----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

12 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

W prognozach pogody coraz częściej obok siebie pojawiają się dwie wartości: rzeczywista temperatura powietrza oraz tzw. temperatura „odczuwalna”. Ta pierwsza wydaje się oczywista – to liczba, którą pokazuje termometr. Druga jest znacznie bardziej złożona, a w codziennym życiu często okazuje się ważniejsza, bo lepiej oddaje to, jak naprawdę odczuwamy pogodę na własnej skórze.

Temperatura „odczuwalna” nie opisuje warunków w idealnie kontrolowanym środowisku pomiarowym, lecz to, jak ludzki organizm reaguje na rzeczywiste otoczenie. Człowiek nie jest biernym obiektem – nagrzewa się, wychładza, poci, drży i stale wymienia ciepło z otoczeniem. To właśnie dlatego umiarkowany dzień może wydawać się duszny, a lekki wiatr zimą potrafi sprawić, że chłód przenika aż do kości. W skrajnych sytuacjach te odczucia mają znaczenie nie tylko dla komfortu, ale także dla bezpieczeństwa.

Za jedną liczbą opisującą temperaturę „odczuwalną” stoi połączenie fizyki, meteorologii, biologii człowieka i nauk o środowisku. Różne czynniki wpływają na tempo oddawania lub przyjmowania ciepła przez organizm, a każdy z nich może sprawić, że temperatura będzie odczuwana jako wyższa lub niższa, niż wskazuje termometr. To naukowe wytłumaczenie codziennych doświadczeń – dlaczego wilgotne upały są tak męczące albo czemu zimowy wiatr wydaje się „ostrzejszy” niż sugeruje prognoza.

W praktyce temperatura „odczuwalna” opiera się głównie na dwóch wskaźnikach: wind chill i heat index. Oba zostały ustandaryzowane i służą do oceny tego, jak efektywnie organizm wymienia ciepło z otaczającym powietrzem w warunkach zimna lub upału. Wind chill opisuje, jak skóra odczuwa zimno przy niskiej temperaturze i wietrze, natomiast heat index pokazuje, jak reagujemy na wysoką temperaturę połączoną z dużą wilgotnością. W obu przypadkach zakłada się pewne wspólne warunki, takie jak typowa odzież i sucha skóra.

Choć te wzory nie uwzględniają wszystkich możliwych zmiennych, dają znacznie lepszy obraz rzeczywistych warunków niż sama temperatura powietrza. Dzięki nim meteorolodzy mogą przełożyć suche dane na ludzkie doświadczenie i podpowiedzieć, jak się ubrać, jak długo bezpiecznie przebywać na zewnątrz i kiedy podjąć środki ostrożności w przypadku ekstremalnych warunków pogodowych.

Wind chill index

Zimą kluczową rolę odgrywa wind chill. Gdy wieje wiatr, temperatura często wydaje się niższa, niż pokazuje termometr. Dzieje się tak dlatego, że organizm normalnie ogrzewa cienką warstwę powietrza tuż przy skórze, która działa jak izolacja. Wiatr usuwa tę warstwę, zmuszając ciało do szybszego oddawania ciepła. Im silniejszy wiatr, tym intensywniejsza utrata ciepła i tym większe uczucie zimna. Wskaźnik wind chill, oparty na temperaturze powietrza i prędkości wiatru, pokazuje, jak szybko skóra wychładza się w takich warunkach. Nie obniża on faktycznej temperatury, ale znacząco zwiększa ryzyko odmrożeń i hipotermii, co czyni go ważnym wskaźnikiem w zimowych ostrzeżeniach pogodowych.

Heat index

Latem natomiast decydujące znaczenie ma heat index, czyli wskaźnik uwzględniający wilgotność. Stąd popularne powiedzenie, że „to nie upał, tylko wilgoć”. Organizm chłodzi się przez parowanie potu, ale gdy powietrze jest bardzo wilgotne, parowanie zachodzi wolniej. Ciało nie może skutecznie pozbywać się nadmiaru ciepła, przez co temperatura odczuwalna gwałtownie rośnie. Dlatego wilgotny dzień z temperaturą 90 stopni Fahrenheita może być odczuwany jak 100 stopni lub więcej. To także powód, dla którego suche upały na pustyni bywają łatwiejsze do zniesienia niż duszne lato na południu Stanów Zjednoczonych.

Na to, w jaki sposób odczuwamy ciepło lub zimno, wpływa jednak znacznie więcej czynników, niż pokazuje standardowa prognoza. Słońce potrafi wyraźnie podnieść temperaturę odczuwalną, ogrzewając skórę, ubrania i powierzchnie wokół nas – czego heat index już nie uwzględnia. Wilgoć również odgrywa ogromną rolę: mokra skóra, przemoknięta odzież czy intensywne pocenie się przyspieszają utratę ciepła zimą i utrudniają chłodzenie latem.

Znaczenie ma także samo otoczenie. Asfalt, zacienione parki, nabrzeża czy wąskie ulice między wysokimi budynkami tworzą lokalne mikroklimaty, które mogą znacznie odbiegać od oficjalnych prognoz. W miastach szczególnie widoczne jest zjawisko miejskiej wyspy ciepła, gdzie beton i asfalt magazynują energię i oddają ją do otoczenia, podnosząc temperaturę względem terenów podmiejskich. Niekiedy wystarczy kilka przecznic różnicy, by organizm odczuł wyraźną zmianę warunków.

Choć meteorolodzy nie uwzględniają tych wszystkich elementów w jednej liczbie „odczuwalnej”, inne dziedziny robią to znacznie dokładniej. Specjaliści od bezpieczeństwa pracy, sportu, wojsko czy badacze zdrowia publicznego korzystają z bardziej złożonych wskaźników, takich jak Wet Bulb Globe Temperature, który bierze pod uwagę nasłonecznienie, wilgotność, wiatr, zachmurzenie i inne czynniki środowiskowe.

Ostatecznie jednak komfort jest sprawą indywidualną. To, jak naprawdę czujemy pogodę, zależy od ubioru, aktywności, miejsca, ekspozycji na słońce, a nawet od naszej fizjologii. Temperatura „odczuwalna” jest więc punktem odniesienia – użytecznym skrótem, który pomaga zrozumieć warunki na zewnątrz. Resztę dopowiada już własne ciało i otoczenie, w którym się znajdujemy.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor