Wskaźnik zabójstw w Stanach Zjednoczonych spadł do poziomu nienotowanego od połowy lat 50. Poprawa nie nastąpiła jednak nagle i trudno przypisać ją konkretnym działaniom czy decyzjom z ostatnich miesięcy. To rezultat trendu trwającego od kilku lat, czyli wygaszania pandemicznej fali przemocy, odbudowy instytucji społecznych i pracy policji oraz zmian technologicznych i społecznych.
Jest to jednak zaskakujące dla samych Amerykanów. Od 1989 roku, gdy Gallup zaczął pytać o postrzeganą przestępczość, większość respondentów niemal zawsze twierdziła, że jest ona wyższa niż rok wcześniej. Nawet w 2025 roku, gdy dane mówiły coś przeciwnego, 49 procent ankietowanych nadal uważało, że sytuacja się pogarsza. Pojedyncze, spektakularne akty przemocy przyciągają uwagę mediów mocniej niż długotrwały, statystyczny trend.
Poprawa trwa od lat
W 2023 roku FBI odnotowało niemal 12-procentową poprawę rok do roku, w 2024 liczba zabójstw spadła do około 16 700 – blisko poziomu sprzed pandemii. Rok 2025 przyniósł kolejny spadek. Potwierdzają to dane Council on Criminal Justice, gdzie analiza z 40 miast wykazała poprawę w 11 z 13 badanych kategorii przestępstw, a w 35 miastach liczba zabójstw zmniejszyła się o 21 procent. Trend objął zarówno duże, jak i małe miasta, zarządzane przez polityków obu partii – co ważne, bo oznacza to, że nie da się go wiarygodnie przypisać jednej decyzji politycznej czy administracji.
Powrót po pandemicznym skoku
Od lat 90. do około 2015 roku przestępczość w USA systematycznie malała. Pandemia odwróciła ten trend gwałtownie: liczba zabójstw wzrosła z 16 669 w 2019 roku do 22 134 w pierwszym pełnym roku pandemii, czyli o 34 procent, co było najgwałtowniejszym wzrostem we współczesnych statystykach. Zamknięte szkoły, ograniczona praca instytucji społecznych, stres, problemy finansowe i kryzys zaufania między policją a mieszkańcami złożyły się na tę falę przemocy.
„Kiedy wybuchła pandemia i świat się zamknął, praktycznie zakręciliśmy kurek z działaniami prewencyjnymi” – mówi Alexis Piquero, były dyrektor federalnego Biura Statystyki Sprawiedliwości. Jego zdaniem potrzeba było dwóch, trzech lat, by mechanizmy zapobiegania przestępczości znów zaczęły działać. Gdy życie wróciło do normy, pomogły też federalne fundusze z American Rescue Plan (2021), sprawniejsza praca policji, lokalne programy przerywania konfliktów, rozwój monitoringu i analizy danych, a także zmiany stylu życia, jak mniejsze spożycie alkoholu i wyhamowanie epidemii opioidów. Żaden z tych czynników osobno nie tłumaczy całej skali poprawy, ale razem mogły stworzyć środowisko znacznie mniej sprzyjające przemocy.
Część badaczy wskazuje na dwa dodatkowe, uzupełniające się mechanizmy, które mogłyby tłumaczyć nie tylko powrót do poziomu sprzed pandemii, ale też tak gwałtowne tempo poprawy. Pierwszy to efekt nadkompensacji instytucjonalnej, czyli gwałtowny wzrost przestępczości wymusił na służbach i samorządach zwiększone nakłady na prewencję, nowe programy i technologie, które teraz, w ustabilizowanych warunkach, przynoszą efekt większy niż przed kryzysem. Drugi to zjawisko regresji do średniej, czyli skok przestępczości w czasie pandemii był w dużej mierze napędzany czynnikami tymczasowymi, które z czasem ustąpiły same. Oba mechanizmy nie wykluczają się nawzajem i mogą działać równolegle, choć równomierność spadku w miastach o bardzo różnym poziomie inwestycji w bezpieczeństwo sugeruje, że sama nadkompensacja nie tłumaczy całości zjawiska.
Przykład Chicago i Baltimore
Od czerwca 2025 do maja 2026 roku w Chicago odnotowano 440 zabójstw, to o 104 mniej niż rok wcześniej i najmniej od 2014 roku, choć poprawa nie objęła wszystkich dzielnic równomiernie (najgorzej wciąż jest w Austin, Garfield Park i Englewood), a spadkowi towarzyszyła też niższa liczba aresztowań, co może wynikać z niedoborów kadrowych w policji. Chicago wciąż notuje więcej zabójstw na mieszkańca niż średnia krajowa, ale to również efekt tego, że jest to trzecie co do wielkości miasto w kraju. Mimo tych zastrzeżeń osiągnięcie najniższej od ponad dekady liczby ważną zmianą w mieście, które od dawna zmaga się z problemem przemocy z użyciem broni i reputacją znacznie gorszą, niż wynikałoby z ogólnokrajowych porównań.
Podobną drogę przeszło Baltimore, jeszcze niedawno symbol przemocy w USA, bo z ponad 300 zabójstw rocznie zeszło do 133 w 2025 roku, najniższego poziomu od 1977 roku. Miasto łączyło pomoc w znalezieniu pracy i mieszkania z ukierunkowanymi działaniami policji wobec osób najbardziej zagrożonych udziałem w strzelaninach; w dzielnicy, gdzie program wprowadzono najpierw, liczba postrzelonych osób spadła o około 30 procent.
Spór o zasługi
Historyczny spadek przestępczości stał się przedmiotem politycznego sporu. Prezydent Donald Trump i jego administracja wskazują na działania federalnych służb, zaostrzenie kontroli imigracyjnej i rozmieszczenie Gwardii Narodowej jako główne przyczyny poprawy; dyrektor FBI Kash Patel mówi wprost, że to administracja przywróciła w kraju prawo i porządek.
Eksperci są jednak sceptyczni. „Widzimy bardzo zdecydowane deklaracje przypisywania sobie zasług, ale bardzo mało twardych dowodów” – mówi Adam Gelb, prezes Council on Criminal Justice, wskazując, że skala i równomierność poprawy sugerują raczej działanie szerszych czynników społecznych niż pojedynczych decyzji politycznych. Największym problemem tej narracji jest chronologia: spadek zaczął się kilka lat wcześniej i był widoczny już w 2023 i 2024 roku, także w miastach bez prowadzonych operacji federalnych. Nie oznacza to, że obecna administracja nie ma żadnego wpływu, podobnie jak nie można całej zasługi przypisać poprzedniej administracji, choć uchwalone za jej czasów programy pomocowe prawdopodobnie przyczyniły się do stabilizacji lokalnych społeczności. Próba wskazania jednego źródła tej poprawy nadmiernie upraszcza zjawisko, którego badacze wciąż w pełni nie rozumieją.
Czy trend się utrzyma?
Eksperci są ostrożni w prognozach, bo tempo spadku było na tyle nietypowe, że trudno oczekiwać jego powtórzenia w kolejnych latach, a część poprawy może się naturalnie spłaszczyć w miarę zbliżania się do historycznie niskich poziomów. Ale najważniejszy wniosek pozostaje ten sam: wbrew powszechnemu przekonaniu, że przestępczość w USA rzekomo rośnie, kraj – przynajmniej pod względem zabójstw – jest dziś bezpieczniejszy niż kiedykolwiek od siedmiu dekad.
Na podst: Vox, Time, FBI, Council on Criminal Justice