Z kobietami i o kobietach
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Trzynastego marca w Art Gallery Kafe w Wood Dale odbył się wieczór poetycko-muzyczny poświęcony paniom, które ósmego marca celebrowały swoje święto. Impreza została zorganizowana w klimacie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego wieku. Na panie, które tego wieczoru zawitały w gościnne progi kawiarenki państwa Gogaczów obok duchowej uczty czekały czerwone goździki i lampka wina. Atmosferę minionej epoki podkreślała scenografia ukazująca ówczesne studio telewizyjne z atrapą starego telewizora, z którego Anna Radzikowska z wdziękiem i wielkim poczuciem humoru zapowiadała poszczególne punkty programu.

W wiązance piosenek, wierszy i anegdot na scenie pojawiali się na zmianę artyści: Jerzy Barnaś, Marcin Kowalik, Leszek Starczewski i Mariusz Skowroński. Na zadawane często w obecnej dobie pytanie czy celebrować, czy też nie kobiece święto, odpowiedź była jedna – tak! Szczególnie, gdy ma się okazję miło spędzić czas, tak jak uczestnicy sobotniej imprezy.

„Jestem na tyle długowieczny, że znakomicie pamiętam, jak te uroczystości biurowe tak wyglądały, o czym przypomnieli nam występujący dzisiaj artyści. Tak to wyglądało. Był symboliczny kwiatek od zarządu, czasem rajstopy lub pończochy, w zależności czy zaopatrzenie było coś w stanie zorganizować, bo były to towary deficytowe. Każdy mężczyzna składał życzenia. Była kawka lub nawet coś mocniejszego. Ludzie narzekali, że to takie czy owakie święto, ale panie chyba jednak je lubiły, a mężczyźni starali się spełniać te oczekiwania” – wspominał pan Waldemar.

„Tam, gdzie ja byłam zatrudniona, nie dostawałam goździków tylko tulipany. Żadnych pończoch też nie było, ale było bardzo przyjemnie i wesoło. Pracowałam w szkole, więc o alkoholu nie mogło być mowy, ale dłużej po lekcjach zostawałyśmy, były występy, życzenia, kawa, ciasto. Wiem, że były też takie miejsca, skąd mężczyźni wracali do domu na rauszu. Dzisiaj można powiedzieć, że było to trochę takie socjalistyczne, ale mimo wszystko miło wspominam” powiedziała pani Krystyna.

„Dzisiejsza akademia była takim troszeczkę żartem, bo z poważnego lat temu czterdzieści święta – Międzynarodowego Dnia Kobiet – zrobiliśmy żart polegający na sentymentalnym powrocie w poezji i piosence do lat minionych. Odbyło się to w konwencji akademii na cześć pań znanej przecież dzisiejszym pięćdziesięciolatkom i starszym. Panie witaliśmy czerwonymi goździkami. Zaimprowizowaliśmy takie niby studio telewizyjne, w którym prezenterka podobna do pani Loski zapowiadała wydarzenia, które miały miejsce podczas tej akademii. Oczywiście jak przystało na imprezę dla pań, na scenie pojawiali się tylko panowie. Wszystko w konwencji poważnego święta, ale było uroczo i przyjemnie” – podsumował wieczór jego inicjator Wiesław Gogacz. Zabawa trwała przez trzy godziny. Było wiele okazji do rozmów i wspomnień.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak