----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

30 czerwca 2026

Udostępnij znajomym:

We wtorkowej decyzji Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że dekret prezydenta Donalda Trumpa znoszący automatyczne obywatelstwo dla dzieci urodzonych na terytorium USA przez rodziców nieposiadających legalnego statusu lub przebywających w kraju czasowo jest sprzeczny z Konstytucją.

Pięciu sędziów poparło takie stanowisko wprost, natomiast szósty – Brett Kavanaugh – również zagłosował za zablokowaniem dekretu, uznając jednak, że narusza on ustawę federalną z 1940 roku, w związku z czym nie ma potrzeby rozważać jego zgodności z Konstytucją. Oficjalny wynik sprawy wyniósł więc 6 do 3, choć konstytucyjne uzasadnienie większości poparło jedynie pięciu sędziów. Tym samym sędziowie zablokowali jedną z najbardziej symbolicznych inicjatyw imigracyjnych prezydenta, ogłoszoną już w pierwszym dniu jego drugiej kadencji.

To kolejny poważny cios dla administracji Trumpa ze strony konserwatywnego składu Sądu Najwyższego. Kilka miesięcy wcześniej sędziowie unieważnili znaczną część ceł nałożonych przez prezydenta, a w ostatnich miesiącach zapadło również kilka innych niekorzystnych dla administracji orzeczeń. Do części z nich wracamy szerzej w osobnym artykule poświęconym kończącej się kadencji Sądu Najwyższego.

Opinię większości napisał prezes sądu John Roberts, do którego dołączyli sędzia Amy Coney Barrett oraz trzej sędziowie uznawani za liberalnych. Roberts odrzucił argumentację administracji, jakoby gwarancja obywatelstwa zapisana w klauzuli obywatelstwa dotyczyła wyłącznie dzieci osób „zadomowionych” w USA i podległych jurysdykcji kraju w pełnym, lojalnościowym sensie. Jak napisał Roberts, w krótkim i jednoznacznym brzmieniu klauzuli obywatelstwa nie ma nic, co pozwalałoby ograniczyć ją wyłącznie do dzieci osób na stałe związanych z USA.

Podział głosów ważniejszy niż się wydaje

Choć oficjalny wynik sprawy to 6 do 3, sytuacja prawna jest bardziej złożona. Szósty głos za zablokowaniem dekretu oddał sędzia Brett Kavanaugh — ale z zupełnie innych powodów niż pozostali członkowie większości. Nie przyłączył się do stanowiska, że sama 14. poprawka jednoznacznie gwarantuje obywatelstwo przez urodzenie. Uznał natomiast, że dekret jest nieważny, ponieważ narusza ustawę federalną z 1940 roku, która od dziesięcioleci zapisuje tę zasadę w prawie. Takie rozumowanie pozostawia teoretycznie otwartą drogę do ewentualnej zmiany przepisów przez Kongres, choć większość sędziów uznała, że sama Konstytucja nie pozwala na odejście od obowiązującej zasady.

Na poziomie samej interpretacji Konstytucji większość była więc minimalna — zaledwie pięciu sędziów uznało, że 14. poprawka jednoznacznie gwarantuje obywatelstwo przez urodzenie. Pokazuje to, jak niewielka była większość gotowa jednoznacznie potwierdzić konstytucyjny charakter tej zasady. Gdyby choć jeden z tych pięciu sędziów zmienił zdanie, wynik dotyczący konstytucyjnej wykładni mógłby być inny. To właśnie dlatego sprawa była śledzona z taką uwagą — i dlaczego wielu komentatorów uznało, że utrwalona od niemal 130 lat zasada została obroniona bardzo niewielką większością.

Przeciwko blokadzie dekretu głosowali sędziowie Clarence Thomas, Samuel Alito i Neil Gorsuch. Thomas, autor głównego zdania odrębnego, napisał, że wyrok „umniejsza wartość” amerykańskiego obywatelstwa i stanowi kolejny przykład wykorzystywania 14. Poprawki — uchwalonej, by zagwarantować prawa wyzwolonym niewolnikom — do celów, których jego zdaniem nie przewidywał Kongres epoki rekonstrukcji. Uzasadnienie Thomasa wykraczało przy tym poza czysto prawniczą analizę i zawierało również wyraźny komentarz dotyczący historycznego znaczenia 14. Poprawki. Alito w osobnym zdaniu odrębnym nazwał wyrok jedną z najważniejszych i - jego zdaniem - błędnych decyzji w historii sądu, dodając, że dzieci imigrantów mogą mieć silne moralne prawo do pozostania w kraju, ale to Kongres, a nie sąd, powinien o tym decydować.

