----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

08 lipca 2026

Udostępnij znajomym:

Najpierw przestaliśmy zapamiętywać numery telefonów, bo robi to za nas smartfon. Potem przestaliśmy szukać drogi, bo prowadzi nas nawigacja. Coraz częściej nie piszemy już sami listów, nie układamy planów podróży, nie porównujemy ofert i nie streszczamy przeczytanych dokumentów. Sztuczna inteligencja zrobi to szybciej.

Teraz przyszła kolej na głosowanie.

Amerykańscy wyborcy zaczynają pytać chatboty, na kogo powinni oddać głos. Robią zdjęcie karty wyborczej i oczekują podpowiedzi: który kandydat jest mi najbliższy? Kto najlepiej reprezentuje moje interesy? Jak zagłosować strategicznie?

Można uznać to za naturalny kolejny etap technologicznej rewolucji. Można też zapytać, czy nie przyzwyczailiśmy się już tak bardzo do intelektualnych skrótów, że powoli tracimy ochotę na wykonywanie nawet prostych procesów myślowych: zebranie informacji, porównanie argumentów, wyciągnięcie wniosków i podjęcie decyzji (żeby nie użyć bardziej dosadnego określenia).

Bo właśnie tym jest przecież głosowanie.

Wybory w 2026 roku mogą być pierwszymi w Stanach Zjednoczonych, podczas których sztuczna inteligencja stanie się dla znaczącej grupy obywateli osobistym doradcą wyborczym.

Nowy trend ma niewątpliwe zalety. AI potrafi w kilka minut uporządkować informacje, których samodzielne zebranie zajęłoby wiele godzin. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy narzędzie służące do zdobywania wiedzy zaczyna zastępować nasz własny osąd.

Jeśli algorytm ma za nas pisać, liczyć, planować, wybierać restaurację, decydować, co obejrzymy wieczorem, a teraz jeszcze wskazywać, komu powierzyć władzę, pytanie nie brzmi już tylko, co potrafi sztuczna inteligencja.

Coraz częściej warto pytać, z czego my sami jesteśmy gotowi zrezygnować.

Skomplikowana karta wyborcza

Popularność takiego rozwiązania nietrudno zrozumieć. Amerykańskie wybory, zwłaszcza lokalne, potrafią być niezwykle skomplikowane. Na jednej karcie można znaleźć kandydatów na najważniejsze stanowiska w stanie, ale również sędziów, członków rad szkolnych, lokalnych urzędników i dziesiątki pytań referendalnych.

Przeciętny wyborca może dobrze wiedzieć, kogo poprze w wyborach na prezydenta czy gubernatora, a jednocześnie nie mieć pojęcia, czym różnią się kandydaci do rady szkolnej.

Zdobycie takiej wiedzy wymaga czasu: trzeba czytać programy kandydatów, sprawdzać historię głosowań i porównywać źródła. Chatbot obiecuje wykonanie dużej części tej pracy w kilka minut.

Wyborcy opisani w amerykańskich mediach przesyłali AI zdjęcia kart do głosowania czy nagrania debat, a program w zamian przygotowywał charakterystyki kandydatów i pomagał zawęzić wybór. Dla wielu oznaczało to ogromną oszczędność czasu – doświadczenie porównywane do rozmowy z ekspertem politycznym, który przeczytał wszystkie materiały i spokojnie przedstawił najważniejsze argumenty.

Trudno nie dostrzec zalet takiego rozwiązania. Szczególnie że realną alternatywą jest nieoddanie głosu lub głosowanie według partyjnego klucza, na podstawie przypadkowej reklamy wyborczej, czy przeczytanego anonimowego wpisu w mediach społecznościowych.

Jeżeli AI pomaga komuś dowiedzieć się więcej, może być pożytecznym narzędziem.

Neutralny doradca?

