----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

09 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Pierwsze sondaże po amerykańskiej operacji wojskowej, która doprowadziła do pojmania prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, pokazują wyraźne podziały wśród Amerykanów. Z badań Reuters/Ipsos przeprowadzonych tuż po ataku wynika, że działania USA popiera jedynie około jedna trzecia respondentów. Jednocześnie aż 72 procent ankietowanych obawia się, że Stany Zjednoczone zbyt głęboko uwikłają się w sprawy Wenezueli w konsekwencji tej operacji.

Choć administracja Donalda Trumpa przedstawia akcję jako sukces, nastroje społeczne są dalekie od jednoznacznego entuzjazmu. Dla wielu Amerykanów niepokój budzi nie tylko sam fakt użycia siły militarnej, ale także to, co może wydarzyć się dalej.

Linia podziału wzdłuż partyjnych barw

Najsilniejsze różnice w ocenach widać w podziale partyjnym. Wśród republikanów operację poparło około 65 procent badanych. Wśród demokratów odsetek ten spada do zaledwie 11 procent, a wśród wyborców niezależnych do 23 procent. Podobne proporcje pokazują inne sondaże, w tym badania YouGov, przeprowadzone w pierwszych 48 godzinach po schwytaniu Maduro.

Łącznie około 36 procent dorosłych Amerykanów deklaruje poparcie dla użycia siły militarnej, 39 procent jest temu przeciwnych, a jedna czwarta wciąż nie ma wyrobionego zdania. Równie niejednoznaczne są opinie na temat skutków operacji dla samej Wenezueli. Tylko nieco ponad jedna trzecia respondentów uważa, że sytuacja polityczna w tym kraju może się poprawić, podczas gdy podobny odsetek spodziewa się jej pogorszenia.

Operacja, która zaskoczyła świat

Sobotni atak był kulminacją wielomiesięcznej presji administracji Trumpa na rząd Maduro, oskarżany m.in. o powiązania z handlem narkotykami. Była to największa amerykańska operacja militarna w Ameryce Łacińskiej od czasu inwazji na Panamę w 1989 roku, co samo w sobie wywołało szok zarówno wśród opinii publicznej, jak i w Kongresie.

Choć Biały Dom ogłosił akcję zwycięstwem, reakcje międzynarodowe były znacznie chłodniejsze. Przedstawiciel biura ONZ ds. praw człowieka ostrzegł, że takie działania czynią wszystkie państwa „mniej bezpiecznymi”. W USA część demokratycznych kongresmenów posunęła się nawet do wezwania do impeachmentu prezydenta.

Dodatkowe emocje wzbudziły słowa Trumpa, który po operacji zapowiedział, że Stany Zjednoczone będą „zarządzać krajem” do czasu „właściwego i rozsądnego” przekazania władzy. Krytykę wywołała także decyzja o wskazaniu Delcy Rodríguez - byłej wiceprezydent za rządów Maduro - jako najbardziej prawdopodobnej kandydatki do przejęcia sterów państwa. W poniedziałek Rodríguez została zaprzysiężona na tymczasową prezydentkę, podczas gdy administracja USA zdystansowała się wobec dotychczasowej liderki opozycji Maríi Coriny Machado.

Kongres pominięty, sprzeciw narasta

Sondaż przeprowadzony przez dziennikarzy „The Washington Post” potwierdził wcześniejsze wyniki. Około 40 procent respondentów poparło użycie siły, 42 procent było przeciw, a reszta nie potrafiła zająć stanowiska. Wyniki ponownie różniły się w zależności od przynależności partyjnej: 74% republikanów poparło atak, w porównaniu do 13% demokratów i 34% niezależnych. Jednocześnie aż 63 procent badanych uznało, że operacja powinna była uzyskać zgodę Kongresu, jednak tu również widoczny jest wyraźny podział polityczny. Tylko jedna czwarta republikanów uważa, że administracja Trumpa powinna była zwrócić się o zgodę do Kongresu. Wśród demokratów ten pogląd podziela aż 94 procent respondentów, a wśród niezależnych - 70 procent.

Demokratyczni ustawodawcy ostro skrytykowali prezydenta za pominięcie konstytucyjnych procedur. W ich ocenie był to kolejny przykład przekraczania uprawnień władzy wykonawczej i lekceważenia roli Kongresu w kwestiach wojny i pokoju.

Maduro przed amerykańskim sądem

Badanie „The Washington Post” pokazało także, że około połowa Amerykanów uważa, iż Maduro powinien stanąć przed sądem w USA pod zarzutami związanymi z handlem narkotykami. Były prezydent Wenezueli nie przyznał się do winy, odrzucając m.in. oskarżenia o narkoterroryzm i spisek mający na celu przemyt kokainy. Podczas pierwszego wystąpienia przed sądem w Nowym Jorku określił się jako „uczciwy człowiek” i „jeniec wojenny”. Kolejna rozprawa została wyznaczona na 17 marca.

Wszystko wskazuje na to, że choć operacja wojskowa dobiegła końca, polityczne i społeczne konsekwencje tej decyzji będą w USA przedmiotem gorącej debaty jeszcze przez długi czas.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor