----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

08 września 2026

Udostępnij znajomym:

Kurier zostawia paczkę pod drzwiami i znika, zanim zdążymy je otworzyć. Jedzenie przyjeżdża zamówione trzema dotknięciami ekranu. Serial ogląda się w fotelu, z którego nie trzeba wstawać przez cały wieczór. Nigdy nie było łatwiej przeżyć dnia bez rozmowy z drugim człowiekiem.

Jeszcze dwie dekady temu codzienność wymuszała drobne kontakty, których nikt specjalnie nie planował. Zakupy oznaczały rozmowę z ekspedientką. Obiad na wynos wymagał wykonania telefonu do restauracji i kogoś po drugiej stronie słuchawki. Sprawę w banku załatwiało się przy okienku, po film jechało się do wypożyczalni. Te interakcje nie były głębokie ani często nawet szczególnie przyjemne, ale sumowały się w coś, co można nazwać obecnością innych ludzi w codziennym planie dnia.

Dziś ten plan dnia da się zrealizować niemal bez świadka. Kasa samoobsługowa, aplikacja do zamawiania, niewidzialny kurier. Wygoda została zoptymalizowana do tego stopnia, że obecność drugiego człowieka coraz częściej przestaje być potrzebna.

To nie tylko wrażenie. Według U.S. Bureau of Labor Statistics przeciętny Amerykanin poświęca dziś na spotkania i rozmowy z innymi około 35 minut dziennie, wobec 45 minut dwie dekady temu. Jeszcze w 2014 roku takie kontakty pojawiały się w codziennym planie 38 procent badanych, a dziesięć lat później już tylko 30 procent.

Coraz mniejszą rolę odgrywają też miejsca, które kiedyś służyły przede wszystkim łączeniu ludzi bez konkretnego powodu. Lokalny bar, kręgielnia, parafialna sala, klub zainteresowań. Nikt nie szedł tam z listą zadań do wykonania, ale dla spotkania innych. Dziś ta sama potrzeba rozrywki jest zaspokajana we własnym domu. To mecz na własnym telewizorze, trening z instruktorem na ekranie, film w serwisie streamingowym dobranym przez algorytm, który zna nasze preferencje lepiej niż większość znajomych.

Media społecznościowe miały być odpowiedzią na tę lukę. W praktyce zamiast kontaktu oferują widoczność. Można wiedzieć, gdzie ktoś spędził wakacje, jakie ma poglądy polityczne i jak wygląda jego śniadanie, nie rozmawiając z nim od lat. Można w ten sposób podtrzymywać znajomości, ale łatwo też pomylić obserwowanie czyjegoś życia z rzeczywistym uczestniczeniem w nim. Pięciuset internetowych "znajomych" nie da się poprosić o pomoc przy przeprowadzce.

Kolejnym etapem tego procesu jest sztuczna inteligencja. Chatbot odpowiada o każdej porze, nie ma gorszego dnia i nie oczekuje niczego w zamian. Rozmowa z nim nie wymaga umawiania się, cierpliwości ani dostosowania do potrzeb drugiej osoby. I właśnie dlatego może być tak wygodna.

Nie ma sensu idealizować przeszłości, bo kolejki i wizyty w urzędach nie były źródłem satysfakcjonującej więzi społecznej, a możliwość załatwienia wszystkiego z domu bywa dla wielu osób realną ulgą, zwłaszcza gdy czasu i tak brakuje. Problem nie leży w pojedynczej decyzji o zamówieniu jedzenia zamiast wyjścia do restauracji. Leży w tym, że takich decyzji podejmujemy dziesiątki dziennie, a każda z osobna wydaje się racjonalna.

To właśnie czyni ten proces trudnym do zauważenia. Nikt nie wybiera samotności wprost. Nikt nie budzi się rano z postanowieniem, żeby dziś z nikim nie rozmawiać. Wybiera się szybszą dostawę, praktyczniejszą aplikację, wieczór bez konieczności wychodzenia z domu. Dopiero suma tych wyborów, powtarzana miesiącami i latami, tworzy życie, w którym drugi człowiek przestał być elementem koniecznym. A to, co przestaje być konieczne, z czasem przestaje być obecne.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor