----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Don i Jonna Bradway pozbyli się wszystkich inwestycji giełdowych i zarobione w ten sposób pieniądze oraz wszystkie oszczędności zainwestowali w złoto i srebro. Zgromadzili też tony żywności, dziesiątki sztuk broni i mnóstwo amunicji. Wszystko na wypadek zapaści ekonomicznej, likwidacji Drugiej Poprawki do Konstytucji, wojny lub innego nieszczęścia czy klęski. Takie trudne do przewidzenia zdarzenie określane jest w ich okolicy, czyli miasteczku Hayden w stanie Idaho, jako “Koniec Świata Jaki Znamy”.

Funkcjonuje też kilka innych, niecenzuralnych, ale bardzo dosadnych określeń. Tacy jak oni nazywani są “preppers”. To według oficjalnej definicji ludzie dążący do samowystarczalności i przygotowani na przetrwanie niespodziewanych, często groźnych okoliczności. Przez resztę społeczeństwa nazywani są świrami i wyznawcami teorii spiskowych. Znawcy tematu zwracają również uwagę, by przypadkiem preppersów nie mylić z survivalowcami, czyli ludźmi potrafiącymi poradzić sobie w trudnych, nieprzewidywalnych warunkach stworzonych przez naturę.

Małżeństwo Bradway opuściło Kalifornię, czyli według nich stan “rządzony przez lewicowców, wrogów Konstytucji i przeciwników wolności” pięć lat temu i osiedliło się na kilku akrach zalesionego terenu w północnym Idaho. Mieszkają wśród podobnie myślących, konserwatywnych osadników, raz w tygodniu studiując Biblię, łowiąc i polując, gromadząc zapasy i przygotowując się na najgorsze. Sami wytapiają z ołowiu kule, które na razie wykorzystują do zdobywania mięsa, jednak równie skuteczne będą do obrony domu.

“Nie jestem paranoikiem” – mówi 68-letni Don, pogodny weteran U.S. Army, którego twarz zdobią długie wąsy. “Ale jestem przygotowany” – dodaje.

W rejonie określanym jako Pacific Northwest podobnych do małżeństwa Bradway jest wielu. W ostatnich latach liczba ich gwałtownie rośnie. Najczęściej wybierają słabo zaludnione, zalesione rejony Montany, Wyoming, Idaho, wschodnie części stanu Waszyngton i Oregonu, które w związku z tym w 2011 r. przez jednego z bloggerów nazwane zostały American Redoubt (Amerykańska Forteca). Przenoszą się tam najbardziej zaangażowani i zmotywowani przedstawiciele ruchu, przekonujący o konieczności przygotowania się na wypadek klęsk naturalnych i wywołanych przez człowieka, które zdestabilizują życie na lata.

To ludzie zatrwożeni doniesieniami o atakach terrorystycznych, chorobach, zagrożeniach nuklearnych. W ostatnich latach doszły nowe zmartwienia – polaryzacja społeczeństwa amerykańskiego w wyniku wyborów prezydenckich, coraz głębsze podziały rasowe czy słabsza ekonomia.

W całym kraju oferujące towar preppersom sklepy internetowe odnotowują wzrost sprzedaży, od uzdatniaczy wody, przez radia z korbką do ładowania baterii, po pralki korzystające z energii słonecznej.

Mająca siedzibę w Utah firma Harvest Right, która stworzyła podręczne urządzenie do liofilizacji żywności, notuje kilkuset procentowy wzrost sprzedaży w okresie kilku lat.

Rising S Bunkers, kompania produkująca gotowe, wykonane z metalu i odporne na średniej mocy wybuch bunkry podziemne, nie nadąża z realizacją zamówień. Najpopularniejszy model może dać wygodne schronienie 6-8 osobom i kosztuje ok. 150 tysięcy dolarów. Zainteresowanie ofertą nie dziwi właściciela firmy mówiącego, że “każdy z mózgiem wielkości choćby orzeszka widzi stan gospodarki, wysokość zadłużenia, upadek fabryk i rozmiar pomocy społecznej”. To zapowiedź zbliżającego się chaosu.

Co ich motywuje

Jedni martwią się huraganami, trzęsieniami ziemi, pożarami lasów. Inni boją się ataku nuklearnego, wybuchów słonecznych mogących uszkodzić krajowe sieci elektryczne. Wielu martwi możliwość zamieszek i wojny.

“Lista jest długa, zagrożeń jest wiele” – mówi Glenn Martin, który mieszka w północnym Idaho i prowadzi Prepper Broadcasting Network, czyli internetowe radio dla podobnie myślących.

“Wyobraź sobie kryzys i upadek naszego społeczeństwa, a później próbę kupna kromki chleba w Los Angeles lub Nowym Jorku” – przekonuje Martin.

W przewidywaniu najgorszego coraz więcej osób nie ogranicza się już tylko do gromadzenia zapasów w swoich domach. Przenoszą całe domy w miejsca uznawane za bardziej bezpieczne. Jednym z nich jest właśnie Redoubt, określenie nie tylko rejonu kraju, ale przede wszystkim fortecy.

Trudno powiedzieć, ile osób przybyło tam w ostatnich latach, ale sprzedawcy nieruchomości w rejonie Pacific Northwest oraz władze lokalnych miasteczek oceniają ich na kilka tysięcy w pięciu stanach. Mieszkają w rejonach nieskażonych przez cywilizację, choć zwykle w jej pobliżu, wolnych od naturalnych kataklizmów, miejskiej przestępczości, o liberalnych prawach dotyczących posiadania broni i niewielkim wpływie władz federalnych i stanowych. To ludzie o konserwatywnych poglądach, zwykle chrześcijanie, wyznający zasadę “żyj i pozwól żyć innym”.

Rdzenni mieszkańcy tych rejonów postrzegają nowoprzybyłych jako w większości niegroźnych, może nieco dziwnych. Niektórzy przewracają oczami zapytani o preppersów budujących swe fortece w okolicy, inni uśmiechają się tylko.

O czym nie wszyscy wiedzą to fakt, że wielu z osiedlających się ostatnio w Redoubt to byli policjanci, strażacy i wojskowi. Większość zagłosowałaby na konserwatywnych polityków w wyborach, jednak prawdopodobnie tego nie robi. Preppersi raczej nie uczestniczą w życiu kraju, nie głosują, nie biorą udziału w dyskusjach.

“Kocham to miejsce” – mówi Chris Walsh pilotując swój mały samolot nad jeziorem Coeur d'Alene i pokazując przybyłemu w okolice dziennikarzowi uroki takiego stylu życia.

Urodzony w Detroit, pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna, prowadzi firmę obrotu nieruchomościami o nazwie Revolutionary Realty. Jego oferta skierowana jest głównie do preppersów przybywających tam z innych części kraju. Mówi, że w okresie ostatnich pięciu lat zamknął setki transakcji.

Sam mieszka z daleka od cywilizacji, w domu położonym na szczycie wzniesienia z widokiem na jezioro. Produkuje energię elektryczną na własne potrzeby za pomocą setki paneli słonecznych ustawionych obok posiadłości. Ale nie zrywa więzi ze światem, bo do popularnego wśród turystów miasteczka Coeur d'Alene ma zaledwie kilka mil, a tam do dyspozycji centra sklepowe, restauracje czy kino.

Według Walsha większość posiadłości kupowanych przez ludzi jego pokroju musi spełniać kilka warunków. Są to między innymi: co najmniej dwa źródła wody pitnej, panele słoneczne lub inne źródło alternatywnej energii, bezpieczny schowek na kilkuletnie zapasy żywności i broni, najlepiej pod ziemią, a także położenie z dala od dróg i pozwalające na łatwą obronę.

“Potem uczą się na nowo tego, co znali i wiedzieli ich przodkowie” – mówi Walsh. “Mamy tu do czynienia z prawdziwym duchem wczesnego osadnictwa” – dodaje po chwili.

Ile to kosztuje

Wymienione przez niego rzeczy nie są tanie. Średnia cena takiej posiadłości waha się pomiędzy 250,000 a 550,000 dolarów. Niektóre przekraczają 2 miliony. Podstawowy zestaw paneli słonecznych to 15 tysięcy dolarów, a bardziej zaawansowane systemy mogą kosztować nawet 10 razy więcej. Do tego podziemne schronienie, urządzenia do filtracji wody i powietrza, etc.

Większość migracji do Redoubt w ostatnich latach motywowana jest politycznie. To przede wszystkim obawa o likwidację drugiej poprawki, co postrzegane jest w środowisku preppersów jako niebezpieczne i niezgodne z Konstytucją wtrącanie się w życie obywateli i zagrażanie wolnościom osobistym.

“Mamy tu bastion wolności” – mówi 45-letni Todd Savage, były Marine, który przeniósł się do Idaho z “miejskiej dżungli bezprawia”, jak nazywa San Francisco. Na życie zarabia dostarczając produkty i wiedzę nowoprzybyłym.

“Nasi klienci to ludzie zmęczeni życiem wśród osób pozbawionych wartości moralnych” – mówi Savage dziennikarzowi przygotowującemu materiał o preppersach – “Uciekli przed tyranią zostawiając za sobą wszystkie elementy wielkiego miasta”.

Rozmowa odbywa się w jego samochodzie, którym jest Chevy Suburban. Tuż za siedzeniem kierowcy zawieszony jat karabin AR-15, pomiędzy siedzeniami znajduje się pistolet oraz kamizelka kuloodporna, a z tyłu ponad 200 sztuk amunicji.

“Ty masz ubezpieczenie Geico, ja mam AR - 15”

– stwierdza Savage zapytany o uzbrojenie.

Trevor Treller ma 44 lata, u pasa rewolwer Smith&Wesson. Za łatwy do obrony przed napastnikami dom z trzema sypialniami, położony na pięcioakrowej działce, zapłacił w ubiegłym roku prawie 400,000 dolarów. Pochodzi z Long Beach w Kalifornii. Przyznaje, że to Barack Obama był głównym powodem przenosin. Zaognione relacje rasowe za jego prezydentury, powiększenie zadłużenia kraju, groźby pod adresem Drugiej Poprawki, nieudane poskromienie nuklearnych zapędów Północnej Korei i Iranu – to tylko niektóre czynniki, jakie wpłynęły na jego decyzję. Wszystkie razem grożą chaosem, więc wraz z żoną inwestują w żywność, broń, amunicję, a swój dom ogradzają żelaznym płotem. Odpowiednie miejsce do życia musiało spełniać kilka warunków: konserwatywne wyniki wyborów, niska przestępczość, niewygórowane ceny nieruchomości, słabe zaludnienie oraz brak nielegalnych imigrantów. Ci ostatni według Trellera “niszczą amerykańską kulturę”.

Preppersi przekonują, że nie są rasistami, choć to właśnie w okolicy Hayden Lake organizacja zrzeszająca zwolenników białej supremacji o nazwie Aryan Nation miała w latach 80. i 90. swą główną siedzibę. Wspomniany wcześniej, urodzony w Detroit Walsh uważa, że w swym rodzinnym mieście częściej spotykał się z przejawami dyskryminacji rasowej, niż w północnym Idaho.

“Tutaj osoba o czarnej skórze jest wydarzeniem prawie niespotykanym” – mówi Walsh – “Ludzie podchodzą do takiej osoby tylko po to, by porozmawiać. Większość z nich nigdy wcześniej nie miała w życiu takiej okazji”.

Większość preppersów gotowa jest na wszystko, ale w głębi ducha modli się, by nic złego się nie wydarzyło. Jeśli jednak do czegoś dojdzie, dadzą sobie radę. W każdym domu są zapasy na kilka lat, uzbrojenie, w większości bunkier i alternatywne źródła energii. Gdy świat zacznie się walić, chaos nie wyrządzi im większej szkody. Wiedzą, że nieprzygotowani zwrócą się o pomoc właśnie do nich. Na razie żyją normalnie – duży telewizor LCD, wygodne fotele, w garażu samochód terenowy, łódka i krótkofalówka. Są w stałym kontakcie z innymi, myślącymi podobnie i przygotowanymi na wszystko.

Zdają sobie sprawę, że większość społeczeństwa traktuje ich jak paranoików, świrów i ekstremalnych zwolenników teorii spiskowych. Nie jest im to obojętne, bo przecież we własnym mniemaniu postępują rozsądnie. Świat, jaki znamy, kończy się – mówią – trzeba być przygotowanym.

na podst. theweek, washingtonpost.com, americanpreppersnetwork.com
rj