Pragnienie długiego życia jest stare jak ludzkość, ale dopiero teraz stało się podstawą biznesu wartego miliardy dolarów. Bogaci inwestorzy finansują badania nad zatrzymaniem starzenia, kliniki oferują kosztowne terapie odmładzające, a firmy technologiczne obiecują, że człowiek będzie mógł żyć znacznie dłużej niż dotychczas. Problem w tym, że nauka wciąż nie potrafi spełnić tych obietnic.
W luksusowej londyńskiej klinice HUM2N klienci poddają się terapii zimnem w temperaturze minus 110 stopni Celsjusza, oddychają czystym tlenem w komorach hiperbarycznych i otrzymują dożylne wlewy substancji, które mają poprawiać funkcjonowanie komórek. Pakiet pięciu zabiegów kosztuje około 4 tysięcy dolarów. To tylko jeden z przykładów rozwijającego się rynku usług określanych angielskim słowem longevity, czyli długowieczność.
Jak opisuje „The Economist”, branża dzieli się na dwa wyraźnie odmienne światy. Pierwszy tworzą kliniki, producenci suplementów i firmy oferujące badania całego organizmu. Drugi to laboratoria biotechnologiczne próbujące opracować leki, które rzeczywiście spowolnią proces starzenia.
Miliarderzy chcą zatrzymać czas
Wśród inwestorów nie brakuje najbardziej znanych postaci świata technologii. Sam Altman, szef OpenAI, zainwestował ponad 180 milionów dolarów w Retro Biosciences, firmę, której celem jest wydłużenie zdrowego życia człowieka o dziesięć lat. Altos Labs, wspierana według doniesień przez Jeffa Bezosa, rozpoczęła działalność z kapitałem około 3 miliardów dolarów.
Naukowcy zatrudniani przez takie firmy badają między innymi możliwość przeprogramowania komórek, aby przywrócić im niektóre cechy młodszych tkanek. To poważny kierunek badań, choć nadal eksperymentalny.
Jeszcze bardziej spektakularny jest przypadek Bryana Johnsona, amerykańskiego przedsiębiorcy, który wydaje około 2 milionów dolarów rocznie na próby spowolnienia własnego starzenia. Jego życie podporządkowane jest rygorystycznej diecie, ćwiczeniom, badaniom i suplementacji. Johnson nie tylko dokumentuje swoje eksperymenty w Internecie, lecz także sprzedaje suplementy i produkty związane ze swoim programem Blueprint.
Obietnice wyprzedzają naukę
Dla zwykłych klientów przemysł długowieczności oferuje przede wszystkim kosztowne badania, abonamenty medyczne i zabiegi o niepewnej skuteczności. Przykładowo firma Prenuvo pobiera około 4 tysięcy dolarów za rezonans magnetyczny całego ciała. Zwolennicy takich badań przekonują, że pozwalają wykryć choroby, zanim pojawią się objawy. Specjaliści ostrzegają jednak, że nie udowodniono, by rutynowe wykonywanie takich badań u zdrowych osób przedłużało życie. Mogą natomiast prowadzić do niepotrzebnych dalszych badań i leczenia.
Podobne wątpliwości dotyczą wielu suplementów, terapii komórkowych i popularnych kuracji odmładzających.
Jednocześnie pojawiają się bardziej obiecujące kierunki. Leki z grupy GLP-1, stosowane między innymi w leczeniu cukrzycy i otyłości, wykazują również korzystne działanie w przypadku niektórych chorób serca i nerek. Badacze sprawdzają, czy mogą wpływać także na biologiczne procesy starzenia. Na razie nie wiadomo jednak, czy przyniosłyby podobne korzyści zdrowym osobom.
Największą przeszkodą pozostaje brak dowodów, że jakakolwiek dostępna terapia potrafi znacząco wydłużyć maksymalną długość ludzkiego życia. Amerykańska FDA nie uznaje samego starzenia za chorobę, dlatego eksperymentalne leki muszą być badane pod kątem konkretnych schorzeń.
Mimo to inwestorzy nie rezygnują. Według danych przytoczonych przez „The Economist” firmy biotechnologiczne zajmujące się długowiecznością pozyskały w 2025 roku 18,4 miliarda dolarów, więcej niż przez poprzednie dziesięć lat łącznie.
Nieśmiertelność pozostaje więc odległym marzeniem. Ale na próbach jej osiągnięcia już dzisiaj można zarobić całkiem niezłe pieniądze.