Decyzja od dawna zapowiadana

Wynik orzeczenia nie był dla obserwatorów zaskoczeniem. Sam Trump w kwietniu jako pierwszy urzędujący prezydent w historii osobiście pojawił się na sali rozpraw podczas ustnych argumentów w sprawie dotyczącej jednej z najważniejszych inicjatyw swojej administracji. Był to pierwszy znany przypadek, gdy urzędujący prezydent przysłuchiwał się rozprawie przed Sądem Najwyższym dotyczącej własnych działań. W kolejnych tygodniach na swojej platformie Truth Social wielokrotnie sugerował, że spodziewa się przegranej, twierdząc, że system sądowniczy jest „ustawiony”, podobnie jak system polityczny.

Co istotne, dekret Trumpa od początku stał w bezpośredniej sprzeczności z dosłownym brzmieniem 14. poprawki, która gwarantuje obywatelstwo wszystkim osobom urodzonym lub naturalizowanym w Stanach Zjednoczonych i podlegającym jurysdykcji kraju. Większość prawników konstytucyjnych od dekad zgadzała się, że wyjątki od tej zasady są bardzo wąskie — obejmują przede wszystkim dzieci dyplomatów, członków wrogich armii podczas inwazji oraz kilka innych wyjątkowych sytuacji — i nie dotyczą dzieci imigrantów bez dokumentów ani osób przebywających w USA na wizach czasowych. Sprawa do Sądu Najwyższego trafiała już raz wcześniej, gdy sędziowie ograniczyli możliwość wydawania przez sądy niższej instancji ogólnokrajowych nakazów blokujących działania prezydenta, nie rozstrzygając wówczas samej kwestii konstytucyjności.

Zwycięstwo przeciwników dekretu, zapowiedź dalszej walki ze strony Trumpa

Prezydent Trump skrytykował wyrok we wpisie na Truth Social, nazywając go „złym dla kraju”, ale jednocześnie zapowiedział, że administracja spróbuje osiągnąć ten sam cel drogą ustawodawczą w Kongresie, bez potrzeby uchwalania poprawki konstytucyjnej. Część jego sojuszników nie podziela jednak tego przekonania. Prezes konserwatywnej Heritage Foundation Kevin Roberts określił wyrok jako „ogromną zdradę republiki” i wezwał do uchwalenia poprawki konstytucyjnej. Podobnie senator Mike Lee stwierdził, że konieczna będzie zmiana Konstytucji. Gubernator Florydy Ron DeSantis ocenił werdykt jako poważną porażkę, podkreślając, że sąd nie zakwestionował jedynie formy działania prezydenta, lecz wprost uznał, że 14. poprawka wymaga przyznawania obywatelstwa również dzieciom osób przebywających w kraju nielegalnie.

Po drugiej stronie sporu organizacje broniące praw imigrantów i demokraci mówili o obronie fundamentalnej zasady amerykańskiego prawa. Dyrektor prawna Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich (ACLU), która reprezentowała powodów w sprawie, podkreśliła, że prezydent nie może zmieniać Konstytucji jednostronnym dekretem i że werdykt potwierdza jedno z najbardziej cenionych praw w kraju. Senator Adam Schiff napisał, że obywatelstwo przez urodzenie nigdy nie powinno podlegać dyskusji, a kongresmenka Jasmine Crockett zarzuciła prezydentowi, że zamiast bronić Konstytucji próbował ją jednostronnie reinterpretować.

Dalsze działWania

Zapowiedzi Trumpa dotyczące próby uregulowania tej kwestii ustawą Kongresu napotkają poważne przeszkody. Wyrok jednoznacznie stwierdza bowiem, że ograniczenie obywatelstwa przez urodzenie byłoby sprzeczne z Konstytucją, a nie jedynie z ustawą z 1940 roku. Oznacza to, że ewentualna zmiana wymagałaby najprawdopodobniej formalnej poprawki konstytucyjnej, do której potrzebne jest poparcie dwóch trzecich członków obu izb Kongresu oraz ratyfikacja przez trzy czwarte stanów — próg niezwykle trudny do osiągnięcia w obecnym klimacie politycznym.

Na razie więc jedna z najbardziej utrwalonych zasad amerykańskiego prawa pozostaje w mocy. Wyrok nie kończy jednak politycznego sporu o obywatelstwo przez urodzenie. Pokazuje natomiast, że jego rozstrzygnięcie wymagałoby znacznie więcej niż prezydenckiego dekretu, a skład głosów przypomina, że nawet utrwalone od pokoleń zasady mogą w przyszłości ponownie stać się przedmiotem sporu przed Sądem Najwyższym.

Źródła: Orzeczenie Sądu Najwyższego USA, Politico, The Hill

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor