----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

25 września 2026

Udostępnij znajomym:

Na płycie bazy lotniczej pod Waszyngtonem rozwinięto czerwony dywan, a po obu jego stronach ustawili się żołnierze z flagami USA i Chin. U stóp schodów stał prezydent Stanów Zjednoczonych, patrząc w górę w drzwi samolotu, którym przyleciał z wizytą przywódca Państwa Środka. Tym samym Donald Trump stał się pierwszym prezydentem od 1962 roku, który osobiście witał zagranicznego przywódcę w bazie wojskowej Joint Base Andrews.

Amerykańscy prezydenci zwykle witają zagranicznych przywódców dopiero w Białym Domu. Jonathan Lemire z „The Atlantic” uznał osobiste przybycie Trumpa na lotnisko za niezwykły przejaw uniżoności wobec chińskiego przywódcy. Dla Trumpa mogła to być również część jego sposobu prowadzenia dyplomacji, czyli budowania osobistej relacji przed trudnymi rozmowami.

Podczas wizyty pojawiło się wiele tematów, od handlu i sztucznej inteligencji po Tajwan i wojnę z Iranem. Jeden z najważniejszych dotyczył jednak pytania, jak rywalizować, by nie doprowadzić do starcia militarnego. W tej sprawie Xi przedstawił swoją wizję stosunków z USA, a Trump pokazał, że zależy mu na utrzymaniu rozmów, choć oba państwa pozostają konkurentami.

Powitanie, jakiego nie było od dekad

Xi wezwał do częstszych i szczerych kontaktów między rządami. Mówił też o regularnym dialogu wojskowym oraz sprawniejszych sposobach porozumiewania się w razie kryzysu. Takie kanały mogą mieć znaczenie, gdy dojdzie do niebezpiecznego spotkania okrętów lub samolotów obu państw. Zanim przywódcy dowiedzą się, co rzeczywiście zaszło, błędna ocena sytuacji mogłaby wywołać reakcję trudną do powstrzymania.

Chiński przywódca przekonywał, że oba kraje mogą uniknąć „pułapki Tukidydesa”. Tym określeniem opisuje się napięcie powstające wtedy, gdy rosnąca potęga zaczyna zagrażać pozycji dotychczasowego lidera. Xi twierdzi, że rozwój Chin i pomyślność Ameryki mogą iść w parze. Nawiązał nawet do hasła Trumpa o ponownym uczynieniu USA wielkimi. Była to propozycja pokojowego współistnienia, ale również apel, by Waszyngton uznał Chiny za mocarstwo, z którym trzeba ustalać reguły rywalizacji.

Trump przyjął gościa bardzo serdecznie. Mówił o „naprawdę wielkiej przyjaźni” i postępach w rozwiązywaniu problemów między oboma krajami. Zapowiedział rozmowy o bezpieczeństwie, technologii i sztucznej inteligencji. Po spotkaniu w Gabinecie Owalnym ocenił je jako bardzo udane. Jego podejście ma też praktyczny wymiar, bo Amerykanom zależy na sprzedaży do Chin produktów rolnych i samolotów, a przewidywalne stosunki handlowe mają znaczenie dla firm oraz cen płaconych przez konsumentów.

Pojawił się już jeden konkretny krok. Tuż przed wizytą amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent ogłosił dwumiesięczne przedłużenie rozejmu handlowego, który miał wygasnąć w listopadzie. Pozwala to obu stronom nadal negocjować bez natychmiastowego powrotu do ostrzejszej wojny celnej. To korzystne także dla USA, choć samo przedłużenie rozejmu nie rozwiązuje sporu o dostęp do chińskiego rynku ani nie gwarantuje realizacji wcześniejszych zapowiedzi zakupów amerykańskich towarów.

Serdeczne powitanie nie oznacza, że Trump zrezygnował z narzędzi nacisku. Jego administracja nadal ogranicza Chinom dostęp do najbardziej zaawansowanych technologii, w tym sprzętu potrzebnego do produkcji układów scalonych. Waszyngton chce zachować przewagę w rozwoju sztucznej inteligencji. Xi mówi natomiast, że technologia ta powinna pozostawać pod ludzką kontrolą, i sprzeciwia się amerykańskim ograniczeniom. Oba państwa mogą więc rozmawiać o zagrożeniach związanych z AI, jednocześnie ostro konkurując o jej rozwój.

Tajwan i technologie jako granice przyjaźni

Najtrudniejszą próbą dla wezwania Xi do pokojowego współistnienia pozostaje Tajwan. W rozmowie z Trumpem chiński przywódca zaapelował o ostrożność i sprzeciw wobec niepodległości wyspy. Pekin uważa ją za część Chin, natomiast USA dostarczają Tajwanowi broń do samoobrony. Trump zatwierdzał już takie dostawy, choć kolejne zakupy stały się przedmiotem napięć przed szczytem. Stały kontakt między amerykańskim i chińskim wojskiem mógłby ograniczyć ryzyko przypadkowego starcia. Nie rozstrzygnie jednak sporu o przyszłość wyspy.

Nie wszyscy w USA są przekonani, że osobista serdeczność Trumpa pomoże w negocjacjach. Nicholas Burns, były ambasador USA w Chinach, ocenił niedawno, że prezydent jest zbyt łagodny wobec Xi. Jego zdaniem Waszyngton powinien pokazywać większą stanowczość, choć równocześnie dążyć do pokojowych relacji. Burns zwraca uwagę, że Xi chce zwiększać wpływy Chin na świecie, a Stany Zjednoczone postrzega jako przeszkodę na tej drodze.

Trump stawia na rozmowę i osobisty kontakt, Xi zaś jasno przedstawia warunki, na jakich chciałby prowadzić rywalizację. Dla obu stron utrzymanie pokoju jest sukcesem. O tym, czy za uroczystym powitaniem pójdą trwałe rezultaty, przesądzą jednak szczegóły dotyczące bezpieczeństwa, Tajwanu i handlu, co na pewno jeszcze przez jakiś czas będzie przedmiotem analiz i sporów.

Źródła: The Guardia”, The Atlantic, Associated Press, Reuters, PBS

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor