----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Ubiegłotygodniowy atak ISIS na lotnisku w Kabulu wywołał wiele znanych z przeszłości reakcji dotyczących utraty życia w odległych konfliktach, które niewielu Amerykanów rozumie i akceptuje. Jedną z nich było przemówienie prezydenta, jakże podobne do wielu słyszanych wcześniej, które łączyło smutek, oburzenie i obietnice zemsty. Wielu prezydentów posługiwało się podobnym językiem, ale realne działania odwetowe w wielu przypadkach nie pokrywały się z wcześniejszymi zapowiedziami.

Dekady mieszanych rezultatów

Po Wietnamie wielu przypuszczało, że Stany Zjednoczone wycofają się z militarnych działań za granicą. Jednak od tamtego czasu każdy prezydent musiał stawić czoła jakiemuś wyzwaniu, ale nie ze strony innego supermocarstwa czy globalnego komunizmu, ale mniejszych krajów i niezwiązanych z żadnym krajem grup militarnych.

Jimmy Carter: Iran

Zaledwie kilka lat po upadku Sajgonu Amerykanie doznali szoku po zajęciu ambasady USA w Teheranie przez kilkuset zradykalizowanych studentów irańskich.

Sześć miesięcy później, w kwietniu 1980 roku, w ambasadzie nadal przetrzymywanych było 52 amerykańskich zakładników, a ówczesny prezydent, Jimmy Carter, musiał ujawnić w telewizji, że próba ich ratowania została przerwana na irańskiej pustyni, gdy w zderzeniu dwóch śmigłowców zginęło ośmiu amerykańskich żołnierzy.

38 Britannica

„Wiem, że cały naród odczuwa głęboką wdzięczność, jaką ja czuję dla odważnych ludzi, którzy byli gotowi ratować swoich rodaków” – mówił Carter. „Wiem też, że naród podziela nie tylko moje rozczarowanie… ale także determinację, by sprowadzić wszystkich zakładników do domu".

Owszem, zakładnicy wrócili do domu, ale dopiero w wyniku późniejszych negocjacji i w dniu inauguracji jego następcy w Białym Domu, Ronalda Reagana.

Ronald Reagan: Bejrut

Wydawało się, że prezydenta tego chronią magiczne moce - udało mu się przeżyć zamach na własne życie i nie przeszkodziły mu różne skandale. Nie uniknął jednak konieczności trudnego wyboru dotyczącego zagranicznej interwencji militarnej.

Kiedy w 1982 roku ONZ utworzyło wielonarodowe siły mające podporządkować sobie różne frakcje walczące w Libanie, dowódcy w Pentagonie mieli wątpliwości. Ale Reagan widział w tym kolejny front w wojnie z komunizmem.

39 Kansas City Star

„Czy Stany Zjednoczone i reszta wolnego świata mogą stać z boku i patrzeć, jak Bliski Wschód zostaje włączony do bloku sowieckiego?” – zapytał Reagan w cotygodniowym wystąpieniu radiowym.

Amerykańskich Marines nazywano w Bejrucie żołnierzami sił pokojowych, ale wielu kwestionowało, jak bardzo potrzebna była tam ich misja. Pytania te stały się głośniejsze po tym, jak zamachowiec-samobójca w kwietniu 1983 roku niemal zniszczył ambasadę USA w Bejrucie, zabijając 17 Amerykanów i dziesiątki Libańczyków. Kongres debatował nad wycofaniem Marines, ale osiągnięto kompromis, aby pozwolić im pozostać na kolejne 18 miesięcy.

Kiedy reporter zapytał Reagana, dlaczego obecni tam żołnierze Piechoty Morskiej giną od kul snajperów, prezydent powiedział, że region jest „niezwykle ważny dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i świata zachodniego… oraz dla dalszego procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie”.

Ale w październiku inny zamachowiec-samobójca, ciężarówką wypełnioną tonami materiałów wybuchowych, przedarł się na teren koszarów Marines, gdy spała większość kontyngentu. Zginęło prawie 300 osób, w tym 220 Marines i 21 innych żołnierzy. Była to największa liczba zabitych, jaką Korpus poniósł w pojedynczym ataku od czasu Iwo Jimy w 1945 roku.

Tej samej nocy, nazywając to „podłym czynem", a zamachowców "bestialskimi przeciwnikami", przysiągł odwet. Reagan był dobry w gojeniu najgłębszych ran, a jeszcze lepszy w prezentowaniu niezłomności i twardości. Gdy zapowiedział zemstę, naród kiwał głową z aprobatą. W sondażach po ataku jego wizerunek zbytnio nie ucierpiał, a nawet poprawiło się poparcie dla misji w Libanie.

Nie dotrzymał słowa, bo cztery miesiące później, w lutym, nie podejmując żadnych ataków odwetowych, Reagan wycofał pozostałych Marines. Kosztowało go to w sondażach, ale tylko na krótko. W listopadzie tego samego roku wygrał drugą kadencję prezydencką.

George HW Bush: Wojna z terroryzmem i Irakiem

Następca Reagana, George HW Bush, kontynuował zachowania swych poprzedników, wyrażając smutek, gniew i zapowiedź odwetu.

W sierpniu 1990 roku musiał wyjaśnić, jak iracki dyktator Saddam Husajn zagarnął sąsiedni Kuwejt i zmusił USA do wojny. Wynikający z tego zwycięski dla USA konflikt ostatecznie przyniósł w większości dobre wieści dla Busha, ale doprowadził również do późniejszych niepokojów w regionie, radykalizując m.in. potomka zamożnej saudyjskiej rodziny, Osamę bin Ladena.

40 ABC News

Bill Clinton: Afryka i powstanie Al-Kaidy

W październiku 1993 roku, wciąż świeżo na stanowisku prezydenta, Clinton musiał stawić czoła decyzji militarnej w Afryce, gdy misja pomocy w walce z głodem w Somalii zamieniła się w konflikt zbrojny. Zestrzelono wtedy dwa helikoptery Blackhawk, a podczas całodziennej wymiany ognia zginęło 18 Amerykanów i setki Somalijczyków.

Clinton wystąpił w telewizji, aby przypomnieć, dlaczego wojsko w ogóle tam było (wysłane przez jego poprzednika) i obiecać, że wszyscy powrócą w ciągu sześciu miesięcy.

Dużo później, w sierpniu 1998 roku, ciężarówki wypełnione materiałami wybuchowymi zrównały z ziemią amerykańskie dwie ambasady w Afryce Wschodniej. Wśród 224 osób zabitych w Nairobi w Kenii i Dar es Salaam w Tanzanii znalazło się kilkunastu Amerykanów. Ogółem rannych zostało ponad 4,500 osób. Kilka dni później Amerykanie po raz pierwszy usłyszeli nazwisko bin Ladena i nazwę jego organizacji, Al-Kaidy.

Te akty terrorystycznej przemocy są odrażające; są nieludzkie” – mówił Clinton i przywołując słowa Reagana sprzed 15 lat o "bestialskich przeciwnikach". „Użyjemy wszelkich środków, aby postawić winnych przed wymiarem sprawiedliwości, bez względu na to, jak długo to potrwa".

41 NBC News

Clinton odpowiedział wysyłając pociski manewrujące do obozów Al-Kaidy w Afganistanie, gdzie grupa Bin Ladena znalazła schronienie u rządzących fundamentalistów islamskich znanych jako talibowie, zwycięzców wojny domowej, która szalała tam po wycofaniu sowieckiego wojska w 1989 roku.

Pociski Clintona nie spowodowały jednak wielkich szkód. Bin Laden, według niektórych relacji, wywnioskował już po zamachu bombowym w Bejrucie w 1983 r., że reakcja USA na taką prowokację będzie ograniczona. Al-Kaida czuła się bezpieczna planując w Afganistanie ataki terrorystyczne na Stany Zjednoczone.

George W. Bush: 9/11 i Irak

Tym razem zamachowcy-samobójcy porwali samoloty, by rozbić je o World Trade Center i Pentagon w 2001 r. Bush oczywiście obiecał zemstę i spędził większość z pozostałych siedmiu i pół roku na urzędzie próbując dotrzymać tej obietnicy.

Choć jego głównym celem był Irak, gdzie podejrzewano obecność broni masowego rażenia (nigdy jej nie znaleziono), to Bush rozpoczął "wojnę z terroryzmem" wysyłając siły amerykańskie do Afganistanu, by wykorzeniły Al-Kaidę i obaliły talibów.

Tak rozpoczęła się najdłuższa wojna Ameryki.

Mandatory Credit: Photo by AP/Shutterstock (9159226aj)Former U.S. President George W. Bush speaks at a forum sponsored by the George W. Bush Institute in New YorkBush Center Forum, New York, USA - 19 Oct 2017

Barack Obama: Drony, bin Laden i Benghazi

Gdy wojna w Iraku się zaczęła, Obama był jeszcze legislatorem stanowym w Illinois, i od początku był jej przeciwny. Jednak misję w Afganistanie uznawał za bardziej uzasadnioną. W 2009, pierwszym roku prezydentury, zwiększył tam liczebność sił amerykańskich do ponad 100,000, co przełożyło się na wzrost liczby ofiar - w szczytowym momencie ginęło tam 500 żołnierzy amerykańskich rocznie. Straty ludzkie stopniowo zaczęły zmniejszać się, gdy Obama zaczął ograniczać zaangażowanie wojsk w 2011 roku. Zapowiedział wtedy zakończenie misji bojowej w Afganistanie do 2014 roku.

Obama realizował swoją własną wersję "wojny z terroryzmem", wysyłając Navy SEALs w celu zabicia Osamy bin Ladena i setki dronów w innych misjach militarnych.

Jednak w 2012 roku Obama musiał wyjaśnić, dlaczego USA uległy atakowi terrorystycznemu w Benghazi w Libii, w którym zginął ambasador Chris Stevens i trzech innych Amerykanów. Znów pojawiła się przemowa pełna smutku i gróźb.

44 New York Times

„Żadne akty terroru nigdy nie zachwieją determinacją tego wielkiego narodu, nie zmienią jego charakteru ani nie przyćmią wartości, za którymi się opowiadamy” – powiedział Obama. „Nie zawahamy się w naszym zobowiązaniu, aby za ten straszny czyn została wymierzona sprawiedliwość."

Barak Obama jeszcze raz, w 2013 r. stanął w obliczu konfliktu w Syrii, ale nie zdecydował się na wysłanie wojsk mówiąc, że nie będzie prowadzić tam otwartej wojny, jak w Iraku czy Afganistanie.

Donald Trump: ISIS i odwrót

Gdy Donald Trump zastąpił Obamę w styczniu 2017 roku, w Iraku i Afganistanie wciąż obecne były siły amerykańskie. W czasie prawyborów prowadził kampanię na rzecz sprowadzenia sił amerykańskich do domu, co położyłoby kres „wiecznym wojnom”.

Zmniejszył liczebność amerykańską w regionie, kontynuując wykorzystanie dronów do ataków na pojedyncze osoby, takich jak ten, w którym zginął irański generał Quassem Soleimani w 2020, czy jeden z przywódców ISIS, Abu Bakr at-Baghdadi w 2019. Ataki na ISIS były kontynuowane wraz z innymi krajami aż do momentu upadku Państwa Islamskiego. Organizacja jednak w dalszym ciągu działa.

Ale od początku Trump chciał całkowitego opuszczenia Afganistanu, naciskając w tej sprawie na Pentagon. W połowie 2019 r. domagał się spotkania z talibami w Camp David, donosili jego doradcy. Zaproszenie talibów do USA i spotkanie z nimi prezydenta było wizerunkowo niedopuszczalne, więc zamiast tego przedstawiciele obu stron, bez udziału rządu afgańskiego, spotkali się w Doha, stolicy Kataru, gdzie wynegocjowano umowę o wycofaniu wojsk USA do 1 maja 2021 roku, pod warunkiem, że talibowie nie zaatakują personelu amerykańskiego. Przygotowania do odwrotu z Afganistanu rozpoczęły się niedługo później.

VIRGINIA BEACH, VA - SEPTEMBER 06:  Republican presidential nominee Donald Trump pauses during a campaign event September 6, 2016 in Virginia Beach, Virginia. Trump participated in a discussion with retired Army Lieutenant General Michael Flynn.  (Photo by Alex Wong/Getty Images)

Joe Biden: Wyjście z Afganistanu

Biden opóźnił nieco wynegocjowaną datę, ale nie wstrzymał rozpoczętego przez Trumpa procesu opuszczania Afganistanu mówiąc, że nie ma zamiaru przekazywać tej wojny piątemu prezydentowi.

Ustaliwszy nową datę wycofania, po potwierdzeniu umowy z talibami, wojsko USA zaczęło pakować sprzęt i personel. Mimo 20 lat doświadczenia w Afganistanie i kilku dekad w innych konfliktach, Stany Zjednoczone, a właściwie dowódcy, popełnili wiele błędów. Jednym z nich było opuszczenie największej bazy wojskowej przed ewakuacją cywilów, co spowodowało niesamowity chaos i śmierć wielu osób na lotnisku w Kabulu, gdzie tysiące ludzi próbowało dostać się do chronionej strefy ewakuacyjnej uchodząc przed przejmującymi władzę talibami. Tysiące pozostawionych na miejscu sojuszników i współpracowników USA obawiających się zemsty nowego rządu. Miliony pozostawionego sprzętu wojskowego, gwałtowna porażka długo trenowanej armii afgańskiej. Jednym słowem: klęska.

Jednak największy szok przeżyliśmy, gdy zamachowiec-samobójca lokalnego oddziału ISIS-K zabił w ataku na lotnisku 13 amerykańskich żołnierzy i ponad setkę Afgańczyków.

I znów usłyszeliśmy prezydenta USA mówiącego: "Nie wybaczymy i nie zapomnimy (…). Wytropimy was i sprawimy, że zapłacicie”.

Former Vice President Joe Biden, 2020 Democratic presidential candidate, speaks during a news conference in Wilmington, Delaware, U.S., on Thursday, March 12, 2020. Biden sought to deliver an antidote to President Donald Trump's response to the coronavirus outbreak on Thursday, unveiling a new plan that shows how he would fight the spread of the virus and urging the administration to use it. Photographer: Ryan Collerd/Bloomberg via Getty Images

Pierwsze ataki odwetowe z wykorzystaniem dronów już miały miejsce. Prawdopodobnie będą następne. Ale czy to coś zmieni?

ISIS-K jest lokalnym odłamem Państwa Islamskiego, które walczy zarówno z USA, jak i z talibami. Mówi się, że ma swoje korzenie w oryginalnej Al-Kaidzie, która działała w Afganistanie w latach 90. ubiegłego wieku.

I w ten sposób, bo tak to wygląda, zamyka się wielkie koło. Dziesiątki lat, tysiące ofiar, miliardy dolarów później, wszystko powraca do poprzedniego stanu. Talibowie do władzy, ISIS do ataków. Ktoś może zapytać: czy było warto?

na podst.: npr.org, wbezchicago
rj