----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

13 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Zaufanie Amerykanów do własnego rządu znalazło się dziś blisko najniższego poziomu od kilkudziesięciu lat. W czasie, gdy notowania prezydenta Donalda Trumpa i Kongresu pozostają wyraźnie „pod kreską”, a debatę publiczną zdominowały konflikty, kontrowersje i obawy o kierunek, w jakim zmierza kraj, coraz mniej obywateli wierzy, że władza federalna działa w ich interesie.

Z najnowszych badań Pew Research Center wynika, że jedynie 17 procent Amerykanów ufa rządowi w Waszyngtonie, że postępuje właściwie „niemal zawsze” lub „przez większość czasu”. To spadek o pięć punktów procentowych w porównaniu z rokiem 2024 i wynik bliski historycznemu minimum, odkąd pytanie to zaczęto zadawać w połowie XX wieku.

Choć obecny poziom zaufania może wydawać się szokująco niski, sam problem nie jest nowy. Według danych Pew, od ponad 40 lat zaufanie do rządu rzadko przekracza 50 procent, a przez ostatnie dwie dekady niemal stale utrzymuje się poniżej 30 procent. Jedynym wyraźnym wyjątkiem był krótki okres po zamachach z 11 września 2001 roku.

Czasy, gdy rządowi wierzono

Trudno dziś uwierzyć, że w 1958 roku niemal trzy czwarte Amerykanów deklarowało zaufanie do rządu federalnego. Sześć lat później, w 1964 roku, odsetek ten był jeszcze wyższy i sięgał 77 procent.

Robert Putnam, politolog i autor książki Bowling Alone, tłumaczy ten poziom zaufania doświadczeniami pokolenia, które przeżyło Wielki Kryzys i II wojnę światową. Dla wielu ludzi rząd był wówczas instytucją, która pomogła krajowi podnieść się z gospodarczego załamania, wygrać globalny konflikt i pokonać nazizm. W ich oczach władza federalna niemal nie mogła się mylić.

Także w latach poprzedzających gwałtowny spadek zaufania polityka państwa wzmacniała to przekonanie. Administracja Lyndona B. Johnsona realizowała ambitny program „Wielkiego Społeczeństwa”, wprowadzając reformy socjalne i ustawodawstwo mające poprawić jakość życia obywateli. To wtedy powstały Medicare i Medicaid, a w odpowiedzi na presję ruchu praw obywatelskich uchwalono przełomową ustawę o prawach wyborczych, która miała położyć kres dyskryminacji rasowej przy urnach.

Wojna w Wietnamie jako punkt zwrotny

Gwałtowne załamanie zaufania przyszło pod koniec lat 60. i w latach 70., a jego symbolem stała się wojna w Wietnamie. Jak podkreśla historyczka Lien-Hang T. Nguyen z Uniwersytetu Columbia, konflikt ten obnażył skalę manipulacji i nieprawdy ze strony kolejnych administracji.

„Przed wojną w Wietnamie Amerykanie generalnie wierzyli, że ich przywódcy będą skutecznie rządzić, wygrywać wojny i kontynuować rozwój USA” – powiedziała w wywiadzie dla TIME Nguyen, specjalizująca się w wojnie w Wietnamie.

Prezydenci od Harry’ego Trumana po Geralda Forda oraz ich doradcy mieli – według badaczy – zaciemniać obraz sytuacji, podejmować błędne decyzje lub wprost wprowadzać opinię publiczną w błąd co do rzeczywistych celów i kosztów wojny. To właśnie wtedy Amerykanie zaczęli tracić wiarę w to, że ich przywódcy mówią prawdę i działają w dobrej wierze.

Dane sondażowe pokazują, jak gwałtowna była ta zmiana. Zaledwie rok po uchwaleniu kluczowych reform społecznych Johnsona zaufanie do rządu spadło z 77 procent w 1964 roku do 65 procent w 1966. I nigdy już nie wróciło do tamtych poziomów.

Johnson, który w kampanii wyborczej obiecywał, że nie wyśle amerykańskich chłopców na wojnę za granicę, ogłosił eskalację działań wojennych w Wietnamie niemal równocześnie z podpisywaniem historycznych ustaw. Zdaniem Putnama to właśnie to złamanie obietnicy odpowiadało za znaczną część nagłego spadku zaufania.

W 1965 roku rozpoczęła się operacja Rolling Thunder, a do Da Nang trafiły pierwsze oddziały bojowe. W całym kraju wybuchły protesty, na uczelniach organizowano tzw. teach-ins, a marsz na Waszyngton przeciwko wojnie w Wietnamie stał się największą demonstracją pokojową w historii USA. Telewizyjne relacje z frontu sprawiły, że coraz więcej Amerykanów uznało wysłanie wojsk za błąd.

Watergate i ostateczny cios

Drugim momentem, który poważnie nadwyrężył zaufanie do władzy, była afera Watergate. Włamanie do siedziby Partii Demokratycznej w 1972 roku i późniejsze ujawnienie udziału Białego Domu w tuszowaniu sprawy doprowadziły do dymisji prezydenta Richarda Nixona.

Na początku jego pierwszej kadencji, w 1970 roku, 54 procent Amerykanów deklarowało zaufanie do rządu. Gdy Nixon opuszczał urząd w 1974 roku, odsetek ten spadł do 36 procent. Jak zauważa Putnam, ludzie ufają rządowi tylko wtedy, gdy ten okazuje się godny zaufania – a Watergate stała się symbolem instytucjonalnego kłamstwa.

Zaufanie, które nie wróciło

Od tamtej pory zaufanie do rządu nigdy w pełni się nie odbudowało. Zdarzały się momenty względnej poprawy, gdy wskaźniki zbliżały się do 45 procent, a po zamachach z 11 września na krótko przekroczyły 50 procent. Szybko jednak ponownie spadły, gdy Stany Zjednoczone pogrążyły się w długotrwałych wojnach w Afganistanie i Iraku.

Dziś kolejne pokolenia dorastają już w rzeczywistości chronicznej nieufności wobec instytucji federalnych. Putnam przewiduje, że będzie to miało długofalowy wpływ na sposób, w jaki młodsi Amerykanie postrzegają państwo.

"Ludzie stali się bardziej cyniczni" – mówi badacz. "Kłamstwo prezydenta za czasów Clintona czy Trumpa nie wywołuje już takiego wstrząsu, jak kłamstwa Johnsona w sprawie Wietnamu czy Nixona podczas Watergate".

To właśnie wtedy, pół wieku temu, pękła więź zaufania między obywatelami a rządem – i do dziś nie została w pełni odbudowana.

Na podst. time.com

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor