----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zapisana w Pierwszej Poprawce i postrzegana jako fundament amerykańskiej demokracji, jest często nazywana opoką wolności i pierwszą zasadą, z której wywodzą się wszystkie inne prawa polityczne. W mocno spolaryzowanym kraju zarówno polityczna prawica, jak i lewica rzucają wyzwanie tradycyjnym ideałom, zmieniając interpretację wolności słowa i domagając się jej regulacji na poziomie federalnym i stanowym - oczywiście każdy na swój sposób.

Swobodne praktykowanie religii, wolność słowa i prasy, prawo do pokojowego gromadzenia się i wnoszenie do rządu petycji o naprawdę krzywd - to teoretycznie kamień węgielny amerykańskiej demokracji.

W praktyce kraj od dawna się z tym zmaga. Pod wieloma względami ideały Pierwszej Poprawki zostały zdefiniowane w równym stopniu przez wyjątki, jak i afirmację. W całej amerykańskiej historii rządy stanowe i federalne – a także praktyki kulturowe – uważały niektóre wystąpienia publiczne za zbyt niebezpieczne, niektóre praktyki religijne za lepsze, a zgromadzenia za bardziej lub mniej słuszne.

Dziś obydwie strony sceny politycznej w bardzo różny sposób definiują pojęcie wolności słowa. Republikanie w kontrolowanych przez siebie stanach dość agresywnie wprowadzają nowe prawa, aby ograniczyć protesty, czy krytykowane przez nich kierunki studiów. Tymczasem liberałowie od dawna polegają przede wszystkim na presji społecznej, mającej ograniczyć to, co uważają za obraźliwe lub nienawistne. W rezultacie ideały wolności słowa są w tym samym czasie przekształcane na dwa różne sposoby przez krańce ideologicznego spektrum.

„Wygląda na to, że zaangażowanie na rzecz wolności słowa jest coraz bardziej zagrożone we współczesnym społeczeństwie amerykańskim” - mówi Anthony DiMaggio, politolog z Lehigh University w Bethlehem w Pensylwanii.

Widoki z lewej i prawej strony

Z jednej strony, mówi DiMaggio, większość ostatnio toczonych dyskusji dotyczy „nietolerancji liberalnej, kultury wyłączenia lub platform społecznościowych ograniczających prawicowych polityków i intelektualistów”. Ale ta dyskusja w dużej mierze dotyczy areny prywatnej, co wykracza poza zakres Pierwszej Poprawki.

Poważniejsze kwestie wolności słowa na lewicy i prawicy koncentrują się wokół głęboko zakorzenionych konfliktów rasowych, w tym różnego podejścia do tego tematu i mowy nienawiści na wielu uniwersyteckich kampusach.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy republikanie w kilkudziesięciu stanach uchwalili przepisy wymierzone w protesty Black Lives Matter, proponując jednocześnie odgórne zakazy nauczania tzw. krytycznej teorii rasy w publicznych klasach lub na wydziałach uniwersyteckich i wykorzystywania jej elementów w projektach badawczych.

Na lewicy organizacje takie jak UCLA, które od dawna uczyniły z obrony wolności słowa swój główny cel, pod wieloma względami wycofały się ze swojej misji obrony nawet najbardziej odrażającego przemówienia.

„Starzy ludzie, którzy pamiętają sprawę Skokie i inne pola bitwy o wolność słowa, wymierają” - mówi Bruce Rosen, członek ACLU.

W jednej z najsłynniejszych spraw prowadzonych przez tę organizację w 1977 r., żydowski prawnik David Goldberger pomógł bronić prawa nazistowskiej grupy do pokojowego gromadzenia się w Skokie na przedmieściach Chicago, zamieszkiwanego w dużym stopniu przez ludność żydowską, w tym dziesiątki ocalałych z Holokaustu. Nawet wtedy sprawa spowodowała rezygnację wielu członków ACLU.

Wewnętrzne napięcia między niektórymi młodszymi prawnikami w organizacji a starszą gwardią osiągnęły punkt kulminacyjny w 2017 roku po tym, jak prawnicy ACLU pomogli bronić prawa białych supremacjonistów do marszu w Charlottesville w stanie Wirginia. Podczas protestów doszło do przemocy, a jeden z członków marszu wjechał samochodem w tłum zabijając młodą kobietę i raniąc 19 innych osób.

Wolność słowa, a publiczne bezpieczeństwo

Wartość wolności słowa jest często wyrażana w kulturowych powiedzeniach. Mało który Amerykanin zdaje sobie sprawę, że najsłynniejsze - „Mogę nie aprobować tego, co mówisz, ale będę bronić do śmierci twojego prawa do powiedzenia tego” - pochodzi z francuskiego oświecenia. Inne znane zdanie, które zostało luźno zaczerpnięte z orzeczenia Sądu Najwyższego z 1919 roku, głosi, że: „Nie możesz krzyczeć OGIEŃ! w zatłoczonym teatrze”.

Zgodnie z precedensem prawnym ludzie mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za niektóre rodzaje wypowiedzi, takie jak fałszywe oświadczenia naruszające reputację innych osób lub retoryka, która podżega innych do przemocy. W związku z tym rząd ma prawo powstrzymać wypowiedzi polityczne, które stanowią „wyraźne i rzeczywiste zagrożenie” dla kraju, szczególnie w czasie wojny, ocenił Sąd Najwyższy. Organy cywilne, którym powierzono utrzymanie bezpieczeństwa publicznego, zostały również upoważnione do regulowania miejsca, sposobu i czasu głoszenia mowy chronionej i organizowania zgodnych z prawem zgromadzeń.

Właśnie to ostatnie prawo wykorzystują ostatnio republikanie. W ciągu ostatniego roku w 20 stanach uchwalili około 36 ograniczeń prawa do pokojowych zgromadzeń, a 58 nowych ustaw czeka na rozpatrzenie. Pojawia się tu jednak paradoks, bo wiele z nich zostało już obalonych przez sądy, ponieważ ograniczając prawo innych do wyrażania poglądów i zgromadzeń ustawy te łamią Pierwszą Poprawkę do Konstytucji.

Wolność słowa i rasa

Profesor Hansford z Howard University mówi, że jest „wielkim fanem wolności słowa”. Ale jako prawnik, który wykorzystuje tzw. krytyczną teorię rasy w swoich badaniach, odkrył, że wzniosłe ideały wolności słowa i wolności zgromadzeń nigdy nie były w pełni i jednakowo stosowane dla wszystkich społeczności w historii Ameryki. Jego badania wykazały, że rządy federalne i stanowe od dawna korzystały ze swoich uprawnień w celu tłumienia praw społeczności kolorowych, które przysługiwały im w ramach Pierwszej Poprawki.

„Nigdy nie było takiego momentu, w którym poziom parytetu byłby nawet zbliżony, jeśli chodzi o ochronę wolności słowa” - mówi Hansford. I chociaż zdecydowana większość protestów Black Lives Matter była legalna i pokojowa, to egzekwując prawa nacisk położono na przypadki zamieszek i grabieży, co jest przykładem wybiórczego stosowania Pierwszej Poprawki.

Dla niego kontrastem były reakcje między protestem BLM w Waszyngtonie, gdy w pełni uzbrojone oddziały Gwardii Narodowej i policja w stroju do zamieszek stała na straży w całym mieście, a zamieszkami na Kapitolu, gdy dopiero po wdarciu się protestujących do środka zaczęto organizować wsparcie dla policji z Kapitolu.

Wolność słowa na uczelni

W badaniu przeprowadzonym w 2020 r. wykazano, że aż 62% badanych studentów college`ów zgodziło się, że klimat na ich kampusie uniemożliwia im wypowiadanie rzeczy, w które wierzą, w porównaniu z 55% w 2019 r. Studenci z różnych środowisk politycznych wyrazili niechęć do dzielenia się swoimi pomysłami i opiniami na temat polityki, w tym 31% oceniających się jako demokraci, 46% niezależnych i 48% o poglądach republikańskich.

„Wolność słowa na kampusach uniwersyteckich jest niezbędna w dążeniu do wiedzy i prawdy, chociaż nie jest dobrem największym” – uważa Kyle Vitale, dyrektor programów w Heterodox Academy, ponadpartyjnej inicjatywie dla profesorów i studentów zaangażowanych w otwarte dyskusje i różnorodne punkty widzenia w szkolnictwie wyższym. „Wolność słowa powinna być wykorzystana do poszukiwania prawdy; nie powinna być jednak postrzegana jako pozwolenie na mówienie absolutnie czegokolwiek w jakimkolwiek kontekście bez żadnych reperkusji”.

„To subtelny, ale ważny niuans, który może pomóc zniwelować przepaść, jeśli chodzi o dialog narodowy” - dodaje Vitale. „Słuchanie i szanowanie innych opinii, nawet niewygodnych, może wzmocnić własną pozycję, poszerzyć wiedzę i pomóc nam dostrzec, że „sprzeczne doktryny dzielą się prawdą”.

Na podst. csmonitor, edweek, yalelawjournal
rj