Przez dekady Stany Zjednoczone uchodziły za najbezpieczniejszą przystań dla światowego kapitału. Dolar nadal dominuje w międzynarodowych płatnościach, ale obraz ten zaczyna się komplikować. Rosnący dług publiczny, sięgający około 40 bilionów dolarów oraz wykorzystywanie sankcji finansowych jako narzędzia polityki zagranicznej skłaniają inne kraje do szukania alternatyw. Chcą być przygotowane na sytuację, w której Waszyngton użyje swojej gospodarczej przewagi również przeciwko nim.
Rynek obligacji daje sygnały ostrzegawcze
Kiedy rząd Stanów Zjednoczonych potrzebuje pieniędzy, sprzedaje obligacje. Kupują je fundusze, banki i zagraniczne rządy, ponieważ amerykański rynek jest ogromny, a dolar powszechnie używany. Dzięki temu USA mogą finansować swoje potrzeby na skalę niedostępną dla większości państw. Ta pozycja opiera się jednak również na zaufaniu.
Rentowność dziesięcioletnich obligacji przekroczyła w tym tygodniu 5 procent, osiągając najwyższy poziom od 2007 roku. Wyższa rentowność oznacza, że inwestorzy oczekują większego zysku za pożyczenie pieniędzy rządowi. Przyczyn może być kilka: obawy o inflację, oczekiwania dotyczące stóp procentowych, ale także niepokój o skalę przyszłego zadłużenia.
Dla budżetu federalnego ma to konkretne znaczenie. Nowe obligacje trzeba sprzedawać na mniej korzystnych warunkach, a zastępowanie nimi papierów, których termin spłaty dobiega końca, może stopniowo podnosić wydatki na odsetki. Rentowność obligacji skarbowych jest również ważnym punktem odniesienia dla rynku kredytów hipotecznych i pożyczek dla firm. Jeśli pozostanie wysoka, skutki mogą odczuć nie tylko inwestorzy, lecz także gospodarstwa domowe.
Departament Skarbu zwiększył skalę skupu części starszych obligacji. Przedstawia te operacje jako sposób na usprawnienie handlu nimi. Nie są one same w sobie dowodem, że rząd nie może znaleźć nabywców na nowy dług. Pokazują jednak, jak wiele uwagi władze poświęcają sprawnemu działaniu rynku, od którego zależy finansowanie państwa.
Dolar dominuje, lecz inne kraje szukają planu B
Udział dolara w światowych rezerwach walutowych wyniósł na początku 2026 roku 57,1 procent, wobec 56,4 procent pod koniec ubiegłego roku. Międzynarodowy Fundusz Walutowy zwraca jednak uwagę, że za około połowę tego wzrostu odpowiadało umocnienie dolara wobec innych walut. Dane nie wskazują więc na nagły powrót banków centralnych do amerykańskiej waluty. Nie pokazują też gwałtownej ucieczki od niej. Należy jednak do takich danych podchodzić ostrożnie, gdyż chwilowy wzrost niekoniecznie oznacza odwrócenie długoterminowego trendu dywersyfikacji, który trwa od dekady (jeszcze w 2015 roku udział dolara sięgał 64 procent).
Podobnej ostrożności wymaga wiadomość o złocie. W 2025 roku wartość złota w światowych rezerwach przewyższyła wartość amerykańskich obligacji skarbowych znajdujących się w oficjalnych rezerwach zagranicznych. Według MFW przesądził o tym niemal wyłącznie wzrost ceny kruszcu, a nie masowe zastępowanie obligacji nowymi zakupami złota.
Są jednak również decyzje dotyczące miejsca przechowywania rezerw. Holenderski bank centralny przeniósł około 86 ton złota z USA i Kanady do Londynu. Wyjaśnił, że chce lepiej rozłożyć ryzyko i mieć łatwiejszy dostęp do kruszcu w razie kryzysu, wskazując przy tym na rosnący niepokój geopolityczny. Francuski bank centralny zastąpił z kolei złoto przechowywane w Nowym Jorku sztabami spełniającymi aktualne standardy obrotu i umieścił je w Paryżu. Podał jako powód modernizację swoich zasobów. Te dwie operacje mają różne uzasadnienia, ale pokazują, że nawet miejsce przechowywania złota podlega dziś ponownej ocenie.
Sankcje jako broń obosieczna
Dolar daje Stanom Zjednoczonym wyjątkową możliwość nakładania sankcji finansowych. Ponieważ znaczna część międzynarodowych płatności przechodzi przez system powiązany z USA, ograniczenie dostępu do niego może dotkliwie uderzyć w objęty sankcjami kraj. To potężne narzędzie, ale jego częste używanie daje innym państwom powód, by szukać dróg, na które Waszyngton ma mniejszy wpływ.
Jedną z nich mogą być nowe systemy płatnicze. W odpowiedzi Chiny rozwijają własną platformę rozliczeń transgranicznych z udziałem Hongkongu, Tajlandii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Arabii Saudyjskiej. Jest ona jeszcze daleka od zastąpienia istniejącego systemu, lecz pokazuje kierunek poszukiwań: szybsze płatności i mniejszą zależność od tradycyjnych pośredników. Jednocześnie Rosja i Indie pracują nad wykorzystaniem cyfrowych walut banków centralnych do rozliczania handlu między sobą.
Żaden z tych sygnałów osobno nie zapowiada końca dominacji dolara. Amerykańskie rynki nadal przyciągają kapitał, a wiarygodnej waluty zdolnej szybko przejąć jego rolę nie widać. Suma tych zjawisk, czyli rosnące rentowności, transfery złota, rozwój alternatywnych systemów płatniczych, świadczy jednak o czymś ważniejszym: świat traktuje dziś Stany Zjednoczone jako potęgę, której trzeba ufać nieco mniej bezwarunkowo niż jeszcze dekadę temu, i coraz chętniej buduje sobie zabezpieczenie na wypadek, gdyby ta ufność miała zostać nadszarpnięta.
na podst. NYT, MFW, US Treasury Department