----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij znajomym:

Początek listopada to tradycyjnie czas wspomnień zmarłych i refleksji nad śmiercią i życiem wiecznym. Dzień Wszystkich Świętych oraz Zaduszki spędzamy na cmentarzach, w zadumie nad bliskimi, którzy odeszli.

Dzień Wszystkich Świętych to w pierwotnej tradycji chrześcijańskiej czas w roku liturgicznym, podczas którego wspominano świętych męczenników jako patronów ziemskich wspólnot wiernych. Co ciekawe, święto to obchodzono początkowo w maju, na 1 listopada przeniósł je dopiero papież Grzegorz IV w IX w. W sto lat później wśród francuskich benedyktynów z Cluny narodziła się tradycja organizowania 2 listopada modlitw za duszę zmarłych (czyli „Zaduszek”). W ich trakcie mnisi wstawiali się za duszami, które trafiły do czyśćca, prosząc o ich zbawienie. Kult zmarłych, zwłaszcza świętych, stanowił od zawsze ważny element tożsamości chrześcijańskiej – budował wspólnotę, pokazywał wzorce właściwych postaw, przypominał wreszcie o wielowiekowej tradycji Kościoła. 

Jednak szacunek do przodków, którzy odeszli, jest jednym z najbardziej podstawowych zachowań ludzkich, niezależnie od kultury i religii. Zmarły zawsze był święty – lepszy, wyjątkowy, dotykający rzeczywistości niedostępnej zwykłym ludziom. Zawsze więc szacunkiem darzono groby i wielkie znaczenie przykładano do ceremonii pogrzebowych.

Tradycją w jakiejś formie zbieżną z chrześcijańskim dniem Wszystkich Świętych, są tradycyjne słowiańskie Dziady, obchodzone niegdyś w nocy z 31 października na 1 listopada. Co ciekawe, mimo uznania ich przez duchowieństwo za zwyczaj pogański, na wsiach polskich utrzymywały się one jeszcze do początków XX w. W noc Dziadów dusze zmarłych miały opuścić miejsce swojego wiecznego spoczynku i wędrować po świecie, chcąc odwiedzić swój dom rodzinny. By zabłąkanym „wędrowcom” wskazać drogę, na rozstajach dróg i w podwórkach rozpalano ogniska a w oknach stawiano lampy, które miały oświetlić duszom właściwy kierunek podróży. W domach stawiano stołki, na których przybysze mogliby usiąść, przygotowywano im także jedzenie, by mogli się pożywić. Wśród zwyczajów związanych z Dziadami pojawiło się również przekonanie, że niewidoczne dusze mogą być wszędzie, stąd też zabronione było wówczas rąbanie drewna, wylewanie pomyj czy plucie – byleby tylko nie zranić lub nie urazić duszy przodka.

Tradycja ta pokazuje, jak wielką rolę przywiązywano od zawsze do kultu zmarłych. Wiara, że dusze przodków mogą odwiedzić swoich bliskich, nakazywała wobec nich szacunek i konieczność pomocy. W dobrym zwyczaju było też wręczanie jedzenia bądź jałmużny biedakom i tzw. „dziadom cmentarnym” w zamian za dobre wspomnienie o zmarłym.

Jeszcze ciekawsza wydaje się tradycja meksykańska, tzw. Día de los Muertos, towarzysząca katolickim obchodom 1 i 2 listopada. Powstała ona w wyniku wymieszania się wpływów chrześcijańskich ze starymi zwyczajami plemion zamieszkujących Amerykę Środkową przed podbojem europejskim. Święto to opiera się na wesołości i swoistym obśmianiu śmierci – tego dnia przygotowuje się m.in. czaszki przygotowane z cukru lub czekolady bądź też słodkie wypieki z motywem piszczeli. Tradycyjnie już, groby przystraja się kolorowymi wieńcami kwiatów, zwłaszcza meksykańską aksamitką, która ma mieć rzekomą moc wzywania dusz zmarłych. Meksykanie odwiedzają tego dnia groby swoich bliskich bądź też przygotowują w domach „ołtarze” im poświęcone. Punktem kulminacyjnym tego rytuału jest ofiara dla zmarłych, w skład której oprócz wypieków i słodyczy wchodzi również alkohol i cygara, a w wypadku dzieci – także zabawki. Czczenie przodków jest więc w naturalny sposób okazją do zabawy, umacniającej więzy rodzinne.

Wszystkie obrzędy, związane ze Świętem Zmarłych z przełomu października i listopada wyrastają z jednego korzenia – potrzeby poradzenia sobie ze śmiercią, jej oswojenia i zaakceptowania nieodwracalności losów. Jak widać, może być ona realizowana w różny sposób – poprzez modlitwę o zbawienie dusz przebywających w czyśćcu, okazanie szacunku przodkom, którzy wciąż są z nami czy też próbą pokazania, że śmierć nie jest niczym strasznym. Jednocześnie, obok zmarłych ważni są też żywi – wspólnota, czy to ta duża (Kościół) czy też ta najmniejsza, podstawowa (rodzina). Jak zwykle, dwa światy równoważą się ze sobą.

Tomasz Leszkowicz