, niezależnie od statusu społeczno-ekonomicznego, starszych lub młodszych - mających trudności z radzeniem sobie z powodu wpływu COVID-19" - powiedziała.
Ronke obserwuje te trudności nie tylko w przypadku swoich pacjentów, ale także kolegów z pracy czy nawet siebie samej. Ponieważ koronawirus rozprzestrzenił się tak szybko, Ronke twierdzi, że pracownicy służby zdrowia nie mają już "czasu, przestrzeni ani zdolności", aby zrobić krok do tyłu i powoli dostosować do zmian zachodzących w ich środowisku.
Zanim COVID-19 zmienił rytm typowego dnia pracy w szpitalu, ona i jej koledzy często spotykali się, aby zaoferować sobie wzajemne wsparcie po trudnych doświadczeniach czy stracie pacjenta. Podczas pandemii nie było takich możliwości ani czasu. Ta niezdolność do wspólnego radzenia sobie z trauma doprowadziła do poczucia izolacji u wielu osób.
Priorytetyzacja zdrowia psychicznego teraz i po zakończeniu pandemii
Rada, którą Ronke daje swoim pacjentom, a także stara się przestrzegać osobiście, jest taka sama: bądź łagodny i cierpliwy wobec siebie samego i przyznaj, że to moment, który może wywoływać lęk. Doradza także wielu swoim pacjentom, aby skupili się na sprawach, które są w stanie kontrolować w tych nieprzewidywalnych czasach.
"Częścią tej podróży jest odkrywanie rzeczy, które mogę kontrolować i rzeczy, których nie jestem w stanie kontrolować.... i myślę, iż jest to uniwersalna koncepcja do przyjęcia" - powiedziała.
Chociaż pandemia przynosi wiele wyzwań dla zdrowia psychicznego, Ronke ma nadzieję, że to nieco bardziej powszechne doświadczanie stresu psychicznego wywoła zmianę w naszym społeczeństwie w podejściu do tematu zdrowia psychicznego.
"Mam nadzieję, że dzięki temu zmniejszy się piętno związane ze zdrowiem psychicznym" - powiedziała Ronke. "Mam nadzieję, że będzie większy nacisk na znormalizowanie naszych psychologicznych i emocjonalnych doświadczeń w sposób, który pozwala ludziom szukać pomocy i opieki oraz uzyskać wsparcie".
Ronke ma również nadzieję, że gdy będzie to już bezpieczne, będzie w stanie wrócić do osobistych spotkań z pacjentami.
"Rozumiem istotną potrzebę ograniczenia naszego narażenia na COVID-19, zarówno z uwagi na pacjentów, jak i personelu, i zgadzam się z tym podejściem w tej chwili" - powiedziała. "Mam jednak nadzieję, że gdy przejdziemy przez COVID-19, nie stwierdzimy, że wirtualna forma opieki jest odpowiednim zmiennikiem bezpośrednich spotkań w dziedzinie medycyny".
JM