----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

01 września 2026

Udostępnij znajomym:

28 sierpnia minęło sześć miesięcy od rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej kampanii przeciwko Iranowi. Prezydent Donald Trump przewidywał, że konflikt potrwa „cztery, może pięć tygodni”. Po pół roku irański program nuklearny jest uszkodzony, siły zbrojne kraju znacznie osłabione, a eksport ropy ograniczony. Reżim jednak przetrwał, żegluga przez Cieśninę Ormuz nadal jest zakłócona, a końca wojny nie widać.

Administracja USA przedstawiała rozpoczętą w lutym kampanię jako krótką i zdecydowaną. Najważniejszym celem miało być niedopuszczenie do zdobycia przez Iran broni jądrowej. W kolejnych wypowiedziach przedstawiciele Białego Domu mówili również o planowanym zniszczeniu irańskiego arsenału rakietowego, ograniczeniu możliwości wspierania zbrojnych organizacji w regionie oraz osłabieniu władz w Teheranie. Prezydent Trump zwracał się wprost do Irańczyków, przekonując, że nadchodzi „godzina wolności” i że po zakończeniu amerykańskiej operacji powinni przejąć władzę we własnym kraju — zastrzegając jednocześnie, że USA nie zamierzają wysyłać wojsk do marszu na Teheran.

Tak się jednak nie stało. W pierwszym dniu wojny zginął najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, wraz z kilkoma wysokimi rangą urzędnikami. Jego miejsce zajął syn, Mojtaba Chamenei, a system władzy nie tylko przetrwał, ale stał się jeszcze bardziej represyjny. Kalkulacje, że likwidacja najważniejszych przywódców doprowadzi do buntu lub rozpadu państwa, okazały się błędne.

Program nuklearny uszkodzony, ale nie zniszczony

Amerykańskie i izraelskie ataki spowodowały poważne zniszczenia w irańskich ośrodkach nuklearnych. Nie ma jednak dowodów, że program został całkowicie zlikwidowany. Największym problemem pozostają zapasy wzbogaconego uranu, które prawdopodobnie nadal znajdują się w zbombardowanych, podziemnych obiektach, trudnych do zlokalizowania i zabezpieczenia. Część ekspertów ostrzega przy tym przed efektem odwrotnym od zamierzonego: atak mógł przekonać część irańskich elit, że jedyną skuteczną ochroną przed kolejnymi uderzeniami będzie jak najszybsze zdobycie własnej broni jądrowej.

Wojna wyczerpuje amerykańskie zasoby

Iran pozostaje znacznie słabszy od Stanów Zjednoczonych, ale zdołał wciągnąć USA w długotrwały konflikt, który coraz bardziej obciąża amerykańskie zasoby. W irańskich atakach zginęło co najmniej 18 amerykańskich żołnierzy, ponad 750 zostało rannych, a zniszczenia w jedenastu bazach USA w siedmiu krajach oszacowano na około 5 miliardów dolarów.

Bezpośrednie straty są jednak tylko częścią rachunku. Obrona baz, okrętów, Izraela i państw Zatoki Perskiej wymagała wystrzelenia dużej liczby niezwykle kosztownych pocisków Patriot i THAAD oraz zużycia znacznej części zapasów pocisków manewrujących Tomahawk. Są to rodzaje uzbrojenia, których nie można szybko zastąpić, ponieważ ich produkcja trwa miesiącami lub latami. Według urzędników cytowanych przez Associated Press amerykańskie zapasy pocisków przechwytujących systemu Patriot w Europie spadły do poziomu określanego jako „krytycznie niski”.

Rosną też koszty finansowe. Już pod koniec kwietnia szacowano bezpośrednie wydatki USA na około 25 miliardów dolarów. Pełnego rachunku po pół roku nie przedstawiono, ale kolejne operacje musiały znacząco podnieść tę kwotę.

Iran nie musi przy tym pokonać USA w bezpośrednim starciu. Wystarczy, że zmusza je do używania pocisków kosztujących miliony przeciwko znacznie tańszym dronom, przedłuża rozmieszczenie okrętów i utrzymuje zagrożenie dla baz oraz żeglugi. Powstaje wyraźna nierównowaga kosztów, gdzie Teheran nadal ponosi ogromne straty, ale każdy kolejny miesiąc konfliktu uszczupla również zasoby, które Stany Zjednoczone przygotowywały z myślą o znacznie silniejszych przeciwnikach.

Iran przekonał się, że może przetrwać nawet bardzo dotkliwe bombardowania. Kolejne amerykańskie groźby nadal budzą obawy, ale coraz trudniej traktować je jako zapowiedź działań zdolnych wymusić polityczne ustępstwa.

Osłabiona sieć wpływów Iranu

Hamas i Hezbollah straciły wielu dowódców, pieniądze oraz ważne szlaki dostaw — choć znaczna część tych strat została poniesiona jeszcze przed rozpoczęciem obecnej wojny. Nie oznacza to jednak rozpadu irańskiej sieci wpływów: Teheran zdołał dostarczyć sprzęt, systemy łączności i doradców dla Huti w Jemenie, po czym wzrosła liczba ataków na statki na Morzu Czerwonym. W Iraku nadal działają liczne ugrupowania powiązane z Iranem, a ich całkowite rozbrojenie wydaje się mało realne. Iran utracił więc część swoich możliwości regionalnych, ale nie przestał być państwem zdolnym do destabilizowania Bliskiego Wschodu.

Cieśnina Ormuz

Wojna stworzyła również problem, którego USA dotąd nie potrafiły rozwiązać: Iran wykorzystał Cieśninę Ormuz jako narzędzie odwetu i nacisku na światową gospodarkę. Przywrócenie swobodnej żeglugi przez ten szlak, którym przed wojną transportowano około jednej piątej ropy sprzedawanej drogą morską, stało się jednym z najważniejszych celów Waszyngtonu. Iran nie potrzebuje dużych okrętów, by odstraszać armatorów, wystarczają szybkie łodzie, miny, drony oraz pociski wystrzeliwane z lądu.

Jednocześnie amerykańska blokada niemal zatrzymała eksport irańskiej ropy: jeszcze w marcu Iran wysyłał około 2 milionów baryłek dziennie, w sierpniu załadunki spadły do ok. 220–255 tysięcy. To jeden z najbardziej wymiernych sukcesów amerykańskiej presji — ale ma swoją cenę, bo zakłócenia w cieśninie podniosły na świecie koszty ropy, paliw, nawozów i transportu.

Od bomb do presji ekonomicznej

Ponieważ bombardowania nie doprowadziły ani do upadku reżimu, ani do trwałego rozwiązania kwestii nuklearnej, administracja USA zaczęła przenosić ciężar działań na presję gospodarczą, zapowiadając nowe sankcje wobec irańskich banków, przemysłu, transportu ropy oraz zagranicznych firm handlujących z Teheranem. Sytuacja gospodarcza Iranu jest bardzo trudna: rial spadł do rekordowo niskiego poziomu, inflacja przekracza 60 procent, a utrata wpływów z eksportu ropy ogranicza możliwości finansowania państwa i sił zbrojnych.

Skuteczność całej strategii zależy jednak w ogromnym stopniu od Chin, które według różnych szacunków kupują 80–90 procent eksportowanej przez Iran ropy i odrzucają jednostronne sankcje USA jako nielegalne. Pełne odcięcie Iranu wymagałoby znacznie ostrzejszej konfrontacji gospodarczej z Pekinem, a Iran od dziesięcioleci żyje pod sankcjami i nauczył się je częściowo omijać. Nowa presja może więc pogłębić kryzys, ale nie ma gwarancji, że doprowadzi do zmiany zachowania władz.

Koszt dla pozycji USA w świecie

Wojna ma konsekwencje wykraczające poza Iran. Europejscy i azjatyccy sojusznicy obserwują, jak Stany Zjednoczone przenoszą systemy obrony przeciwrakietowej, okręty oraz zapasy amunicji na Bliski Wschód, co zwiększa obawy o zdolność Waszyngtonu do reagowania na inne kryzysy. Korea Południowa z niepokojem przyjęła przekierowanie pocisków przechwytujących na Bliski Wschód oraz ograniczenie wspólnych ćwiczeń z USA. W Europie wojna odciąga uwagę i zasoby od Ukrainy, pozostawiając siły NATO z ograniczoną możliwością odpowiedzi na ewentualny atak. Korzystają na tym Chiny, które zwiększają presję na Tajwan i Filipiny, a jednocześnie pogłębiają współpracę gospodarczą z Iranem.

Nie wszyscy postrzegają działania USA jako dowód słabości, bo zwolennicy twardej polityki podkreślają skalę zniszczeń zadanych Iranowi i gotowość Waszyngtonu do użycia siły. Najważniejszy problem pozostaje jednak nierozwiązany: ogromna przewaga militarna nie przełożyła się dotąd na trwały rezultat polityczny.

Wojna bez rozstrzygnięcia

Stany Zjednoczone wygrały większość bezpośrednich starć. Nie wygrały jednak wojny w znaczeniu politycznym. Iran zapłacił za ten konflikt nieporównanie wyższą cenę, ale nie oznacza to, że USA wyszły z niego silniejsze.

Półroczny bilans pokazuje przede wszystkim różnicę między możliwością zniszczenia wybranych celów a zdolnością narzucenia przeciwnikowi trwałego rozwiązania. Amerykańska armia po raz kolejny udowodniła swoją przewagę. Amerykańska strategia nadal nie przyniosła rezultatu odpowiadającego skali użytej siły, poniesionych kosztów i składanych przed wojną obietnic.

Źródła: Reuters, Associated Press, „The Washington Post”, „The Christian Science Monitor”, „The Wall Street Journal”, dane Pentagonu oraz analizy ośrodków zajmujących się bezpieczeństwem międzynarodowym.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor