----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

27 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Zimą zwykle skupiamy się na jednym: jak przetrwać mróz. Ubieramy się warstwami, chronimy twarz przed wiatrem, sprawdzamy prognozy. Tymczasem w cieniu rekordowo niskich temperatur czai się zagrożenie, o którym rzadko myślimy – skrajnie suche powietrze i cichy proces odwodnienia, który może dotknąć każdego, gdy na zewnątrz panuje siarczysty mróz.

W Chicago najlepiej było to widać 20 stycznia. Prognozy zapowiadały opady śniegu, na radarach widać było chmury, kamery rejestrowały płatki lecące z nieba. A jednak śnieg… nigdy nie dotarł do ziemi. Jak wyjaśnia główny meteorolog WGN Demetrius Ivory, powietrze było tak suche, że opady dosłownie wyparowały, zanim zdążyły spaść na chodniki i ulice. Opady zostały pochłonięte przez suchą atmosferę.

To, co dla meteorologów jest ciekawym zjawiskiem, dla naszego organizmu może być realnym problemem. Dr Jeffrey Bohmer z Northwestern Medicine zwraca uwagę, że poziom wilgotności przy takich mrozach osiąga wartości spotykane… na Saharze. Gdy na zewnątrz jest około minus 12 stopni Celsjusza, a zimne powietrze trafia do ogrzewanych mieszkań i zostaje podgrzane do 20 stopni, wilgotność spada nawet do pięciu procent. To poziom ekstremalny, z którym ludzki organizm radzi sobie coraz gorzej.

Pierwsze objawy widać na skórze. Pojawia się pieczenie, pęknięcia, zaczerwienienia, a przy dłuższym kontakcie z zimnem nawet odmrożenia. Ale prawdziwe problemy zaczynają się głębiej, wewnątrz organizmu. Błona śluzowa nosa wysycha i pęka, co prowadzi do częstych krwawień. Na oddziałach ratunkowych lekarze widzą w takich dniach wyraźny wzrost pacjentów z tym właśnie problemem.

Jeszcze gorzej reagują drogi oddechowe. U osób z astmą i przewlekłą obturacyjną chorobą płuc suche, mroźne powietrze może wywoływać zaostrzenia objawów. Kaszel, duszność, uczucie pieczenia w klatce piersiowej – wszystko to nasila się, gdy oddychamy powietrzem niemal pozbawionym wilgoci.

Najbardziej podstępne jest jednak odwodnienie. W zimie rzadziej czujemy pragnienie, bo organizm nie sygnalizuje go tak wyraźnie jak latem. Tymczasem w suchym powietrzu tracimy wodę znacznie szybciej – przez skórę, oddech i śluzówki. „Trzeba być bardziej proaktywnym i bardziej świadomym” – podkreśla dr Bohmer. Jego rada jest prosta i bardzo dosadna: jeśli kolor moczu staje się ciemniejszy, to znak, że organizm już jest odwodniony. A jeśli czekamy na uczucie pragnienia, to w rzeczywistości reagujemy za późno.

Pomocne bywa ograniczanie kontaktu z suchym, mroźnym powietrzem. Zakrywanie ust i nosa szalikiem lub maską sprawia, że wdychane powietrze staje się nieco cieplejsze i bardziej wilgotne, co łagodzi podrażnienia dróg oddechowych. W domu coraz częściej ratuje nas nawilżacz powietrza. Każdy sposób na podniesienie wilgotności – nawet prosty pojemnik z wodą postawiony przy kaloryferze – może przynieść ulgę skórze, zatokom i całemu organizmowi.

Na szybkie zmiany nie ma jednak co liczyć. Jak mówi Demetrius Ivory, suche powietrze pozostanie z nami prawdopodobnie do końca zimy. To element sezonu, który nie znika wraz z ustąpieniem największych mrozów.

W takich warunkach dbanie o nawodnienie przestaje być drobną radą, a staje się jednym z podstawowych elementów zimowego bezpieczeństwa. Bo choć zimą rzadziej myślimy o piciu wody, to właśnie wtedy organizm najbardziej jej potrzebuje – nawet jeśli za oknem panuje arktyczny chłód.

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor