Kiedy Mike Trucano z Wirginii usłyszał, że przyszłoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej wracają do Stanów Zjednoczonych, był zachwycony. Dla niego i jego rodziny to miało być wielkie święto. „Byliśmy po prostu podekscytowani, że mundial znów odbędzie się tutaj” – mówi.
Trucano to wielki fan piłki nożnej. Od 1994 roku, gdy USA po raz ostatni gościły mistrzostwa, nie opuścił żadnego mundialu – odwiedził osiem turniejów na czterech kontynentach, od Korei Południowej po RPA. Widział na własne oczy legendarne bramki: trafienie Landona Donovana w ostatnich minutach meczu z Algierią w 2010 roku, które dało Amerykanom awans, czy bramkę Briana McBride’a przeciwko Portugalii w 2002 roku.
Nic więc dziwnego, że chciał zabrać na przyszłoroczny mundial całą rodzinę – żonę, dwoje dzieci i 80-letniego ojca. Entuzjazm zgasł jednak w chwili, gdy zobaczył ceny biletów, jakie FIFA planuje wprowadzić.
Rekordowe ceny już od fazy grupowej
Większość miejsc na meczach fazy grupowej ma kosztować kilkaset dolarów, a tylko niewielka część – około 60 dolarów. To znacznie drożej niż na mundialu w Katarze, gdzie bilety na tym samym etapie kosztowały od 11 do 200 dolarów.
Za mecze reprezentacji USA trzeba będzie zapłacić jeszcze więcej. Najlepsze miejsca na pierwszy mecz Amerykanów kosztują ponad 2 700 dolarów, czyli więcej niż najdroższe bilety na finał w Katarze.
„Pięć osób i tysiąc dolarów od głowy? To pięć tysięcy! W dzisiejszej gospodarce to absolutnie nierealne” – mówi z niedowierzaniem Trucano.
W późniejszych fazach turnieju ceny rosną jeszcze bardziej. Na niektóre mecze fazy pucharowej trzeba będzie wydać kilka tysięcy dolarów, a bilety na finał w New Jersey mają kosztować ponad 6 300 dolarów. Dla porównania, najdroższe miejsca na finale w Katarze kosztowały równowartość ok. 1 600 dolarów.
Nowe zasady sprzedaży i „prawo do zakupu”
FIFA wprowadza również zmiany w sposobie sprzedaży. Pojawi się tzw. dynamiczne ustalanie cen, co oznacza, że bilety będą drożeć w zależności od popytu.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest nowy produkt: „Right to Buy” (RTB) – czyli prawo do zakupu biletu na wybrany mecz. Samo prawo kosztuje setki, a nawet tysiące dolarów, i nie obejmuje jeszcze właściwego biletu. FIFA ustali jego cenę dopiero później.
Dla wielu fanów to już za dużo. „To czyste szaleństwo” – mówi Jim Waian z Kalifornii, kolejny zapalony kibic, który był na siedmiu mundialach i sześciu finałach, w tym w 1998 roku w Paryżu, gdy Francja pokonała Brazylię. „To o wiele więcej niż chciałbym wydać. Za te pieniądze można kupić coś, co przynajmniej starczy na dłużej niż dwie godziny” – dodaje.
FIFA tłumaczy się „rynkiem amerykańskim”
W oświadczeniu dla stacji NPR, FIFA wyjaśniła, że dostosowuje ceny do „realiów rynku w USA”. Oglądanie sportu w Ameryce zawsze było drogie – według „The Athletic” średni bilet na mecz NFL kosztuje prawie 300 dolarów.
Federacja podkreśla również, że ponad 90 procent przychodów z mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku zostanie przeznaczone na rozwój piłki nożnej na całym świecie. „Jako organizacja non profit, FIFA reinwestuje zyski w rozwój futbolu męskiego, kobiecego i młodzieżowego we wszystkich 211 federacjach członkowskich” – napisano w oświadczeniu.
Ale fani pozostają sceptyczni. „Wszystko, co zrobili do tej pory, pokazuje, że chodzi im wyłącznie o maksymalizację zysków, o nic więcej” – ocenia Waian.
Rozczarowanie wśród kibiców
Trucano przyznaje, że teraz nie wie, co zrobić. Czy ma pojechać sam? Czy musi wybierać między żoną, ojcem i dziećmi? „Muszę się naprawdę zastanowić, kogo zabrać, a kogo… niestety nie” – mówi z żalem.
FIFA planuje sprzedawać bilety w kilku etapach aż do przyszłorocznego turnieju, więc istnieje szansa, że ceny jeszcze spadną. Na razie jednak wśród kibiców dominuje złość i rozczarowanie.
„Myślą o nas jak o klientach z grubymi portfelami” – mówi Trucano. – „Jakby chcieli wycisnąć z nas tyle, ile się da. A to nie służy nikomu”.
Przez dekady tacy kibice jak Trucano i Waian podróżowali po całym świecie, by oglądać mecze mundialu. Teraz, gdy turniej wreszcie odbywa się w ich własnym kraju, może się okazać, że będą musieli oglądać go… z kanapy własnego domu.