Diesel bije rekord za rekordem, benzyna ponownie przebiła 4 dolary za galon, a baryłka ropy poszybowała ponad 100 dolarów. Prezydent Donald Trump zapewnia, że po listopadowych wyborach ceny zaczną spadać. Analitycy są znacznie ostrożniejsi.
Jeszcze kilka dni temu rekordowa średnia cena diesla w USA wynosiła $5.85 za galon. W środę skoczyła do $5.94, czyli 58 procent w górę od początku wojny z Iranem. Benzyna przebiła średnio $4.20, a w czwartek zbliżyła się do $4.30.
Jeszcze gwałtowniej drożeje ropa. Brent przełamał barierę 100 dolarów, a w czwartek dołożył kolejne 5 procent, zbliżając się do $106. Amerykańska ropa WTI również przekroczyła setkę. Wzrost napędzają przede wszystkim obawy o dostawy.
Kryzys na kilku frontach jednocześnie
Powodów jest kilka. Walki USA z Iranem ponownie się zaostrzyły, doszło do ataków na tankowce, a transport przez Cieśninę Ormuz pozostaje poważnie ograniczony. Huti atakują infrastrukturę energetyczną Arabii Saudyjskiej, a w czwartek zajęli port Mokka nad Morzem Czerwonym. Zwiększyło to obawy o bezpieczeństwo żeglugi również w pobliżu cieśniny Bab al-Mandab, choć ruch statków na tym szlaku na razie trwa.
Do tego dochodzą ukraińskie uderzenia w rosyjskie rafinerie. Rynek obawia się więc zakłóceń obejmujących nie tylko Zatokę Perską, ale również inne ważne źródła i szlaki dostaw ropy.
Ulga dopiero po wyborach?
Prezydent przyznał w środę, że na szybki powrót taniego paliwa nie ma co liczyć. Zapowiedział jednak, że zaraz po listopadowych wyborach ceny ropy zaczną „gwałtownie spadać”, a benzyna z czasem może ponownie kosztować mniej niż 2 dolary za galon.
Problem w tym, że nie wskazał zmian na rynku ropy, które miałyby nastąpić akurat po wyborach i doprowadzić do takiego spadku. Swoją prognozę powiązał przede wszystkim z wojną, przekonując, że Iran „nie wytrzyma dłużej” i konflikt zakończy się po wyborach. Jednocześnie przyznał, że powrót benzyny poniżej 2 dolarów może potrwać jeszcze dłużej.
To kolejna zapowiedź szybkiego przełomu w trwającej ponad pół roku wojnie. W ostatnich miesiącach prezydent wielokrotnie mówił o zbliżającym się porozumieniu z Teheranem, ale trwałego układu dotąd nie osiągnięto. Obecnie administracja coraz większy nacisk kładzie na presję militarną i gospodarczą.
Eksperci podchodzą ostrożnie również do najnowszej prognozy cenowej. Patrick De Haan z GasBuddy stwierdził, że nie widzi żadnej gwarancji, iż ropa i benzyna rzeczywiście potanieją po wyborach. Także prognozy rządowej Energy Information Administration nie wskazują na szybki powrót rynku do normalności. Agencja podniosła właśnie prognozy cen ropy i nie oczekuje powrotu produkcji oraz eksportu z Bliskiego Wschodu do poziomu sprzed wojny przed drugim kwartałem przyszłego roku.
Cena przy dystrybutorze będzie więc zależała przede wszystkim od sytuacji na Bliskim Wschodzie. Jeśli wojna wygaśnie i dostawy przez Cieśninę Ormuz wrócą do normalnego poziomu, ropa i paliwa mogą szybko potanieć. Sam termin wyborów nie daje jednak takiej gwarancji.
Reuters zwraca uwagę, że rynek przestaje traktować zakłócenia jako krótkotrwały szok i liczy się z tym, że mogą potrwać dłużej. Do presji na ceny dokładają się także zwiększone w ostatnich tygodniach zakupy ropy przez chińskie rafinerie.
Rekordowy diesel
Największym problemem dla gospodarki może jednak okazać się nie benzyna, lecz diesel. Napędza ciężarówki, kombajny i maszyny rolnicze, a w USA właśnie rusza sezon zbiorów, jeden z najbardziej paliwochłonnych okresów w rolnictwie.
Drogi diesel oznacza wyższe koszty pracy maszyn na farmach, transportu płodów rolnych i dostaw żywności do sklepów. Wyższe koszty paliwa mogą więc stopniowo przechodzić na ceny produktów.
Pierwsze skutki są już widoczne. Firmy transportowe podnoszą dopłaty paliwowe, drożeje fracht lotniczy, a ekonomiści ostrzegają, że kolejny szok energetyczny może ponownie zwiększyć presję inflacyjną w gospodarce, która nadal zmaga się ze zbyt szybkim wzrostem cen.
Zapowiedź taniego paliwa po wyborach pozostaje więc uzależniona przede wszystkim od przebiegu wojny. Rynek ropy nie patrzy na kalendarz wyborczy, lecz na tankowce, porty, cieśniny i linię frontu. Jeśli sytuacja tam się uspokoi, ceny mogą spaść szybko. Jeśli nie, jeszcze długo płacić będziemy ekonomiczną cenę wojny.