Najpopularniejsze chatboty mają zabezpieczenia, które mają ograniczać bezpośrednie rekomendacje polityczne. Zapytane wprost „na kogo mam głosować?", często unikają odpowiedzi. W praktyce tę barierę można jednak łatwo ominąć.

Wystarczy zapytać, który kandydat jest najbliższy określonym wartościom, albo o najbardziej strategiczny sposób osiągnięcia konkretnego celu wyborczego. Wtedy odpowiedź może stać się bardzo konkretna.

I tutaj pojawia się pierwsze poważne pytanie: na jakiej podstawie algorytm dochodzi do swoich wniosków?

Chatbot nie jest wszechwiedzącym politologiem. Korzysta z informacji, do których ma dostęp, a te mogą być niepełne, nieaktualne albo po prostu błędne. Co więcej, sposób zadania pytania wpływa na odpowiedź. Badacze zwracają uwagę, że AI mają tendencję do dopasowywania się do użytkownika – jeśli ktoś przedstawia się jako liberał, konserwatysta czy libertarianin, zaczyna analizować kandydatów przez tak określoną perspektywę. To wygodne, ale może tworzyć polityczne lustro: zamiast kwestionować założenia użytkownika, system utwierdza go w przekonaniach.

Drugim problemem jest ton odpowiedzi. Chatbot potrafi mówić z ogromną pewnością siebie, bo tak jest skonstruowany – ma sprawiać wrażenie, że wie, o czym mówi, nawet jeśli informacje są błędne. Odpowiedź jest uporządkowana, logiczna i brzmi profesjonalnie. Człowiek łatwo może więc zapomnieć, że elegancko napisane zdanie nie jest gwarancją prawdziwości zawartych w nim informacji.

Sztaby polityczne zaczynają to wykorzystywać

Nowy trend może zmienić nie tylko zachowanie wyborców, ale również sposób prowadzenia kampanii wyborczych.

Jeżeli coraz więcej osób będzie pytało AI o kandydatów, sztaby wyborcze zaczną zabiegać nie tylko o uwagę ludzi, lecz także o widoczność dla algorytmów – publikując więcej materiałów online, w formatach łatwych do odnalezienia i streszczenia przez systemy AI. Może to dawać przewagę kandydatom najbardziej aktywnym w Internecie, kosztem tych z długim doświadczeniem, ale skromną obecnością cyfrową.

W przyszłości kampanie mogą pójść jeszcze dalej i tworzyć własne chatboty, z którymi wyborcy będą rozmawiać bezpośrednio, pytając wirtualną wersję kandydata o podatki, szkoły, imigrację czy ceny energii.

Najrozsądniejsze wykorzystanie AI w wyborach przypomina jej najlepsze zastosowania w innych dziedzinach: jako narzędzia do zbierania informacji i porządkowania argumentów, a nie do podejmowania decyzji za nas. Można poprosić o porównanie programów czy wyjaśnienie skomplikowanego referendum – a potem samemu sprawdzić najważniejsze fakty w źródłach.

Czym innym jest jednak prośba „pomóż mi zrozumieć tych kandydatów”, a czym innym „powiedz mi, na kogo mam głosować”.

Ta granica ma znaczenie, bo demokracja opiera się na założeniu, że obywatel sam podejmuje decyzję – choćby korzystając z rad innych, których interesy i poglądy potrafi ocenić. Przy algorytmie tej przejrzystości brakuje: nie widzimy, które informacje uznał za ważne, a które pominął i dlaczego.

AI może więc realnie pomóc w podejmowaniu bardziej świadomych decyzji wyborczych i zachęcić do zainteresowania się wyścigami, które wcześniej byśmy zignorowali. Ale oddanie jej ostatniego słowa to coś więcej niż technologiczna wygoda.

Warto zapytać, czy w oszczędzaniu czasu nie posunęliśmy się o krok za daleko, bo karta wyborcza należy do człowieka, i dobrze, aby ostateczna decyzja również do niego należała.

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

POLONEZ 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor