Nowy sondaż pokazuje, dlaczego grono kandydatów na burmistrza Chicago wciąż się powiększa. Urzędujący Brandon Johnson wchodzi w okres przedwyborczy z bardzo słabymi notowaniami.
Z badania przeprowadzonego na zlecenie One Future Illinois – organizacji wspieranej przez środowiska biznesowe i krytycznej wobec polityki burmistrza – wynika, że 71 proc. respondentów nie jest obecnie skłonnych poprzeć Johnsona w jego staraniach o drugą kadencję w wyborach miejskich zaplanowanych na luty 2027 roku.
Sondaż pokazał również, że 66 proc. badanych negatywnie ocenia pracę Johnsona w ratuszu, w tym 46 proc. ocenia ją zdecydowanie źle. Pozytywną opinię o pracy burmistrza wyraziło 34 proc. respondentów.
„Nie ten rodzaj przywództwa”
„Brandon Johnson, choć sympatyczny i charyzmatyczny, nie jest przywódcą, jakiego mieszkańcy Chicago szukają na kolejną kadencję. Oczekują innego rodzaju przywództwa – skoncentrowanego na rezultatach, a nie na retoryce” – napisał w oświadczeniu towarzyszącym wynikom prezes One Future Illinois, Michael Ruemmler.
Jak dodał, „czy chodzi o bezpieczeństwo publiczne, mieszkalnictwo, finanse miasta czy podstawowe zaufanie do ratusza, wyborcy wyrażają głęboką frustrację kierunkiem, w jakim zmierza miasto, i chcą silniejszego przywództwa”.
Ruemmler nie podał więcej szczegółów dotyczących badania. Organizacja zapowiedziała jednak, że wkrótce opublikuje dodatkowe informacje, w tym rozkład demograficzny próby, szczegóły metodologii oraz wyniki dotyczące poszczególnych problemów miasta.
Jak przekazała osoba zaznajomiona z pełnymi wynikami badania, 51 proc. wszystkich respondentów zadeklarowało, że na pewno nie zagłosuje na Johnsona, a kolejne 20 proc. – że prawdopodobnie tego nie zrobi. Łącznie daje to 71 proc. badanych niechętnych jego reelekcji. Wśród czarnoskórych wyborców odsetek osób deklarujących, że na pewno lub prawdopodobnie nie poprą Johnsona, wyniósł w sumie 51 proc.
Badanie przeprowadziła firma Change Research, określająca się jako niezależna politycznie i prowadząca wcześniej badania m.in. w Teksasie i Ohio.
Kampania jeszcze nieoficjalna, ale już trwa
Johnson formalnie nie ogłosił jeszcze startu w wyborach na drugą kadencję, ale powszechnie oczekuje się, że będzie ubiegał się o reelekcję. W ostatnich tygodniach zachowuje się już niemal jak kandydat, organizując serię głośnych wystąpień publicznych i ogłaszając nowe inicjatywy.
Rzecznik jego kampanii, Christian Perry, komentując wyniki dla portalu ChicagoBusiness, nazwał badanie „bezwartościowym sondażem”. Jego zdaniem zostało ono przeprowadzone przez „przeciwników zdesperowanych, by przywrócić Chicago status quo, które działa tylko na korzyść bogatych i uprzywilejowanych”.
Nawet jeśli, jak wynika z sondażu, aż 71 proc. wyborców nie jest obecnie skłonnych poprzeć reelekcji Johnsona, burmistrz wciąż może zachować realne szanse na wejście do drugiej tury. Przy dużej liczbie kandydatów poparcie na poziomie około jednej czwartej głosów może wystarczyć, by znaleźć się wśród dwóch najlepszych kandydatów i awansować do kwietniowej dogrywki, w której wszystko może się zdarzyć.
Rywale wyczuwają słabość
Słabe notowania Johnsona już wywołały w Chicago sporo politycznego ruchu. Kandydaturę ogłosiła kontrolerka stanu Illinois Susana Mendoza, a do startu przygotowuje się również kongresmen USA Mike Quigley. Do grona kandydatów dołączył ostatnio biznesmen i prawnik korporacyjny Matthew Brewer, który stoczył zaciętą publiczną walkę z burmistrzem o kontrolę nad Chicago Housing Authority.
Kolejny kandydat, były radny miejski i obecny komisarz ds. odwołań podatkowych powiatu Cook George Cardenas, przedstawił swój program wyborczy, zapowiadając trzy kluczowe działania, które chciałby podjąć po objęciu urzędu.
Pierwszym jest ograniczenie wzrostu wydatków miasta do poziomu inflacji plus 1 punkt procentowy, chyba że Rada Miasta zagłosuje za wyższym wzrostem. Cardenas zapowiedział również sfinansowanie 500 dodatkowych etatów w policji oraz uruchomienie pilotażowego programu mającego ograniczyć bezrobocie wśród młodych mieszkańców miasta.
Na ponad pół roku przed wyborami sytuacja pozostaje otwarta. Sondaż wskazuje na poważne problemy polityczne urzędującego burmistrza, ale duża liczba kandydatów może działać na jego korzyść, dzieląc głosy wyborców poszukujących alternatywy. Ostateczny obraz wyścigu będzie zależał nie tylko od notowań Johnsona, lecz również od tego, ilu jego rywali pozostanie w wyborach do lutego 2027 roku i komu uda się skupić wokół siebie największą część przeciwników obecnej administracji.