----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

W październiku sprzedaż nowych Fordów była jedną z najwyższych w okresie pandemicznym, a liczba sprzedanych egzemplarzy w tym miesiącu jest zbliżona do poziomu sprzed koronakryzysu i okresu niedoboru chipów – półprzewodników, który to spowodował zamrożenie całego sektora motoryzacyjnego nie tylko w Stanach Zjednoczonych.

"Ciągła poprawa stanów magazynowych półprzewodników oraz stale realizowane nowe zamówienia sprawiły, że Ford jest najlepiej sprzedającą się marką samochodów w Ameryce już drugi miesiąc z rzędu, co po raz ostatni udało się 23 lata temu. Sprzedaż detaliczna poprawiła się o 16% w stosunku do poprzedniego miesiąca - września, a udział sprzedaży detalicznej wzrósł o 1.6 punktu procentowego” – powiedział Andrew Frick, wiceprezes Forda ds. sprzedaży w USA i Kanadzie.

Ford jest jednym z nielicznych producentów samochodów, którzy podali nowe miesięczne wyniki sprzedaży pojazdów. Inni - tacy jak General Motors i Stellantis, dawniej Fiat i Chrysler, raportują sprzedaż tylko kwartalnie.

Październik światełkiem w tunelu

Ford USA poinformował o sprzedaży 175,918 nowych pojazdów w październiku, co oznacza spadek o 4% w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku, ale znacznie mniejszą stratę niż w poprzednich miesiącach. To pierwszy miesiąc 2021 roku, w którym od maja nie było dwucyfrowej straty w sprzedaży nowych aut. Frick potwierdził, że problem z na chwilę obecną jest opanowany – „Zapasy pojazdów na placach, które były na rekordowo niskim poziomie z powodu niedoboru mikrochipów, wzrosły o 7,000 sztuk od września do października. Obecnie do dyspozycji dealerów w USA jest ponad 240,000 nowych osobowych i ciężarowych Fordów”.

Jak sobie radzą inne marki?

Statystyki pokazują, że Ford jest jedną z niewielu marek, która powoli wychodzi z pandemicznego kryzysu. Sprzedaż nowych pojazdów w USA – nie tylko Fordów, spadła w ubiegłym miesiącu o około 21% w porównaniu z październikiem 2020 roku – to dane opracowane przez Cox Automotive. Jest to obraz częściowo zafałszowany, ponieważ mimo tego, że w kwietniu koronawirus był obecny, to wówczas była wystarczająca liczba półprzewodników, która dopiero kilka miesięcy później zablokowała fabryki na całym świecie.

O co chodzi w problemie z półprzewodnikami?

Czipów, czyli półprzewodnikowych brakowało i niektórym producentom nadal brakuje na globalnym rynku przez pandemię koronawirusa. Po pierwszej fali epidemii występowały duże braki w ich produkcji, a w dobie twardego lockdownu producenci mikroczipów zwiększyli ich produkcję do elektroniki domowej – tabletów i laptopów, które w czasie lockdownu cieszyły się dużym zainteresowaniem. Odbiło się na to koncernach motoryzacyjnych, które mikroczipów używają do produkcji swoich samochodów. Problem dotknął wszystkich – Ford jest na tej liście szczególny, bo ze względu na niedobór mikroprocesorów stracił niemal połowę możliwości produkcyjnych. Problemy miał też Volkswagen, Nissan, Honda czy Jaguar Land Rover. Niektóre najbiedniejsze wersje małych miejskich samochodów tych producentów opuszczały fabryki bez niektórych opcji, jak np. indukcyjna ładowarka. Do jej zainstalowania niezbędne są mikroprocesory.

Nie czas na szampana

Ford nie ma jeszcze pewności co do przyszłych dostaw chipów półprzewodnikowych – wbrew słowom Fricka. Dyrektor finansowy John Lawler powiedział w ubiegłym tygodniu, że firma spodziewa się, że niedobór chipów będzie trwał do przyszłego roku i prawdopodobnie, w znacznie mniejszym stopniu, do 2023.

fk