----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

07 lipca 2026

Udostępnij znajomym:

Kiedy 4 lipca 1776 roku, w dniu ogłoszenia Deklaracji Niepodległości, Thomas Jefferson zanotował temperaturę w Filadelfii, termometry pokazywały zaledwie 76 stopni Fahrenheita (około 24°C). Dokładnie 250 lat później miliony Amerykanów świętowały rocznicę w zupełnie innych warunkach – z ostrzeżeniami przed ekstremalnymi upałami, które objęły znaczną część wschodnich Stanów Zjednoczonych.

Fala gorąca, wywołana przez tzw. kopułę ciepła (heat dome), utrzymywała się nad Środkowym Zachodem i wschodnim wybrzeżem, by następnie ustąpić miejsca gwałtownym burzom, ulewnym deszczom i lokalnym powodziom błyskawicznym. Dla meteorologów nie było to zaskoczeniem. Coraz więcej ekspertów podkreśla, że takie warunki stają się charakterystycznym elementem amerykańskiego lata.

Miasta przygotowały się na zagrożenie. W Filadelfii i Waszyngtonie odwołano tradycyjne parady z okazji Dnia Niepodległości, a w Bostonie dostęp do corocznego pokazu fajerwerków otwarto dopiero późnym popołudniem, aby ograniczyć czas przebywania uczestników na pełnym słońcu.

Jednocześnie szpitale i służby ratunkowe odnotowały wyjątkowo dużą liczbę osób wymagających pomocy z powodu przegrzania organizmu, a w różnych częściach kraju zgłoszono dziesiątki zgonów powiązanych z falą upałów.

Coraz więcej fal gorąca

Zdaniem klimatologów podobne Święta Niepodległości mogą w przyszłości stać się normą. Wzrost średnich temperatur oraz coraz częstsze fale upałów są wiązane ze zmianami klimatu, napędzanymi przede wszystkim emisją gazów cieplarnianych. Według danych naukowców liczba fal upałów w Stanach Zjednoczonych od lat 80. XX wieku podwoiła się.

„To nie jest anomalia. To zapowiedź tego, co nas czeka” – mówi Michael Rawlins z Climate System Research Center na Uniwersytecie Massachusetts Amherst.

Ekspert zwraca uwagę, że pojedynczych ekstremalnych zjawisk nie należy już traktować jako wyjątków. W wielu regionach kraju rekordowo wysokie temperatury utrzymują się przez tygodnie.

„To już nie pojedyncza fala upałów. To całe lato” – podkreśla.

Szpitale pod presją

Dane amerykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) pokazują, że 4 lipca w wielu stanach – od Nowego Jorku po Georgię – odnotowano wyjątkowo wysoki odsetek wizyt na oddziałach ratunkowych związanych z dolegliwościami wywołanymi upałem.

Według lokalnych władz fala gorąca mogła przyczynić się do co najmniej 40 zgonów, w tym 29 w New Jersey, 3 w stanie Nowy Jork, 4 w Filadelfii oraz 4 w Illinois.

Eksperci zaznaczają jednak, że rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa. Ustalenie, czy bezpośrednią przyczyną śmierci był upał, często okazuje się bardzo trudne. Wysoka temperatura zwykle pogarsza istniejące już schorzenia, takie jak choroby serca czy układu oddechowego, przez co nie zawsze zostaje uwzględniona jako główna przyczyna zgonu.

Steven Cohen z Uniwersytetu Columbia zwraca uwagę, że w Stanach Zjednoczonych nie istnieją jednolite standardy określania śmierci związanej z katastrofami klimatycznymi.

Równie mocno przeciążone były służby ratunkowe. W Waszyngtonie podczas obchodów na National Mall medycy udzielili pomocy setkom osób. W Bostonie spośród 108 interwencji podczas obchodów Dnia Niepodległości aż 34 były bezpośrednio związane z wysoką temperaturą. Tylko między środą a sobotą 84 zgłoszenia pod numer 911 w tym mieście dotyczyły problemów zdrowotnych wywołanych upałem.

Zdaniem Rawlinsa takie statystyki pokazują, że system ochrony zdrowia coraz częściej pracuje na granicy swoich możliwości.

Miasta uczą się żyć z upałami

Samorządy już dostosowują się do nowych warunków. Coraz częściej wydłużane są godziny funkcjonowania klimatyzowanych budynków publicznych, otwierane są centra chłodzenia dla mieszkańców, a służby ratunkowe przygotowują dodatkowe zespoły na okres największych upałów. Także deweloperzy coraz częściej uwzględniają ryzyko zmian klimatycznych podczas projektowania nowych osiedli.

Zdaniem Stevena Cohena są to konieczne działania, ale nie rozwiążą całego problemu.

„Uczymy się przystosowywać do wyższych temperatur, ale istnieje granica tego, do czego człowiek jest w stanie się zaadaptować” – podkreśla.

Michael Rawlins dodaje, że równie ważne jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, ponieważ bez tego kolejne dekady będą przynosiły jeszcze dłuższe i bardziej intensywne fale upałów.

Eksperci zauważają jednocześnie pozytywną zmianę – Amerykanie coraz poważniej traktują ostrzeżenia pogodowe. Badanie Uniwersytetu Chicagowskiego z 2025 roku wykazało, że około dziewięciu na dziesięciu mieszkańców USA, którzy doświadczyli ekstremalnych zjawisk pogodowych, uważa, iż zmiany klimatu miały na nie wpływ.

Jak podkreślają naukowcy, świadomość społeczna rośnie, ponieważ ekstremalne zjawiska pogodowe przestały być problemem odległych regionów. Dziś dotyczą sąsiadów, członków rodzin i przyjaciół, a coraz częściej także nas samych.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor