W coraz większej liczbie sklepów spożywczych papierowe ceny zastępowane są przez elektroniczne etykiety. Sieci handlowe tłumaczą, że dzięki nim pracownicy oszczędzają czas przy zmianie cen. Eksperci ds. prywatności obawiają się jednak, że w połączeniu z danymi o klientach technologia może ułatwić ustalanie różnych cen za ten sam produkt.
Jak czują się klienci, wiedząc, jak bardzo sklepy mogą monitorować ich zakupy i wydatki? Przyznają, że dziś trudno mówić o prywatności, choć czasem dostrzegają dwie strony tej samej sytuacji. Sklep może wiedzieć o nas więcej, niż sobie życzymy, ale dzięki temu może też proponować jej produkty, które rzeczywiście nas zainteresują.
Czy ten sam produkt może kosztować więcej?
Obawy dotyczą praktyki określanej po angielsku jako surveillance pricing. Polega ona na ustalaniu cen na podstawie danych o kliencie, takich jak historia zakupów czy informacje demograficzne. W efekcie dwie osoby mogłyby otrzymać różne ceny lub rabaty na ten sam produkt.
Erion Malasi z organizacji Economic Security Project Illinois zwraca uwagę na dane gromadzone przez programy lojalnościowe. Klienci od lat korzystają z nich, by płacić mniej, ale informacje o ich zachowaniu mogą też pomóc sprzedawcy ocenić, kiedy są gotowi zapłacić więcej. Malasi podaje przykład osoby, która wielokrotnie wyszukuje w Internecie objawy grypy. Jeśli sprzedawca uzna, że potrzebuje ona produktu od ręki, mógłby zaoferować jej wyższą cenę lub mniejszy rabat niż innym klientom.
Organizacja zabiega o ustawę stanową, która zakazałaby firmom wykorzystywania danych osobowych do ustalania cen. Malasi wskazuje, że dane przekazane jednej firmie mogą zostać sprzedane innej i wykorzystane w sposób, na który klient nie wyraził zgody.
Duże sieci spożywcze poinformowały WGN Investigates, że obecnie nie ustalają cen na podstawie danych o poszczególnych klientach. Nie odpowiedziały jednak na pytanie, czy wykluczają stosowanie tej praktyki w przyszłości.
Jak sklepy zmieniają ceny
National Retail Federation, organizacja reprezentująca amerykańskich sprzedawców detalicznych, podkreśla, że elektroniczne etykiety służą do wyświetlania cen. Według organizacji brakuje dowodów na to, że detaliści w USA kierują zmiany cen do konkretnych osób. Jason Staczewski z NRF zwraca też uwagę, że klienci mogą porównać oferty konkurencji przez Internet, stojąc przy sklepowej półce.
W sprzedaży internetowej ceny już dziś potrafią zmieniać się bardzo szybko. Z tzw. cen dynamicznych korzystają m.in. linie lotnicze i Amazon. Firmy tłumaczą, że ich algorytmy uwzględniają takie czynniki jak ceny konkurencji i dostępność towaru. W przypadku cen opartych na danych osobowych o wysokości ceny lub rabatu mogłoby decydować również to, co sprzedawca wie o konkretnej osobie i jej potrzebach.