Burmistrz Chicago Brandon Johnson oficjalnie rozpoczął starania o reelekcję. Podczas niedzielnego wydarzenia na South Side przekonywał, że miasto nie może „cofnąć się” do wcześniejszej polityki, i zapowiedział dalsze działania na rzecz poprawy warunków życia mieszkańców. O kolejną kadencję będzie jednak rywalizował z co najmniej siedmioma poważnymi kandydatami, a jego dotychczasowe rządy staną się jednym z głównych tematów kampanii.
Przed ogłoszeniem decyzji Johnson przyznał, że decyzja o ubieganiu się o reelekcję nie była trudna, dodając, iż jest zdeterminowany, by kontynuować inicjatywy rozpoczęte podczas pierwszej kadencji i przekonuje, że jego administracja, mimo wielu kryzysów i błędów, może pochwalić się znaczącymi osiągnięciami.
„Nie możemy się cofnąć” – powiedział, zarzucając swoim konkurentom gotowość do zamykania szkół oraz „militaryzowania ulic”.
Było to nawiązanie między innymi do propozycji sekretarza stanu Illinois Alexiego Giannouliasa, który zapowiedział zatrudnienie dodatkowego tysiąca policjantów. Giannoulias stwierdził również, że byłby gotowy zamykać szkoły, do których uczęszcza zbyt mało uczniów.
W opublikowanym w niedzielę rano nagraniu Johnson obiecał skoncentrować się na obniżaniu kosztów życia w Chicago. Zapowiedział, że jego administracja dopiero rozpoczyna realizację swojej wizji miasta.
Kampania pod hasłem pomocy pracującym mieszkańcom
Johnson, drugi czarnoskóry burmistrz w historii Chicago, przedstawia nadchodzące wybory jako starcie klasy pracującej z miliarderami i przedstawicielami wielkiego biznesu. Podkreśla, że stoi po stronie mieszkańców, którzy mają problemy z utrzymaniem się w okresie rosnących cen czynszów, paliwa, żywności i opieki medycznej.
Przyznał jednocześnie, że podobnie jak w 2023 roku przystępuje do rywalizacji jako kandydat, któremu sondaże nie dają obecnie największych szans. Gdy po raz pierwszy ubiegał się o urząd burmistrza, zapowiadał, że Chicago może stać się najbezpieczniejszym i najbardziej przystępnym cenowo dużym miastem w Stanach Zjednoczonych.
„Teraz wiemy, że to działa” – powiedział Johnson, przyznając, że podczas pierwszej kadencji nie brakowało trudności. Jego zdaniem wartości reprezentowane przez jego administrację okazały się większym zagrożeniem dla politycznego establishmentu, niż początkowo przypuszczano.
Oficjalne rozpoczęcie kampanii odbyło się w DuSable Black History Museum w Washington Park i przyciągnęło setki zwolenników. Zorganizowano je w formie ulicznego festynu z muzyką house i jedzeniem serwowanym z food trucka.
Johnson zapowiedział, że do 2031 roku chciałby stworzyć Chicago, w którym wynagrodzenie z jednej pracy pozwala na utrzymanie rodziny. Mówił również o dalszym otwieraniu klinik zdrowia psychicznego oraz przekształcaniu zamkniętych budynków szkolnych w obiekty służące lokalnym społecznościom.
Burmistrz przypomniał między innymi o stopniowym znoszeniu niższej płacy minimalnej dla pracowników otrzymujących napiwki oraz zagwarantowaniu zatrudnionym w Chicago co najmniej dziesięciu dni płatnego wolnego. Obie inicjatywy należały do najważniejszych postulatów progresywnego skrzydła lokalnej polityki.
„To miasto jest w lepszej sytuacji, jest silniejsze i bezpieczniejsze niż wtedy, gdy obejmowałem urząd” – przekonywał Johnson.
Spadek przestępczości i nierozwiązane problemy
W kampanii burmistrz zamierza podkreślać wyraźny spadek liczby brutalnych przestępstw. Według danych chicagowskiej policji w 2025 roku liczba zabójstw osiągnęła najniższy poziom od 60 lat. Ogólny wskaźnik przestępczości z użyciem przemocy spadł w tym roku o 7.6 proc. w porównaniu z 2025 rokiem, po wcześniejszym spadku o ponad 20 proc. między 2024 a 2025 rokiem.
Johnson uważa te wyniki za potwierdzenie skuteczności polityki skoncentrowanej na przyczynach przemocy, obejmującej zwiększenie finansowania programów zatrudnienia młodzieży oraz rozszerzanie dostępu do pomocy psychologicznej. Jego przeciwnicy proponują natomiast powiększenie liczebności departamentu policji i zwiększenie liczby aresztowań.
