----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

28 sierpnia 2026

Udostępnij znajomym:

Drabinki i drążki większości osób kojarzą się przede wszystkim z dziecięcym placem zabaw. Fizjoterapeuci przekonują jednak, że zwisanie na drążku może być jednym z tych dziecięcych nawyków, do których warto wrócić – szczególnie jeśli większą część dnia spędzamy pochyleni nad biurkiem lub telefonem.

„Spójrzmy na dzieci na placu zabaw. Co robią? Nie trzeba ich namawiać do zwisania. Robią to intuicyjnie” – mówi australijski fizjoterapeuta Daniel Vadnal, właściciel platformy FitnessFAQs.

Kilka lat temu namówił swoją babcię, która ma obecnie 93 lata, aby spróbowała zwisu z podparciem. Polega on na uchwyceniu drążka wyprostowanymi rękami przy jednoczesnym pozostawieniu stóp na podłodze. Dzięki temu ramiona nie muszą utrzymywać całej masy ciała.

Kobieta początkowo podchodziła do ćwiczenia sceptycznie. Od dzieciństwa nie unosiła rąk całkowicie nad głowę. Po zaledwie 30 sekundach stwierdziła jednak, że czuje się bardziej wyprostowana i rozluźniona, a sięganie do kuchennych szafek stało się łatwiejsze.

Rozciąganie ramion, barków i tułowia

Zwisanie w najprostszej wersji polega na chwyceniu stabilnego drążka znajdującego się nad głową i wyprostowaniu rąk. Można pozwolić ramionom utrzymywać całą masę ciała albo pozostawić stopy na podłodze i w ten sposób kontrolować intensywność ćwiczenia.

Nie należy mylić tego z tak zwanym zwisem odwróconym, w którym ćwiczący znajduje się głową w dół. To zupełnie inny rodzaj aktywności.

„Wygląda dość prosto, ale nie oznacza, że jest łatwe” – mówi Hazel Anderson, fizjoterapeutka związana z University of St. Augustine for Health Sciences w Austin.

Niezależnie od tego, czy stopy pozostają na ziemi, aby zapewnić wsparcie, czy odrywają się od podłogi, istnieją dwa sposoby ułożenia górnej części ciała. „Wiszenie pasywne, jak sama nazwa wskazuje, polega po prostu na rozluźnieniu” – mówi Vadnal. „Pozwalasz naturze, grawitacji, swojemu ciału robić, co chce”. Twoje ramiona przesuwają się w kierunku uszu, rozciągając barki, ramiona i tułów.

Wiszenie aktywne wymaga większego wysiłku. „Pomyśl o tym, aby spróbować odciągnąć łopatki od uszu” – wyjaśnia Vadnal. To angażuje mięśnie ramion i pleców, zapewniając większą stabilność. W obu rodzajach wiszenia łokcie pozostają wyprostowane – a stopy mogą pozostać na ziemi lub oderwane od podłogi.

Vadnal traktuje zwis aktywny i pasywny jako dwa krańce tej samej skali. Nawet swobodne zwisanie wymaga pewnego napięcia mięśni, aby bezpiecznie utrzymać się na drążku. W wersji aktywnej wysiłek jest po prostu znacznie większy. Najlepiej wybrać pozycję, która jest wygodna i nie powoduje bólu.

Uniesienie rąk nad głowę może przynosić szczególną ulgę osobom, które przez wiele godzin siedzą pochylone przed komputerem. Ćwiczenie rozciąga mięśnie klatki piersiowej, tylnej części ramion oraz najszersze mięśnie grzbietu. Po zejściu z drążka wiele osób ma wrażenie, że stoi bardziej prosto, a okolice barków są mniej napięte.

Nie oznacza to jednak, że 30 sekund zwisu trwale poprawi postawę albo wyleczy ból pleców czy barków. Takie działanie nie zostało potwierdzone w dużych badaniach klinicznych. Ćwiczenie pozwala natomiast przyjąć pozycję, której górna część ciała rzadko doświadcza podczas codziennych zajęć. To może wyjaśniać pojawiające się po nim uczucie rozluźnienia.

Pracują dłonie i przedramiona

Choć zwis może wyglądać jak ćwiczenie pasywne, dłonie i przedramiona wykonują w tym czasie intensywną pracę.

„Przede wszystkim rozwija wytrzymałość chwytu. Pomaga także zwiększyć jego siłę, ale najważniejsza jest zdolność do dłuższego utrzymywania się na drążku” – wyjaśnia Anderson.

Badania poświęcone krótkim zwisom wykonywanym rekreacyjnie są nadal ograniczone. Większość dostępnych analiz dotyczy wspinaczy. Niewielkie badanie przeprowadzone w 2026 roku z udziałem 11 osób pokazało, że w miarę osłabienia chwytu coraz większą część pracy przejmowały barki i pozostałe mięśnie górnej części ciała.

Inne badanie wykazało, że doświadczeni wspinacze, którzy przez osiem tygodni wykonywali zwisy na palcach ze stopniowo zwiększanym obciążeniem, poprawili niektóre parametry siły chwytu. Nie można bezpośrednio porównywać takiego treningu z prostym, 30-sekundowym zwisem początkującej osoby. Wyniki potwierdzają jednak, że regularne utrzymywanie ciężaru ciała może wzmacniać dłonie i przedramiona.

Siła chwytu jest również powszechnie wykorzystywana jako jeden ze wskaźników ogólnego stanu zdrowia. Badanie obejmujące prawie 140 tysięcy dorosłych z 17 państw wykazało, że słabszy chwyt wiązał się z wyższym ryzykiem chorób układu krążenia oraz przedwczesnej śmierci.

Nie oznacza to, że dłuższe zwisanie automatycznie wydłuży życie. Siła chwytu jest jednym z wielu sygnałów świadczących o sprawności i zdrowiu organizmu, a nie sposobem na zapewnienie sobie długowieczności.

Początkujący mogą pozostawić stopy na podłodze

Osoba rozpoczynająca ćwiczenia nie musi od razu utrzymywać całego ciężaru ciała wyłącznie na rękach. Dobrym rozwiązaniem jest ustawienie pod drążkiem niewielkiego podestu. Można chwycić drążek obiema rękami, lekko ugiąć kolana i pozostawić w stopach tyle ciężaru, aby rozciąganie było odczuwalne, ale nie nadmierne.

W miarę poprawy siły i pewności można stopniowo przenosić coraz większą część masy ciała na ramiona.

Anderson proponuje zacząć od 10-sekundowego zwisu z podparciem i powtórzyć go od trzech do pięciu razy, robiąc krótkie przerwy. Dopiero później można wydłużać ćwiczenie do 30 sekund. Vadnal zaleca docelowo trzy serie po 30 sekund, pod warunkiem, że wybrana wersja pozwala przez cały czas zachować kontrolę nad ciałem.

Dłonie najlepiej początkowo ustawić mniej więcej na szerokość barków. Kciuki powinny obejmować drążek od dołu, dzięki czemu chwyt będzie pewniejszy. Rozstaw rąk można później zmieniać, kierując się wygodą.

Nie należy na siłę zwiększać zakresu ruchu. Próba przesunięcia ramion dalej, niż pozwala na to obecna ruchomość stawów, może doprowadzić do podrażnienia lub bólu. Zakres powinien poprawiać się stopniowo.

Ważne jest również spokojne oddychanie. Skupiając się na utrzymaniu chwytu, łatwo nieświadomie wstrzymać oddech i napiąć całe ciało. Powolne, kontrolowane oddechy pomagają lepiej rozluźnić się podczas zwisu.

Nie należy też za wszelką cenę próbować osiągnąć wyznaczonego czasu. Jeśli zmienia się pozycja ciała, chwyt zaczyna puszczać albo przestajemy kontrolować ćwiczenie, trzeba postawić stopy na podłodze, odpocząć i ewentualnie spróbować ponownie.

Ból jest sygnałem, by przerwać ćwiczenie

Zwisanie powinno wywoływać uczucie rozciągania i zmęczenia mięśni, ale nie ból. Ćwiczenie należy natychmiast przerwać, jeśli pojawi się ostry lub utrzymujący się ból, drętwienie, mrowienie albo osłabienie kończyn.

Takich objawów nie powinno się ignorować ani próbować „przećwiczyć”. Przed kolejną próbą warto skonsultować się z lekarzem lub fizjoterapeutą.

Osteoporoza nie musi automatycznie wykluczać takiej aktywności. Ponieważ jednak ewentualny upadek może mieć poważniejsze konsekwencje, osoby z osłabionymi kośćmi powinny wykonywać zwis z nogami opartymi na podłodze i wcześniej uzyskać indywidualne wskazówki specjalisty.

Anderson zaleca ćwiczenie dwa lub trzy razy w tygodniu, najlepiej w niekolejne dni, aby mięśnie miały czas na regenerację. Czas zwisu i obciążenie należy zwiększać powoli. Jeśli dłonie, przedramiona lub barki pozostają wyjątkowo obolałe, warto zrobić dodatkowy dzień przerwy.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor