Stan Illinois nie zamierza zmieniać zaleceń dotyczących szczepień dzieci po najnowszym rozporządzeniu prezydenta Donalda Trumpa. Stanowe władze zdrowotne zapowiedziały, że nadal będą opierać się na harmonogramie American Academy of Pediatrics. Zanim jednak wyjaśnimy, co oznacza to dla rodzin w Illinois, warto uporządkować, co właściwie zmienia Waszyngton – i dlaczego nowe podejście wywołało tak zdecydowaną reakcję środowiska medycznego.
Mniej szczepień i dłuższe przerwy
Zmiany nie zaczęły się w tym tygodniu. Już na początku roku federalny harmonogram szczepień dzieci został przebudowany. Liczbę chorób, przeciw którym szczepienia są rutynowo zalecane wszystkim dzieciom, zmniejszono z 17 do 11. Część pozostałych szczepień przeniesiono do kategorii zalecanych dzieciom z grup podwyższonego ryzyka albo pozostawiono decyzję rodzicom i lekarzowi.
Najnowsze rozporządzenie prezydenckie idzie krok dalej. Administracja chce, aby szczepienia były bardziej rozłożone w czasie, a w miarę możliwości preparaty chroniące jednocześnie przed kilkoma chorobami zastępowano oddzielnymi szczepionkami.
Najbardziej konkretnym przykładem jest szczepionka MMR – skrót od angielskich nazw measles, mumps, rubella, czyli odra, świnka i różyczka. Administracja opowiedziała się za podawaniem trzech oddzielnych preparatów podczas osobnych wizyt. Problem praktyczny polega na tym, że pojedyncze szczepionki przeciw tym chorobom nie są obecnie dostępne w USA. Ich ponowne wprowadzenie wymagałoby produkcji, badań i zatwierdzenia przez Food and Drug Administration (FDA).
Rozporządzenie zachęca również stany do ponownego przeanalizowania własnych wymagań dotyczących szczepień dzieci.
Dlaczego administracja chce zmian?
Biały Dom przedstawia nowe podejście jako próbę dostosowania amerykańskiego systemu do praktyk innych rozwiniętych państw. Administracja wskazuje, że USA rekomendowały dzieciom więcej szczepień niż wiele krajów europejskich i przekonuje, że amerykański harmonogram można uprościć bez pogorszenia ochrony zdrowia dzieci.
Drugim argumentem jest większa swoboda rodziców i lekarzy w decydowaniu o terminach szczepień. Administracja podkreśla także ochronę praw rodzicielskich i wolności religijnej.
Trump podczas ogłaszania zmian wielokrotnie mówił jednak również o autyzmie, zestawiając wzrost liczby diagnoz z rosnącą przez dziesięciolecia liczbą zalecanych szczepień.
Ten element argumentacji spotkał się ze szczególnie ostrą krytyką lekarzy. Duże badania obejmujące miliony dzieci nie wykazały związku pomiędzy szczepieniami a autyzmem. Do czynników wpływających na wzrost liczby diagnoz zalicza się m.in. zmiany kryteriów diagnostycznych, większą świadomość zaburzeń ze spektrum autyzmu oraz lepsze ich rozpoznawanie.
Sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr. zapowiedział jednocześnie szeroki federalny program badań nad przyczynami autyzmu. Według niego naukowcy mają analizować wszystkie „biologicznie prawdopodobne” hipotezy, a pierwsze odpowiedzi mają pojawić się w ciągu nieco ponad dwóch lat. Kennedy, z wykształcenia prawnik, przez lata należał do najbardziej znanych krytyków szczepień. Był założycielem, przewodniczącym i głównym prawnikiem Children's Health Defense, organizacji antyszczepionkowej kwestionującej bezpieczeństwo części szczepień.
Lekarze: brak nowych dowodów
Środowisko medyczne podkreśla, że badania nad przyczynami autyzmu są potrzebne, ale związek autyzmu ze szczepieniami był już wielokrotnie badany i nie znalazł potwierdzenia w dużych badaniach obejmujących miliony osób.
American Academy of Pediatrics, American Medical Association oraz inne organizacje medyczne skrytykowały nowe podejście, podkreślając, że nie pojawiły się nowe dowody naukowe świadczące o tym, że dotychczasowy harmonogram jest niebezpieczny albo że rozdzielanie szczepionek przynosi dzieciom korzyści.
Lekarze zwracają również uwagę na konsekwencje praktyczne. Większa liczba wizyt oznacza dodatkowe koszty i zwiększa ryzyko, że dziecko nie otrzyma kolejnej dawki na czas. Dłuższe odstępy mogą natomiast wydłużyć okres, w którym pozostaje ono bez pełnej ochrony.
Krytycy kwestionują też proste porównywanie USA z Europą. Poszczególne państwa różnią się występowaniem chorób, organizacją opieki zdrowotnej i dostępem do lekarzy, dlatego kalendarze szczepień nie muszą być identyczne.
Spór nabiera dodatkowego znaczenia w momencie, gdy Stany Zjednoczone notują najwięcej przypadków odry od 35 lat, a poziom szczepień wśród dzieci w wieku przedszkolnym spada.
Illinois pozostaje przy dotychczasowych zasadach
Dla rodziców w Illinois na razie nic się nie zmienia.
Illinois Department of Public Health poinformował, że stan nadal będzie stosował harmonogram American Academy of Pediatrics. AAP rekomenduje szczepienia chroniące dzieci i młodzież przed 18 chorobami i nie przyjęła wcześniejszych federalnych zmian.
Illinois przyjęło takie podejście już w lutym, po konsultacji ze stanowym Immunization Advisory Committee. Najnowsze rozporządzenie prezydenta nie zmieniło tego stanowiska. Podobnie Cook County Department of Public Health potwierdził, że nadal zaleca harmonogram AAP.
Kto właściwie decyduje?
To rozróżnienie jest kluczowe. Federalne instytucje, takie jak CDC, opracowują zalecenia dotyczące szczepień, a decyzje Waszyngtonu mogą wpływać m.in. na federalne programy zdrowotne i zasady finansowania. Nie oznacza to jednak, że prezydent może jednym rozporządzeniem zmienić wymagania szczepienne we wszystkich szkołach w kraju.
Zasady dotyczące obowiązkowych szczepień uczniów są ustalane przede wszystkim przez poszczególne stany.
W praktyce oznacza to, że federalny harmonogram może zalecać mniej szczepień, podczas gdy Illinois i inne stany nadal stosują szersze zalecenia organizacji medycznych.
Dla mieszkańców Illinois oznacza to, że zmiana polityki w Waszyngtonie nie zmienia automatycznie tego, jakie szczepienia będą zalecane przez stan ani jakie wymagania będą obowiązywać dzieci rozpoczynające rok szkolny.