----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

08 stycznia 2026

Udostępnij znajomym:

Od izolacjonizmu do interwencjonizmu

Działania administracji Donalda Trumpa w Ameryce Łacińskiej i Arktyce spotkały się z poparciem części amerykańskiego społeczeństwa, w tym wyborców oczekujących bardziej stanowczej polityki wobec karteli narkotykowych, autorytarnych reżimów oraz rywali geopolitycznych Stanów Zjednoczonych. Z perspektywy Białego Domu są one realizacją hasła „America First” poprzez eliminowanie zagrożeń u źródeł, ograniczanie migracji oraz wzmacnianie bezpieczeństwa narodowego USA.

Jednocześnie jednak dla części sojuszników i analityków skala i charakter tych działań rodzą pytania o granice amerykańskiego zaangażowania zagranicznego. Operacja militarna poza USA, groźby interwencji wobec kolejnych krajów Ameryki Łacińskiej oraz deklaracje dotyczące kontroli nad terytorium europejskiego sojusznika z NATO są przez krytyków postrzegane jako odejście od retoryki kampanii wyborczej z 2024 roku, w której Trump zapowiadał ograniczenie „niekończących się wojen” i koncentrację na sprawach wewnętrznych.

Spór ten – między zwolennikami twardej polityki siły a jej krytykami – wyznacza dziś ramy debaty o kierunku amerykańskiej polityki zagranicznej. Świat próbuje zrozumieć, jak daleko może się posunąć USA w realizacji swoich ambicji terytorialnych i geopolitycznych. Wydarzenia ostatnich dni rzucają nowe światło na przyszłość ładu międzynarodowego, NATO i zasad suwerenności państwowej.

Wenezuela: od operacji militarnej do niepewności politycznej

Prawie tydzień po przeprowadzonej przez Stany Zjednoczone operacji militarnej, w wyniku której schwytano i wywieziono z kraju prezydenta Nicolása Maduro, Wenezuela pozostaje w stanie głębokiej niepewności politycznej. Mimo że diaspora wenezuelska w Miami świętowała obalenie dyktatora, a Donald Trump zapowiedział czasową obecność USA do momentu „bezpiecznej transformacji”, przyszłość kraju pozostaje niejasna.

Operacja była efektem wielomiesięcznych przygotowań, obejmujących działania dyplomatyczne, prawne i wojskowe. W 2025 roku USA zaostrzyły presję na reżim Maduro, zwiększając nagrodę za informacje na jego temat, uznając część struktur przestępczych za organizacje terrorystyczne oraz wzmacniając obecność militarną u wybrzeży Wenezueli.

Maduro został przewieziony do Stanów Zjednoczonych, gdzie stanął przed sądem pod zarzutami związanymi z handlem narkotykami i narkoterroryzmem. Tymczasowo władzę przejęła wiceprezydent Delcy Rodríguez, jednak nawet przeprowadzenie nowych wyborów pozostaje pod znakiem zapytania. Jak zauważa Christopher Sabatini z think tanku Chatham House: „USA pozbawiły Wenezuelę przywództwa i spodziewam się walki o władzę. To nie jest demokratyczna transformacja. To nawet jeszcze nie jest zmiana reżimu".

Trump zapowiedział, że amerykańska obecność w Wenezueli będzie dotyczyć m.in. sektora naftowego. Podkreślił również, że zgodnie z nową strategią bezpieczeństwa narodowego „amerykańska dominacja na półkuli zachodniej nie będzie kwestionowana”, co wielu analityków odczytuje jako powrót do założeń doktryny Monroe z XIX wieku.

Reakcje

Operacja wywołała szeroką debatę prawną i polityczną zarówno w USA, jak i na arenie międzynarodowej. Biały Dom nie zwrócił się o zgodę Kongresu przed operacją, co wywołało gniew części legislatorów. Operacja wywołała kontrowersje także w USA. Senator Mark Warner ostrzegał, że uznanie prawa do militarnego chwytania zagranicznych przywódców może stworzyć niebezpieczny precedens międzynarodowy. Senator Mark Kelly, odnosząc się do doświadczeń wojny w Iraku, podkreślał, że obalenie przywódcy nie gwarantuje stabilizacji ani demokratycznej transformacji.

Reakcja światowa była mieszana. Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot napisał, że choć Maduro „poważnie naruszył prawa” Wenezuelczyków, to „żadne trwałe rozwiązanie polityczne nie może być narzucone z zewnątrz”. Rosja i Chiny, które zainwestowały finansowo i militarnie w Wenezuelę, potępiły atak USA, a Brazylia nazwała go niebezpiecznym precedensem międzynarodowym.

Kto następny

Po operacji w Wenezueli Trump sygnalizował możliwość rozszerzenia działań USA w regionie. Podczas powrotu z Florydy do Waszyngtonu na pokładzie Air Force One prezydent zapowiedział, że Kolumbia może być kolejnym celem. „Wenezuela jest bardzo chora. Kolumbia też jest bardzo chora i jest rządzona przez człowieka, który lubi produkować kokainę i sprzedawać ją Stanom Zjednoczonym. Ale powiem wam, że nie będzie tego robił zbyt długo" – oświadczył Trump. Zapytany wprost o możliwość operacji wojskowej w Kolumbii, odpowiedział krótko: „To brzmi dobrze".

Trump odniósł się również do Meksyku, krytykując walkę z kartelami narkotykowymi i ujawniając, że proponował wysłanie amerykańskich wojsk, czemu sprzeciwiła się prezydent Claudia Sheinbaum. Prezydent USA przewidywał także osłabienie reżimu na Kubie po obaleniu Maduro, sugerując, że nie będzie to wymagało bezpośredniej interwencji USA.

W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA z listopada 2025 roku zapisano, że USA chcą kontrolowanej i stabilnej półkuli zachodniej, która ogranicza migrację, współpracuje z Waszyngtonem w walce z kartelami oraz nie dopuszcza obcych mocarstw do kluczowych zasobów. Dokument głosi: „Po latach zaniedbań USA ponownie potwierdzą i będą egzekwować doktrynę Monroe".

Grenlandia

Operacja w Wenezueli wpłynęła również na sposób postrzegania amerykańskich deklaracji dotyczących Grenlandii, które wcześniej były często traktowane jako polityczna prowokacja. Trump potwierdził chęć aneksji Grenlandii, mówiąc, że USA „absolutnie" potrzebuje tego terytorium „dla obrony". Stephen Miller, zastępca szefa personelu Białego Domu, stwierdził wprost, że „formalną pozycją rządu USA" jest, że Grenlandia powinna być częścią Stanów Zjednoczonych. Zapytany, czy USA rozważa użycie siły odpowiedział: „Nikt nie będzie walczył z USA militarnie o przyszłość Grenlandii”, sugerując, że nikt się militarnie nie przeciwstawi woli i sile USA.

Sekretarz stanu Marco Rubio zajął nieco łagodniejsze stanowisko, mówiąc o zakupie wyspy, jednak Biały Dom potwierdził, że mimo iż dyplomacja jest pierwszą opcją, wszystkie możliwości, włącznie z użyciem siły militarnej, wchodzą w grę.

Grenlandia, samorządne terytorium duńskie zamieszkałe przez około 57 tysięcy osób, uzyskała większą autonomię w 2009 roku. Akt o samorządzie dał wyspie prawo do przeprowadzenia referendum niepodległościowego. Większość grenlandzkich partii politycznych popiera niepodległość, choć różnią się co do tempa jej osiągania. Sondaże pokazują, że Grenlandczycy w przeważającej większości sprzeciwiają się kontroli amerykańskiej – 85 procent mieszkańców jest przeciwnych amerykańskiemu przejęciu.

Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wielokrotnie odrzucał ideę sprzedaży, stwierdzając: „Nasz kraj nie jest na sprzedaż”. Premier Danii Mette Frederiksen ostrzegła, że jeśli USA zaatakują Grenlandię, oznaczałoby to koniec porządku międzynarodowego i NATO. „Jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się zaatakować militarnie inny kraj NATO, wszystko się skończy. Społeczność międzynarodowa, jaką znamy, demokratyczne zasady gry, NATO – wszystko by się zawaliło" – powiedziała.

Historia stosunków USA-Dania-Grenlandia

Zainteresowanie USA Grenlandią nie jest nowe. Już w 1946 roku administracja Trumana oferowała Danii 100 milionów dolarów w złocie za wyspę, ale oferta została odrzucona. Jednak nawet bez formalnego przejęcia, USA mają już znaczącą obecność na wyspie.

Zgodnie z porozumieniem obronnym między USA a Danią Stany Zjednoczone dysponują na Grenlandii szerokimi uprawnieniami wojskowymi, obejmującymi m.in. możliwość budowy i eksploatacji baz oraz swobodę operacyjną. Jak zauważa Mikkel Runge Olesen z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych: „USA mają na Grenlandii tak wolną rękę, że mogą robić praktycznie wszystko, co chcą”. Dlatego zdaniem części ekspertów zakres tych kompetencji wykracza poza potrzeby obronne i wskazuje, że poza kwestiami bezpieczeństwa istotną rolę mogą odgrywać także zasoby naturalne wyspy - USA mogłyby znacznie zwiększyć obecność bez konieczności przejmowania terytorium.

Duńska służba wywiadowcza po raz pierwszy sklasyfikowała w grudniu Stany Zjednoczone jako zagrożenie bezpieczeństwa, pisząc, że Waszyngton „wykorzystuje siłę ekonomiczną, w tym w formie groźby wysokich ceł, aby wymusić swoją wolę i nie wyklucza już użycia siły militarnej, nawet przeciwko sojusznikom". Duńskie MSZ utworzyło specjalną komórkę do monitorowania aktywności Trumpa w mediach społecznościowych.

W listopadzie Kopenhaga ogłosiła nowy pakiet bezpieczeństwa arktycznego o wartości 4,26 miliarda dolarów, obejmujący dwa dodatkowe okręty wojenne i 16 myśliwców F-35. Jest to jednocześnie rodzaj wydatków, do których Trump od lat zachęcał państwa NATO, choć wcześniej wydawałoby się bardzo dziwne, że zwiększone wydatki miałyby zapewniać bezpieczeństwo przed Stanami Zjednoczonymi.

W USA reakcje były podzielone. Senator Thom Tillis, republikanin z Północnej Karoliny, nazwał komentarze Stephena Millera „szalonymi" i „amatorskimi", mówiąc „przez zwroty i składanie szalonych komentarzy o tym, że mamy prawo do terytorium należącego do królestwa Danii – amatorstwo się skończyło. Nie mówisz w imieniu tego senatora USA ani Kongresu". Republikański senator John Kennedy stwierdził, że militarna inwazja na Grenlandię byłaby „głupotą klasy broni masowego rażenia" i nie wierzy, że Trump lub Rubio faktycznie ją planują.

Konsekwencje dla NATO i porządku międzynarodowego

Analitycy podkreślają, że mimo potencjału militarnego Europy to USA pozostają filarem NATO, co czyni obecną sytuację bezprecedensową. Jednocześnie brutalniejszy styl polityki Waszyngtonu przyczynił się do zacieśnienia współpracy między Grenlandią a Danią oraz wzmocnił europejskie dyskusje o długofalowej autonomii bezpieczeństwa.

Ulrik Pram Gad z Duńskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych zauważa, że: „Zasadniczo wszystkie ważne kraje europejskie rozumieją i zgadzają się, że Europa będzie musiała być niezależna od USA w dłuższej perspektywie. Podstawowa dynamika polega na tym, że musimy sprawić, by ten sojusz rozpadał się tak wolno, abyśmy nie wpadli w poważne kłopoty, zanim proces się skończy”.

źródła: ap, vox, cnbc, wral, washingtonpost, nytimes, the hill

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor