Mimo że Sąd Najwyższy unieważnił część ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa, konsumenci raczej nie zobaczą wyraźnych obniżek cen ani w sklepach spożywczych, ani w centrach handlowych. Ekonomiści podkreślają, że sam wyrok nie oznacza zmiany kierunku polityki handlowej, a dodatkowo mechanizmy rynkowe sprawiają, że ceny reagują znacznie wolniej, niż mogłoby się wydawać.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli niektóre taryfy formalnie znikają, ich wpływ na portfele Amerykanów może utrzymywać się jeszcze przez długi czas.
Wyrok nie zmienia polityki handlowej
Kluczowym powodem braku szybkich obniżek cen jest fakt, że administracja nadal dysponuje wieloma narzędziami do nakładania ceł. Sąd Najwyższy zakwestionował wykorzystanie ustawy z 1977 roku o nadzwyczajnych uprawnieniach gospodarczych (IEEPA), jednak obejmowała ona jedynie część wszystkich taryf importowych.
W ciągu kilku godzin od ogłoszenia wyroku prezydent zapowiedział wykorzystanie innych przepisów, aby ponownie nałożyć opłaty na import. Ekonomiści zwracają uwagę, że dla konsumentów znaczenie ma sam fakt istnienia ceł, a nie podstawa prawna, na której są wprowadzane.
Dodatkowo wciąż istnieją przepisy umożliwiające nakładanie ceł w odpowiedzi na nieuczciwe praktyki handlowe lub z powodów bezpieczeństwa narodowego. Część z nich była już wykorzystywana w poprzednich latach, szczególnie w relacjach handlowych z Chinami.
W efekcie, jak podkreślają analitycy, ogólny poziom taryf prawdopodobnie pozostanie zbliżony do tego sprzed wyroku, a to oznacza utrzymanie presji cenowej w gospodarce.
Firmy już przerzuciły większość kosztów
Ekonomiści i analitycy rynkowi zwracają uwagę, że duża część wpływu ceł na ceny została już przeniesiona na konsumentów. Firmy w ostatnich miesiącach stopniowo podnosiły ceny, aby zrekompensować wyższe koszty importu.
Z tego powodu nawet ewentualne ograniczenie części taryf nie musi prowadzić do odwrócenia wcześniejszych podwyżek. W wielu przypadkach firmy ustaliły nowe poziomy cen i nie mają motywacji, by je obniżać, zwłaszcza jeśli popyt pozostaje stabilny.
Ceny dostosowują się wolniej niż zmiany kosztów, które je kształtują. Firmy często unikają częstych zmian cen, ponieważ wiąże się to z dodatkowymi kosztami, logistyką oraz ryzykiem dezorientacji klientów. Klasycznym przykładem są restauracje, które nie zmieniają menu przy każdej krótkotrwałej zmianie kosztów składników.
Mechanizm ten działa w obie strony, jednak w obecnej sytuacji sprzyja utrzymywaniu wyższych cen. Jeżeli konsumenci zaakceptowali podwyżki wprowadzone po nałożeniu ceł, firmy mogą uznać, że wcześniejsze ceny były zbyt niskie i nie spieszyć się z ich obniżaniem.
Biznes nadal nadrabia zaległości po cłach
Dodatkowo część firm — szczególnie średnich — dopiero w pełni odczuwa skutki taryf. Wiele przedsiębiorstw wcześniej zgromadziło zapasy, aby opóźnić podwyżki, lub stopniowo przerzucało koszty na klientów.
To sprawia, że nawet w momencie ograniczenia części ceł przedsiębiorstwa mogą nie chcieć wycofywać podwyżek, ponieważ nadal znajdują się w procesie dostosowywania marż i kosztów.
Całość wskazuje, że wyrok sądu ma znaczenie prawne i polityczne, lecz jego bezpośredni wpływ na ceny dla konsumentów będzie ograniczony. Utrzymująca się polityka taryfowa, wcześniejsze podwyżki oraz mechanizmy rynkowe powodują, że spadki cen — jeśli w ogóle nastąpią — będą raczej punktowe i stopniowe.