Na pierwszy rzut oka najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy wyglądają całkiem dobrze. Bezrobocie w lipcu spadło z 4,2 do 4,1 proc. i pozostaje na poziomie, który jeszcze niedawno uznano by za oznakę bardzo zdrowej gospodarki. Problem w tym, że za tą liczbą kryje się znacznie mniej optymistyczny obraz.
Dane pochodzą z lipcowego raportu o zatrudnieniu, który amerykańskie Biuro Statystyki Pracy (BLS) opublikowało 7 sierpnia 2026 roku. To ten sam comiesięczny raport, publikowany zwykle w pierwszy piątek miesiąca, na który uważnie patrzą inwestorzy i Rezerwa Federalna, oceniając kondycję gospodarki.
W lipcu amerykańska gospodarka straciła 23 tys. miejsc pracy. Ekonomiści spodziewali się tymczasem, że przybędzie ich około 80 tys. Co więcej, wcześniejsze dane za maj i czerwiec zostały skorygowane w dół łącznie o 103 tys. etatów. Rynek pracy, który przez kilka lat pozostawał jednym z najmocniejszych elementów amerykańskiej gospodarki, wyraźnie zwalnia.
Jak może spadać zatrudnienie i bezrobocie?
Odpowiedź kryje się w sposobie liczenia bezrobocia. Za bezrobotnego uznawana jest osoba, która nie ma pracy, ale aktywnie jej szuka. Jeśli ktoś przestaje szukać zatrudnienia, nie jest już zaliczany do bezrobotnych – wypada z rynku pracy.
W lipcu właśnie to zjawisko odegrało dużą rolę. Z siły roboczej ubyło około 264 tys. osób, a wskaźnik aktywności zawodowej spadł do 61,4 proc., najniższego poziomu od około pięciu i pół roku. Dlatego stopa bezrobocia mogła spaść, mimo że liczba miejsc pracy również się zmniejszyła.
Nie oznacza to oczywiście, że setki tysięcy Amerykanów nagle zrezygnowały z poszukiwania pracy z powodu braku ofert. Część przechodzi na emeryturę, inni zajmują się rodziną, rozpoczynają naukę albo z różnych powodów nie mogą pracować. Znaczenie ma również ograniczenie napływu imigrantów, którzy przez ostatnie lata zwiększali liczbę dostępnych pracowników.
Nie wszyscy ekonomiści są przekonani, że lipcowy odczyt oddaje rzeczywisty stan rynku pracy. Część z nich wskazuje, że słaby wynik mógł być częściowo zniekształcony przez czynniki sezonowe – takie jak letnie wakacje nauczycieli czy zakończenie sezonu związanego z Mistrzostwami Świata w piłce nożnej. To nie podważa samego trendu spowolnienia, ale każe podchodzić do pojedynczego, jednomiesięcznego odczytu z pewną ostrożnością.
Firmy nie zwalniają masowo, ale też nie zatrudniają
To kolejny paradoks obecnego rynku. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pozostaje stosunkowo niska. Nie widać więc fali masowych zwolnień podobnej do tej z czasów recesji czy początku pandemii. Najnowsze tygodniowe dane nadal wskazują na dość stabilną sytuację.
Problem pojawia się gdzie indziej: firmy znacznie ostrożniej tworzą nowe stanowiska.
Widać to również po wynagrodzeniach. Przeciętna stawka godzinowa w lipcu wzrosła zaledwie nieznacznie w porównaniu z czerwcem – wyraźnie mniej, niż zakładał konsensus rynkowy. To dodatkowy sygnał, że presja płacowa, która przez ostatnie lata napędzała rynek pracy, teraz słabnie razem z tempem tworzenia nowych etatów.
Dla osoby, która ma stabilną pracę, sytuacja może więc wyglądać zupełnie normalnie. Znacznie trudniej może być komuś, kto właśnie stracił zatrudnienie, chce zmienić firmę albo dopiero wchodzi na rynek pracy. Mniej nowych stanowisk oznacza większą konkurencję o każdą atrakcyjną ofertę.
Czy winna jest sztuczna inteligencja?
Coraz częściej pojawia się również pytanie o AI. Firmy technologiczne, finansowe i usługowe inwestują miliardy dolarów w automatyzację, a część otwarcie przyznaje, że nowe technologie pozwalają ograniczać zatrudnienie.
Na razie jednak trudno oddzielić wpływ sztucznej inteligencji od zwykłego spowolnienia gospodarczego. AI jest już wymieniana jako przyczyna części redukcji zatrudnienia, szczególnie w technologii i finansach, ale nie ma jeszcze przekonujących dowodów, że odpowiada za słabość całego amerykańskiego rynku pracy.
Nie recesja, ale sygnał ostrzegawczy
Jednego słabego miesiąca nie należy traktować jako dowodu nadchodzącej recesji. Są również dane pokazujące drugą stronę obrazu. Małe firmy deklarują większą gotowość do zatrudniania, a ponad jedna trzecia z nich twierdzi, że nadal ma stanowiska, których nie potrafi obsadzić.
Amerykański rynek pracy znalazł się więc w nietypowym miejscu. Bezrobocie jest niskie, zwolnień stosunkowo niewiele, a część biznesów nadal szuka pracowników. Jednocześnie gospodarka niemal przestała tworzyć nowe miejsca pracy, mniej osób uczestniczy w rynku pracy, a wzrost płac wyhamowuje.
Źródła: Bureau of Labor Statistics, raport NFIB (July 2026)