Przez większą część ostatniej dekady Stany Zjednoczone korzystały z wyjątkowo taniego gazu ziemnego. Rewolucja łupkowa przyniosła ogromny wzrost wydobycia, a producenci byli w stanie dostarczać coraz więcej surowca po stosunkowo niskich kosztach. Gaz stał się jednym z filarów amerykańskiej gospodarki: zasila elektrownie, ogrzewa domy, wspiera przemysł i daje USA przewagę konkurencyjną wobec krajów, gdzie energia jest znacznie droższa.
Teraz ta sytuacja może zacząć się zmieniać. Firma analityczna Wood Mackenzie przewiduje, że w najbliższych latach hurtowa cena gazu w USA może wzrosnąć do około 5 dolarów za jednostkę używaną w handlu tym surowcem. Przez większą część ostatniej dekady ceny najczęściej mieściły się w przedziale od 2 do 4 dolarów.
Różnica może wydawać się niewielka, ale w zależności od przyjętego punktu odniesienia oznacza wzrost hurtowej ceny surowca o kilkadziesiąt procent, a w porównaniu z najtańszymi okresami nawet więcej. Nie przekłada się to bezpośrednio i w tej samej proporcji na rachunki gospodarstw domowych, ponieważ ich częścią są również koszty dystrybucji i inne opłaty. Jednak przy dużym zużyciu gazu do ogrzewania domu trwały wzrost ceny samego surowca może w miesiącach zimowych oznaczać różnicę rzędu kilkudziesięciu dolarów miesięcznie.
Powody możliwej zmiany są dwa. Z jednej strony zapotrzebowanie na gaz rośnie z kilku stron jednocześnie. Z drugiej — część czynników, które przez ostatnią dekadę pomagały utrzymywać ceny na niskim poziomie, zaczyna słabnąć.
Według Wood Mackenzie najbardziej produktywne obszary wydobywcze są już w dużej mierze eksploatowane, tempo poprawy wydajności odwiertów może stopniowo zwalniać, a mniejsza aktywność w części regionów naftowych może ograniczyć wzrost ilości gazu wydobywanego przy okazji produkcji ropy.
Nie znaczy to, że Stanom Zjednoczonym zaczyna brakować gazu. Wręcz przeciwnie — kraj nadal ma ogromne zasoby, a produkcja rośnie. Pytanie brzmi raczej, czy wydobycie będzie rosło wystarczająco szybko, aby nadążyć za nowym popytem.
Gwałtowny wzrost eksportu LNG
Najważniejszym źródłem nowego popytu jest eksport LNG, czyli skroplonego gazu ziemnego. Jeszcze kilkanaście lat temu USA przygotowywały się do importowania gazu. Rewolucja łupkowa całkowicie odwróciła sytuację. W lutym 2016 roku firma Cheniere Energy wysłała pierwszy ładunek LNG z terminalu Sabine Pass w Luizjanie. Dziesięć lat później Stany Zjednoczone są największym eksporterem LNG na świecie.
Skala zmiany jest ogromna. Według amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej, czyli EIA, eksport LNG wzrósł z około 0,5 miliarda stóp sześciennych dziennie w 2016 roku do około 15 miliardów w 2025 roku. EIA przewiduje dalszy wzrost — do około 17 miliardów stóp sześciennych dziennie w 2026 roku i ponad 18 miliardów w 2027 roku.
To zmienia charakter amerykańskiego rynku. Przez lata USA były w dużej mierze odizolowane od wyższych cen gazu w Europie i Azji. Gaz znacznie trudniej transportować między kontynentami niż ropę, dlatego amerykańskie ceny mogły pozostawać bardzo niskie nawet w okresach, gdy odbiorcy w innych częściach świata płacili znacznie więcej.
Rozbudowa terminali LNG coraz mocniej łączy jednak rynek amerykański ze światowym. Coraz większa część gazu wydobywanego w USA trafia do terminali eksportowych, gdzie jest schładzana do postaci płynnej i wysyłana statkami za granicę. Dla amerykańskich producentów oznacza to dostęp do nowych odbiorców, ale jednocześnie zwiększa konkurencję o ten sam surowiec.
AI potrzebuje coraz więcej energii
Drugim źródłem presji są centra danych i rozwój sztucznej inteligencji. AI wymaga ogromnej infrastruktury komputerowej, a ta zużywa wielkie ilości prądu. Same centra danych nie zawsze są zasilane bezpośrednio przez elektrownie gazowe, ale zwiększają zapotrzebowanie na energię w sieci, w której gaz nadal odgrywa kluczową rolę.
EIA przewiduje rekordowe zużycie energii elektrycznej w USA w 2026 i 2027 roku, między innymi z powodu szybkiego rozwoju centrów danych. To oznacza dodatkowe zapotrzebowanie na wszystkie źródła energii, ale gaz ma szczególne znaczenie, ponieważ elektrownie gazowe mogą stosunkowo szybko zwiększać produkcję wtedy, gdy rośnie zapotrzebowanie.
Prognoza Wood Mackenzie nie jest przy tym odosobniona. Również EIA przewiduje wzrost popytu krajowego i eksportowego, choć jednocześnie zakłada dalszy wzrost produkcji gazu. Firma analityczna ICF jest ostrożniejsza w ocenie skali przyszłych podwyżek, ale także wskazuje, że rynek może być bardziej napięty niż w czasach największej nadpodaży gazu łupkowego.
Według Wood Mackenzie do połowy lat 30. sam sektor energetyczny może potrzebować dodatkowych 17 miliardów stóp sześciennych gazu dziennie. Firma zwraca jednocześnie uwagę, że najbardziej produktywne obszary wydobywcze są już eksploatowane, a dalsze zwiększanie podaży może być trudniejsze niż w poprzedniej dekadzie.
Najważniejsza niewiadoma brzmi więc nie: czy popyt wzrośnie, ale czy producenci zdołają równie szybko zwiększyć podaż. Amerykański sektor gazowy wielokrotnie zaskakiwał analityków tempem rozwoju. Nowe technologie, dłuższe odwierty poziome i poprawa wydajności pozwalały zwiększać wydobycie szybciej, niż wcześniej zakładano.
Wciąż taniej niż gdzie indziej
Dlatego „koniec ery taniego gazu” należy traktować jako możliwy scenariusz, a nie przesądzony fakt. Nawet gaz kosztujący około 5 dolarów za jednostkę nadal byłby konkurencyjny wobec cen w Europie czy Azji. Dla Stanów Zjednoczonych oznaczałby jednak zmianę po latach wyjątkowo taniej energii.
Jeśli eksport LNG, centra danych i przemysł będą zwiększać zapotrzebowanie szybciej niż producenci wydobycie, ceny gazu mogą stopniowo przesunąć się na wyższy poziom. Nie musi to oznaczać nagłego kryzysu ani gwałtownego skoku rachunków z miesiąca na miesiąc. Bardziej prawdopodobna jest stopniowa zmiana, w której gaz pozostanie relatywnie tani w porównaniu z innymi częściami świata, ale nie będzie już tak tani, jak Amerykanie przyzwyczaili się przez ostatnią dekadę.
Jeśli jednak amerykańska produkcja ponownie zdoła nadążyć za rosnącym popytem, era taniego gazu może potrwać dłużej, niż zakładają dzisiejsze prognozy. Ostatecznie o cenach zdecyduje więc wyścig między szybko rosnącym zapotrzebowaniem a zdolnością producentów do dalszego zwiększania wydobycia.
Źródła: OilPrice.com, Wood Mackenzie, U.S. Energy Information Administration (EIA), ICF.