Wojna handlowa Stanów Zjednoczonych z Kanadą weszła w kolejną fazę. 8 września Ottawa nałożyła cła odwetowe na amerykańskie towary warte około 20 miliardów dolarów, a Waszyngton odpowiedział kolejnymi ograniczeniami. Same cła obejmują jednak tylko część ogromnej wymiany między obydwoma krajami. Znacznie większą stawką jest rynek, na który amerykańskie firmy wysyłają towary i usługi warte ponad 425 miliardów dolarów rocznie.
Kanada nie jest po prostu kolejnym krajem, z którym Stany Zjednoczone prowadzą handel. W 2025 roku wartość wymiany towarów i usług między obydwoma państwami wyniosła około 872 miliardów dolarów.
To jeden z najważniejszych rynków dla amerykańskich firm, a dla wielu stanów położonych przy północnej granicy jest on najważniejszy. Z Pensylwanii do Kanady trafiły w ubiegłym roku towary warte 14 miliardów dolarów, czyli 27 procent całego eksportu stanu. Minnesota sprzedała tam towary za 5,6 miliarda dolarów, prawie jedną czwartą swojego eksportu. W Maine udział Kanady to 1,3 miliarda dolarów, co stanowi aż 41 procent eksportu. Kanada jest też ważnym odbiorcą produktów rolnych z Dakoty Północnej, a Washington sprzedał jej w ubiegłym roku towary za 7,1 miliarda dolarów.
Samochody, samoloty, drewno i mleko
Równie istotne jak skala jest to, czym oba kraje handlują. W przypadku samochodów, maszyn czy przemysłu lotniczego nie zawsze da się łatwo określić, gdzie kończy się produkt kanadyjski, a zaczyna amerykański.
Dobrym przykładem jest Bombardier. Donald Trump zagroził kanadyjskiemu producentowi samolotów utratą dostępu do amerykańskiego rynku, jeśli nie przeniesie produkcji do USA. Tymczasem firma zatrudnia w Stanach Zjednoczonych 3500 osób, współpracuje z 2800 amerykańskimi dostawcami, wydając u nich 2,5 miliarda dolarów rocznie, a silniki do jej samolotów produkują GE Aerospace i Honeywell. W samym Kansas zatrudnia 1500 osób i szuka tam kolejnych 500, dlatego lokalni senatorowie już interweniowali w tej sprawie w Białym Domu.
Podobnie wygląda przemysł samochodowy, którego łańcuch dostaw od dziesięcioleci przekracza granicę USA–Kanada. Silnik czy skrzynia biegów potrafią przekroczyć ją kilkukrotnie w procesie składania, więc cło uderza jednocześnie w obie strony. Ten sam mechanizm dotyczy maszyn, stali i produktów rolnych: towar z Kanady może zawierać komponenty wyprodukowane wcześniej w USA, a kanadyjska fabryka bywa klientem dziesiątek amerykańskich dostawców.
Kanadyjskie cła odwetowe nie są zresztą przypadkowe. Stawki od 15 do 50 procent objęły m.in. amerykańską stal, części samochodowe, nabiał, papier i elektronikę, bo Ottawa chce uderzyć w branże i regiony, dla których kanadyjski rynek ma kluczowe znaczenie.
Kanada szuka innych rynków
W krótkim okresie to Kanada jest bardziej narażona, gdyż jej gospodarka jest znacznie mniejsza, a około dwóch trzecich kanadyjskiego eksportu nadal trafia do Stanów Zjednoczonych. Ta sama zależność daje jej jednak silny powód, by szukać innych odbiorców i dostawców. W 2025 roku kanadyjski eksport towarów do USA zmniejszył się o 29,4 miliarda dolarów, czyli o 5,4 procent, podczas gdy eksport do pozostałych krajów wzrósł o 27,6 miliarda, czyli o 15,8 procent. Trend przyspiesza, bo w lipcu tego roku eksport Kanady do USA spadł w ciągu miesiąca o kolejne 6,6 procent, natomiast sprzedaż do pozostałych krajów wzrosła o 7,4 procent.
Bliskość geograficzna, istniejące fabryki i dziesięciolecia integracji gospodarczej sprawiają, że zastąpienie rynku USA byłoby niezwykle trudne. Ottawa próbuje jednak zmniejszyć tę zależność, rozwijając handel z innymi krajami.
USA również mają wiele do stracenia
Przewaga Stanów Zjednoczonych w tym konflikcie jest ogromna, bo amerykańska gospodarka jest około 13 razy większa od kanadyjskiej. Nie zmienia to faktu, że Kanada kupuje od amerykańskich firm towary i usługi za ponad 425 miliardów dolarów rocznie.
Kanadyjskie działania odwetowe mogą uderzyć bezpośrednio w amerykańskich producentów, ale jeszcze ważniejsza może być zmiana zachowania kanadyjskich firm i konsumentów. Jeśli importer w Ontario przestanie kupować maszyny z Pensylwanii, farmer znajdzie innego dostawcę sprzętu, a sieć handlowa zastąpi amerykański produkt, zniesienie ceł nie gwarantuje automatycznego powrotu starego kontraktu.
Rynek można stracić na dłużej
Firmy budują fabryki, wybierają dostawców i podpisują umowy na lata. Jeśli uznają, że przekraczanie granicy USA–Kanada przestało być przewidywalne, mogą zacząć projektować swoje łańcuchy dostaw tak, by tej granicy potrzebować mniej.
Amerykański producent może przeczekać kilkumiesięczne cło, ale znacznie trudniej odzyskać klienta, który w tym czasie podpisał umowę z konkurentem.
Dzisiejsze decyzje mogą kosztować najwięcej
Kanada nie może łatwo zastąpić rynku amerykańskiego. Ale Stany Zjednoczone również nie mają drugiej Kanady, czyli bogatego, sąsiedniego rynku połączonego z amerykańską gospodarką tysiącami firm, dostawców i istniejących od dziesięcioleci kontaktów handlowych. Dlatego największy koszt obecnej wojny handlowej może ujawnić się dopiero po jej zakończeniu: cła można znieść jednym podpisem, ale odbudowanie utraconych łańcuchów dostaw, kontraktów i zaufania może potrwać znacznie dłużej.
Skutki mogą odczuć przede wszystkim firmy i pracownicy w Pensylwanii, Michigan, Minnesocie, Dakotach, Nowej Anglii, stanie Washington i innych częściach kraju, dla których Kanada od dziesięcioleci była najbliższym i jednym z najbardziej przewidywalnych rynków.