----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

16 września 2026

Udostępnij znajomym:

W 1991 roku Stany Zjednoczone zgromadziły międzynarodową koalicję, uzyskały poparcie ONZ i w ciągu kilku tygodni wyparły armię Saddama Husajna z Kuwejtu. Związek Radziecki się rozpadał, Chiny dopiero rozpoczynały gospodarczy awans, a żaden kraj nie mógł skutecznie zakwestionować amerykańskiej przewagi. Był to prawdopodobnie najwyższy punkt Pax Americana. Dziś ten porządek jeszcze istnieje, ale powoli zanika.

Pax Americana nigdy nie oznaczała świata bez wojen. Był to system z USA jako głównym organizatorem i gwarantem. Amerykańska marynarka strzegła szlaków handlowych, dolar stanowił podstawę światowych finansów, a Waszyngton budował sojusze i utrzymywał bazy na wielu kontynentach i miał decydujący wpływ na najważniejsze instytucje międzynarodowe.

USA nadal mają największą nominalnie gospodarkę, najpotężniejszą armię i sieć sojuszy. Nie są już jednak w stanie samodzielnie ustalać zasad, których reszta świata będzie przestrzegać bez sprzeciwu.

Od zwycięstwa do kosztownej okupacji

Pierwsza wojna w Zatoce Perskiej była pokazem amerykańskiej siły w najbardziej przekonującej formie: jasny cel, szeroka koalicja, a po zwycięstwie żadnej próby okupacji Iraku.

Dwanaście lat później, w 2003 roku, USA i sojusznicy znów szybko pokonali iracką armię, ale upadek reżimu Saddama okazał się początkiem problemów, nie ich końcem. Okupacja trwała latami, pochłonęła ogromne środki i tysiące ofiar. Instytucje państwa zostały osłabione, kraj pogrążył się w przemocy, a Iran zyskał wpływy, których wcześniej nie miał. Ameryka wygrała wojnę militarną, nie osiągnęła jednak większości celów politycznych.

Irak pokazał ograniczenia potęgi militarnej: nowoczesna armia może obalić rząd, ale niekoniecznie potrafi zbudować stabilne państwo. Irak i Afganistan osłabiły też gotowość Amerykanów do kolejnych długich wojen, a wśród sojuszników wywołały pytania o skutki decyzji Waszyngtonu.

Kiedy Ameryka walczyła, Chiny rosły

Gdy USA angażowały uwagę, pieniądze i wojsko na Bliskim Wschodzie, Chiny przechodziły największą gospodarczą transformację naszych czasów. Na początku lat 80. ich gospodarka miała wartość kilkuset miliardów dolarów. Dziś to druga gospodarka świata według kursów rynkowych i największa według parytetu siły nabywczej. Pekin kontroluje znaczną część produkcji elektroniki, baterii i paneli słonecznych, ma największy przemysł stoczniowy i szybko rozwija najważniejsze nowe technologie.

Dawne prognozy o rychłym wyprzedzeniu USA pod każdym względem się nie sprawdziły. W 2024 roku nominalna wartość chińskiej gospodarki wynosiła ok. 18,5 bln dolarów wobec niemal 29 bln po stronie amerykańskiej. Chiny mierzą się jednak z kryzysem nieruchomości, zadłużeniem, słabą konsumpcją i starzeniem się społeczeństwa.

Nie jest to jednak dowód, że chińskie wyzwanie minęło. Chiny nie muszą dorównać USA w każdej dziedzinie, by zmienić układ sił. Wystarczy, że ograniczą swobodę działania Ameryki w Azji i zaoferują alternatywę państwom, które nie chcą całkowicie polegać na Waszyngtonie.

Wojskowe miliardy nie są sobie równe

W 2024 roku USA przeznaczyły na wojsko około 997 mld dolarów, a Chiny około 314 mld. Oznaczałoby to ponad trzykrotną przewagę Ameryki, ale w praktyce różnica jest mniejsza, ponieważ produkcja sprzętu i utrzymanie armii kosztują w Chinach mniej, a USA finansują globalną sieć baz. Po uwzględnieniu cen w sektorze obronnym chińskie wydatki mogą odpowiadać 470–540 mld dolarów w warunkach amerykańskich.

Podobnie jest z Rosją. Jej wydatki w 2024 roku wynosiły według kursu rynkowego ok. 146 mld dolarów, ale po uwzględnieniu rosyjskich cen szacuje się je na ok. 462 mld dolarów. Takie przeliczenia nie mierzą jakości armii, ale pokazują, że zestawienia oparte wyłącznie na dolarach wyolbrzymiają przewagę USA. Ma to znaczenie zwłaszcza w pobliżu chińskiego wybrzeża, gdzie Pekin korzystałby z baz lądowych, krótkich linii zaopatrzenia i dużego arsenału rakietowego, podczas gdy USA musiałyby przerzucać siły przez Pacyfik.

Wojna z Iranem zmienia kalkulacje

Konflikt ten jest kolejnym testem amerykańskiej potęgi. USA i Izrael zadały Iranowi poważne straty, uszkodziły część jego infrastruktury nuklearnej i osłabiły siły zbrojne, ale nie doprowadziły do szybkiego zakończenia konfliktu ani upadku reżimu. Iran zachował zdolność odpowiadania rakietami, dronami i cyberatakami, a państwa Zatoki, które od dekad traktowały amerykańskie bazy jako gwarancję bezpieczeństwa, same znalazły się w zasięgu odwetu.

Nie oznacza to zerwania współpracy z Ameryką. Ani Chiny, ani Rosja nie mogą zaoferować regionowi porównywalnej ochrony. Zmienił się jednak sposób myślenia. Państwa regionu coraz rzadziej opierają bezpieczeństwo na jednym partnerze, łącząc współpracę wojskową z USA z handlem z Chinami i rozmowami z Rosją. To jeszcze nie zmiana stron, lecz zabezpieczanie się na różne możliwości w świecie, w którym amerykańskie gwarancje pozostają ważne, ale nie dają już takiego poczucia bezpieczeństwa jak dawniej.

Świat bez nowego lidera

Pax Americana jeszcze nie zniknęła, bo amerykańska armia pozostaje najsilniejsza, dolar dominuje w finansach, a sojusze USA nie mają odpowiednika. Zanika jednak okres, w którym ta przewaga wystarczała do samodzielnego wyznaczania zasad. W 1991 roku Waszyngton potrafił zbudować koalicję, wygrać krótką wojnę i osiągnąć jasny cel. W 2003 roku zwycięstwo militarne zamieniło się w kosztowną okupację. W 2026 roku konflikt z Iranem pokazał sojusznikom, że amerykańska obecność może jednocześnie chronić i wystawiać na niebezpieczeństwo.

Historia ostrzega, dokąd prowadzą takie rywalizacje o pozycję hegemona. Ponad 2400 lat temu Tukidydes pisał, że to strach Sparty przed rosnącą potęgą Aten uczynił wojnę nieuniknioną. To zjawisko prof. Graham Allison nazwał „pułapką Tukidydesa”. Wśród 16 wskazanych przez niego podobnych przypadków historycznych dwanaście zakończyło się wojną. Dobór tych przykładów jest wprawdzie krytykowany przez część historyków, ale sama teoria pozostaje ważnym ostrzeżeniem. Największym zagrożeniem bywa przy tym nie świadomie zaplanowany konflikt, lecz drobny incydent lub błędna kalkulacja. Dziś ryzyko takie jest największe wokół Tajwanu.

Nie wiadomo, kiedy historycy uznają erę Pax Americana za zakończoną. Takie porządki rzadko znikają jednego dnia. Słabną wraz z kolejnymi wojnami, utratą zaufania, wzrostem konkurentów i pojawianiem się alternatywnych układów.

Najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy światowy porządek się zmieni, bo on już się zmienia. Pytanie brzmi, czy największe mocarstwa potrafią przeprowadzić tę zmianę bez kolejnej wielkiej wojny.

Na podst. SIPRI, IISS, IMF, Bank Światowy, Belfer Center for Science and International Affairs, „The National Interest” oraz archiwum własne. Opr. Rafał Jurak

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor