Ceny ropy gwałtownie wzrosły w poniedziałek po atakach USA i Izraela na Iran oraz odwetowych uderzeniach wymierzonych w Izrael i amerykańskie instalacje wojskowe w rejonie Zatoki Perskiej. Eskalacja konfliktu natychmiast odbiła się na globalnym łańcuchu dostaw energii, a inwestorzy zaczęli kalkulować ryzyko poważnych zakłóceń w eksporcie surowca z regionu, który od dekad pozostaje kluczowy dla światowej gospodarki.
Eksperci zakładają, że dostawy z Iranu i innych państw Bliskiego Wschodu mogą zostać ograniczone lub nawet czasowo wstrzymane. Szczególne obawy budzą incydenty w rejonie Cieśniny Ormuz – wąskiego ujścia Zatoki Perskiej. W ostatnich dniach doszło tam do ataków, w tym na dwa statki przepływające przez cieśninę, co utrudniło eksport ropy do odbiorców na całym świecie.
West Texas Intermediate (WTI), amerykańska ropa typu light sweet crude, kosztowała w poniedziałek rano 72,79 dolara za baryłkę. To wzrost o 8,6 procent w porównaniu z piątkowym poziomem około 67 dolarów – wynika z danych CME Group. Równolegle ropa Brent, będąca międzynarodowym punktem odniesienia, osiągnęła cenę 79,41 dolara za baryłkę, co oznacza niemal 9-procentowy skok względem piątkowego zamknięcia i najwyższy poziom od siedmiu miesięcy.
Jeśli napięcia w regionie będą się utrzymywać, ceny ropy i paliw mogą dalej rosnąć. Dla konsumentów oznacza to droższe tankowanie, ale również wyższe koszty transportu i produkcji, które przełożą się na ceny żywności oraz innych towarów.
Cieśnina Ormuz ma strategiczne znaczenie dla światowego handlu. Każdego dnia przepływa przez nią około 15 milionów baryłek ropy, czyli blisko 20 procent globalnej podaży – szacuje firma Rystad Energy. Tankowce transportują tędy surowiec z Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Iraku, Kataru, Bahrajnu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Iranu. Każde zakłócenie w tym wąskim gardle natychmiast wywołuje nerwowość na rynkach.
Już w połowie lutego Iran czasowo ograniczył ruch w części cieśniny, tłumacząc to ćwiczeniami wojskowymi. Wówczas ceny ropy wzrosły w ciągu kilku dni o około 6 procent. Obecna sytuacja jest jednak znacznie bardziej napięta, a realne działania zbrojne zwiększają ryzyko długotrwałych utrudnień.
Na tym tle osiem państw należących do porozumienia OPEC+ ogłosiło w niedzielę zwiększenie wydobycia. Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), na spotkaniu zaplanowanym przed wybuchem wojny, zapowiedziała zwiększenie produkcji o 206 tysięcy baryłek dziennie w kwietniu – co było wynikiem wyższym niż oczekiwali analitycy. Produkcję mają zwiększyć m.in. Arabia Saudyjska, Rosja, Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Kazachstan, Algieria i Oman.
Analitycy podkreślają jednak, że sama zapowiedź większego wydobycia może nie wystarczyć, jeśli kluczowe szlaki eksportowe zostaną zablokowane. Jak zauważył Jorge León z Rystad Energy, dla rynku ważniejsze od teoretycznej wielkości produkcji jest to, czy baryłki ropy faktycznie mogą opuścić region. Jeśli przepływ przez Zatokę Perską zostanie ograniczony, dodatkowe wydobycie nie przyniesie natychmiastowej ulgi.
Iran eksportuje około 1,6 miliona baryłek ropy dziennie, głównie do Chin. W przypadku zakłóceń Pekin musiałby szukać alternatywnych dostawców, co dodatkowo podbiłoby globalną konkurencję o surowiec i mogło przełożyć się na dalszy wzrost cen. Z drugiej strony Chiny dysponują znacznymi rezerwami strategicznymi i mogą zwiększyć import z Rosji, co częściowo złagodziłoby skutki ewentualnych przerw.
Na razie rynki reagują przede wszystkim na ryzyko. A to – w przypadku energii – często wystarcza, by ceny zaczęły rosnąć szybciej, niż wynikałoby to z realnych braków w dostawach.