Pierwszą kadencję Johnsona naznaczyły także wydarzenia, na które władze miejskie miały ograniczony wpływ. Do Chicago przybyło ponad 46 tys. migrantów, a po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu miasto stało się jednym z głównych celów federalnych działań imigracyjnych. Do Chicago skierowano setki uzbrojonych funkcjonariuszy federalnych uczestniczących w operacjach zmierzających do masowych deportacji osób przebywających w kraju bez wymaganych dokumentów.
Johnson przypomina, że podpisał rozporządzenia zakazujące federalnym służbom imigracyjnym prowadzenia działań na terenach należących do miasta, chroniące prawo mieszkańców do protestowania oraz wzywające lokalną policję do analizowania postępowania agentów federalnych.
Burmistrz wskazuje również na przywrócenie miejskiego Departamentu Środowiska, zlikwidowanego wcześniej przez administrację Rahma Emanuela. Nie wszystkie jego plany w tej dziedzinie zostały jednak zrealizowane. Propozycja, aby przy podejmowaniu decyzji o nowych inwestycjach przemysłowych uwzględniać całkowite zanieczyszczenie powietrza, wody i gleby w danej okolicy, nie została nawet poddana pod głosowanie.
Johnson nie spełnił również obietnicy zlikwidowania tak zwanych „stref poświęcenia” – zamieszkanych głównie przez czarnoskórych i latynoskich mieszkańców rejonów, w których działalność zakładów przemysłowych od lat negatywnie wpływa na środowisko i zdrowie lokalnej społeczności. Zapowiedział, że ochrona miejskiej infrastruktury i przygotowanie Chicago na coraz gwałtowniejsze burze będą należały do jego priorytetów podczas drugiej kadencji.
Siedmiu poważnych rywali i kosztowna kampania
Start w wyborach zapowiedzieli już sekretarz stanu Illinois Alexi Giannoulias, stanowa kontroler Susana Mendoza, kongresmen Mike Quigley, przedsiębiorca i filantrop Willie Wilson, członek rady Chicago Housing Authority Matt Brewer, lobbysta John Kelly Jr. oraz komisarz Cook County Board of Review George Cardenas.
Konkurenci będą starali się przedstawić wybory jako ocenę dotychczasowego sposobu zarządzania miastem. Kampania Giannouliasa już opublikowała reklamę zarzucającą Johnsonowi brak kompetencji i obiecującą sprawniejsze kierowanie administracją.
Burmistrz może liczyć na wsparcie Chicago Teachers Union oraz Illinois Federation of Teachers. Nie wiadomo natomiast, czy ponownie poprą go związki SEIU Local 73 i SEIU Healthcare Illinois. Ich stosunki z CTU pogorszył spór o to, który związek powinien reprezentować część pracowników Chicago Public Schools, w tym korepetytorów i osoby nadzorujące uczniów podczas przerw.
Największe związki reprezentujące pracowników budowlanych poparły Giannouliasa. Należą do nich Chicago Laborers District Council, International Union of Operating Engineers Local 150 oraz Mid-America Carpenters Regional Council.
Johnson prawdopodobnie ponownie będzie dysponował znacznie mniejszym budżetem niż jego główny przeciwnik. W 2023 roku Paul Vallas wydał na kampanię 18.6 mln dolarów, prawie dwa razy więcej niż Johnson, a mimo to przegrał drugą turę.
Giannoulias, który jednocześnie ubiega się o urząd burmistrza i reelekcję na stanowisko sekretarza stanu Illinois, miał pod koniec czerwca 21.7 mln dolarów na koncie kampanii. Później zgłosił kolejne 835 tys. dolarów w darowiznach przekraczających tysiąc dolarów. Jest to kwota o niemal 200 tys. dolarów wyższa od łącznych środków, którymi Johnson dysponował pod koniec czerwca i które pozyskał od tego czasu.
Kandydaci będą mogli składać podpisy niezbędne do umieszczenia nazwiska na karcie wyborczej od 19 do 26 października. Każdy z nich musi zebrać co najmniej 12,500 podpisów.
Wybory zaplanowano na 23 lutego. Jeżeli żaden kandydat nie zdobędzie ponad 50 proc. głosów, dwóch najlepszych spotka się w drugiej turze 6 kwietnia. Mieszkańcy będą wybierać także sekretarza i skarbnika miasta, wszystkich 50 radnych oraz 66 członków rad okręgów policyjnych.