----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

13 sierpnia 2026

Udostępnij znajomym:

Amerykański dług zbliża się do 40 bilionów dolarów. Sama ta liczba robi wrażenie, ale coraz większym problemem staje się nie tylko wysokość zadłużenia, lecz także jego koszt — o czym pisaliśmy niedawno w Monitorze. Według najnowszych danych Biura Budżetowego Kongresu (CBO) rząd federalny wydaje obecnie ponad 3 miliardy dolarów dziennie na same odsetki.

Prawie bilion na odsetki

Od października 2025 roku, czyli od początku roku fiskalnego, do końca lipca 2026 roku odsetki netto od długu publicznego wyniosły 963 miliardy dolarów. To średnio około 96 miliardów miesięcznie i 3,18 miliarda dolarów każdego dnia.

W porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku koszty wzrosły o 117 miliardów dolarów, czyli 14 procent. Powody są stosunkowo proste: Stany Zjednoczone mają więcej długu, a jednocześnie muszą płacić wyższe odsetki od części swoich obligacji. Spadek krótkoterminowych stóp procentowych nieco złagodził sytuację, ale nie wystarczył, aby zatrzymać wzrost kosztów.

Jednocześnie nadal rośnie deficyt budżetowy. W pierwszych dziesięciu miesiącach roku fiskalnego wyniósł on 1,8 biliona dolarów – o 169 miliardów więcej niż rok wcześniej. CBO przewiduje obecnie, że cały rok fiskalny zakończy się deficytem około 2,1 biliona dolarów, czyli o 200 miliardów większym, niż zakładano jeszcze w lutym.

Deficyt, zadłużenie i dług – co właściwie oznaczają?

Te pojęcia łatwo pomylić. Deficyt budżetowy powstaje wtedy, gdy w danym roku rząd wydaje więcej, niż zbiera z podatków i innych dochodów. Brakujące pieniądze musi pożyczyć, przede wszystkim poprzez sprzedaż obligacji skarbowych.

Kolejne deficyty powiększają dług federalny, czyli łączną sumę zobowiązań nagromadzonych przez państwo przez wiele lat. Mówiąc więc o „zadłużeniu USA zbliżającym się do 40 bilionów dolarów”, mówimy właśnie o całkowitym długu federalnym. Określenie „dług publiczny” bywa używane szerzej, choć w amerykańskich statystykach istnieje również bardziej precyzyjne rozróżnienie między całkowitym długiem federalnym a długiem znajdującym się w rękach inwestorów.

Problemem nie jest samo istnienie długu. Amerykańskie obligacje skarbowe są podstawą jednego z największych i najważniejszych rynków finansowych świata i uchodzą za wyjątkowo bezpieczną inwestycję. Niepokój budzi przede wszystkim tempo wzrostu zadłużenia oraz rosnący koszt jego obsługi.

Kiedy odsetki zaczynają boleć

Im więcej pieniędzy rząd musi przeznaczać na odsetki, tym mniej pozostaje na inne cele – infrastrukturę, obronę, programy społeczne, edukację czy inne wydatki federalne. Problem może się dodatkowo pogłębić, jeśli inwestorzy zaczną oczekiwać wyższego oprocentowania za pożyczanie pieniędzy rządowi USA.

Według danych Rezerwy Federalnej w St. Louis relacja całkowitego długu federalnego do wielkości amerykańskiej gospodarki wynosi około 122 procent. Innymi słowy, wartość długu przekracza roczną wartość wszystkich dóbr i usług wytwarzanych przez gospodarkę USA.

Optymistyczny scenariusz zakłada, że szybki wzrost gospodarczy pozwoli z czasem zmniejszyć ciężar zadłużenia w stosunku do wielkości gospodarki. Pesymiści obawiają się natomiast dalszego wzrostu kosztów odsetek, presji inflacyjnej oraz sytuacji, w której obsługa długu będzie pochłaniała coraz większą część federalnego budżetu. Założyciel Bridgewater Associates Ray Dalio od dawna ostrzega przed możliwością „zawału” wywołanego nadmiernym zadłużeniem.

Dlaczego Waszyngton wsparł jena?

Do tego dochodzi jeszcze jeden ciekawy element. W ubiegłym tygodniu amerykański Departament Skarbu interweniował na rynku walutowym, kupując japońskiego jena. Sekretarz skarbu Scott Bessent tłumaczył, że stabilna japońska waluta leży także w interesie Stanów Zjednoczonych i całego regionu.

Według jego wcześniejszych notatek planowany zakup miał mieć wartość od 5 do 10 miliardów dolarów.

Związek z amerykańskim długiem jest bezpośredni. Japonia jest największym zagranicznym posiadaczem obligacji skarbowych USA. Według danych z maja 2026 roku posiadała papiery warte około 1,14 biliona dolarów.

Gdyby japońskie władze lub inwestorzy zaczęli na dużą skalę sprzedawać amerykańskie obligacje, między innymi po to, by kupować jeny i wspierać własną walutę, ceny tych obligacji mogłyby spaść, a ich oprocentowanie wzrosnąć. Dla Waszyngtonu oznaczałoby to jeszcze droższe pożyczanie pieniędzy.

Interwencja przyniosła tylko krótkotrwały efekt. Jen umocnił się początkowo do około 155 za dolara, ale później ponownie osłabł w okolice 159.

Rachunek, który będzie coraz trudniej ignorować

Najważniejszą liczbą pozostają jednak ponad 3 miliardy dolarów dziennie. Dług USA nie pojawił się nagle i nie musi oznaczać kryzysu. Problem polega na tym, że wraz z jego wzrostem rośnie rachunek za jego obsługę.

A odsetki są wydatkiem szczególnym – nie finansują nowej drogi, szkoły, wojska ani żadnego nowego programu. Są ceną za pieniądze pożyczone wcześniej. Przy długu zbliżającym się do 40 bilionów dolarów ta cena staje się jedną z najważniejszych pozycji w finansach amerykańskiego państwa.

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor