Czy Illinois mogłoby istnieć bez Chicago i Cook County? A może Teksas mógłby kiedyś naprawdę odłączyć się od Stanów Zjednoczonych? Jeszcze kilka lat temu podobne pytania brzmiały jak polityczna fantazja. Dziś nadal pozostają skrajnie mało realne, ale nie są już traktowane jako żart. W Illinois kolejne powiaty głosują za tym, by przynajmniej rozmawiać o oddzieleniu się od dominującej politycznie metropolii chicagowskiej. W Teksasie wraca hasło „Texit”. W Kalifornii pojawiają się nowe próby „Calexitu”. W Oregonie część mieszkańców chciałaby przyłączyć się do Idaho.
Nie oznacza to, że Ameryka stoi przed rozpadem. Oznacza raczej, że w wielu miejscach kraju narasta poczucie politycznego niedopasowania: mieszkańcy mniejszych miast i terenów wiejskich czują, że rządzą nimi wielkie metropolie; mieszkańcy wielkich, liberalnych stanów uważają z kolei, że kraj jako całość skręca w stronę, której nie akceptują. Secesja pozostaje niemal niemożliwa. Ale sama rozmowa o niej stała się papierkiem lakmusowym frustracji.
Illinois bez Chicago?
Stan ma 102 powiaty, ale politycznie, gospodarczo i demograficznie dominują Chicago oraz Cook County. Dla jednych to naturalne: tam mieszka najwięcej ludzi, tam skupia się gospodarka, tam generowane są ogromne wpływy podatkowe. Dla innych to źródło frustracji, bo polityka całego stanu jest podporządkowana jednej aglomeracji.
Stąd ruchy takie jak New Illinois czy Illinois Separation, dążące do stworzenia nowego stanu niezależnego od Chicago albo przynajmniej do formalnej rozmowy o takim scenariuszu.
Według najnowszych danych w 33 powiatach odbyły się już niewiążące referenda w sprawie zbadania możliwości separacji – i we wszystkich zwyciężyli zwolennicy takiego kierunku. W listopadzie może dołączyć siedem kolejnych, co dałoby łącznie około 40 ze 102 powiatów.
Referenda mają charakter doradczy, nie zmieniają granic, a jedynie zlecają radom powiatów rozmowy o utworzeniu nowego stanu i ubieganiu się o przyjęcie do Unii. Politycznie to sygnał niezadowolenia, prawnie to odległy początek drogi.
Popierające referenda powiaty leżą głównie w południowym, zachodnim i centralnym Illinois – to bunt terenów oddalonych od Chicago mentalnie i politycznie, dla których miasto symbolizuje wyższe podatki, regulacje i decyzje obce ich realiom. Podobny spór znała już „Forgottonia" – protestacyjny ruch zachodniego Illinois z lat 60. i 70., skarżący się na pomijanie regionu w inwestycjach. Dzisiejsze referenda mają podobny emocjonalny rdzeń: poczucie, że odległa władza nie słucha mieszkańców regionu.
Czy taki podział jest możliwy?
Teoretycznie amerykańska Konstytucja przewiduje możliwość tworzenia nowych stanów z części już istniejących. Mówi o tym artykuł IV, sekcja 3. Nie pozwala on jednak po prostu „wyjść” powiatowi czy grupie powiatów ze stanu na własne życzenie. Nowy stan nie może powstać z części istniejącego stanu bez zgody legislatury tego stanu oraz Kongresu.
W praktyce potrzebna byłaby zgoda Illinois General Assembly, Kongresu oraz prezydenta. Już pierwszy z tych warunków wydaje się politycznie niemal niemożliwy, a utworzenie nowego stanu zmieniłoby dodatkowo układ sił w Senacie i Kolegium Elektorów.
Nie tylko Illinois
Przepowiednie dotyczące rozpadu Ameryki pojawiały się wielokrotnie, a Brexit oraz referenda w Szkocji i Quebecu za każdym razem dodawały energii amerykańskim separatystom. Najbardziej znany jest Teksas, gdzie idea niepodległości ma historyczne podłoże. Daniel Miller z Texas Nationalist Movement od lat zabiega o referendum „Texit vote". W 2023 roku w legislaturze pojawił się projekt referendum o „ponownym potwierdzeniu" statusu Teksasu jako niezależnego narodu – nie uchwalono go, ale sam fakt złożenia pokazuje przesunięcie tematu do formalnej polityki.
Wielkim błędem byłoby myślenie, że ruchy secesyjne są wyłącznie domeną konserwatywnego południa. W liberalnej Kalifornii ruch znany jako Calexit zyskał rozgłos po zwycięstwie Donalda Trumpa w 2016 roku, a temat niepodległości stanu powracał także później. Jego zwolennicy przekonywali, że stan będący jedną z największych gospodarek świata, o własnej kulturze politycznej i globalnym znaczeniu, mógłby funkcjonować jako niezależne państwo.
W liberalnym Vermont przez lata działał ruch odwołujący się do historii stanu jako niezależnej republiki, który ożywał w okresach, gdy mieszkańcy czuli się politycznie odlegli od Waszyngtonu.
Przesunąć granice
W Oregonie ruch Greater Idaho nie dąży do utworzenia niepodległego państwa lub stanu, lecz do przesunięcia granicy stanowej. Część mieszkańców wschodniego Oregonu chciałaby przyłączyć się do bardziej konserwatywnego Idaho, argumentując, że Portland i zachodnia część stanu narzucają im politykę niezgodną z ich wartościami. To bardzo podobna logika do tej, którą widzimy w Illinois.
Czy Amerykanie naprawdę chcą secesji?
Według YouGov z lutego 2026 roku secesję własnego stanu popierało 18% Amerykanów, 54% było przeciw, a 28% nie miało zdania. To nie większość, ale prawie co piąty respondent to liczba zbyt duża, by uznać temat za dziwactwo aktywistów.
Poparcie nie układa się już według schematu „konserwatyści za, liberałowie przeciw" – w badaniu demokraci częściej niż republikanie popierali secesję (22% wobec 14%), zwłaszcza w stanach, które w 2024 roku poparły Kamalę Harris. Secesja jest więc dziś mniej programem konkretnej ideologii, a bardziej reakcją na poczucie utraty kontroli – niezależnie czy chodzi o Waszyngton narzucający rozwiązania liberalne, czy konserwatywne.
Historia i prawo
Czym innym jest jednak podział istniejącego stanu, a czym innym jego całkowite wystąpienie z USA. Nie można też porównywać wspomnianego wcześniej Brexitu do sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Wielka Brytania występowała z Unii Europejskiej, czyli organizacji międzynarodowej. Amerykański stan jest częścią federacji, której trwałość została krwawo rozstrzygnięta podczas wojny secesyjnej.
Najważniejszym precedensem prawnym pozostaje sprawa Texas v. White z 1869 roku. Sąd Najwyższy uznał wtedy, że stan nie może jednostronnie wystąpić z Unii. Zwolennicy secesji mogą organizować głosowania, uchwalać rezolucje, zbierać podpisy, ale bez zgody innych instytucji nie zmienia to granic państwa.
Inaczej wygląda tworzenie nowych stanów z części istniejących – tak powstały Maine (z Massachusetts) i Wirginia Zachodnia (z Wirginii). Zwolennicy separacji w Illinois często przywołują te precedensy; przeciwnicy odpowiadają, że to wyjątkowe okoliczności historyczne, nieprzekładalne na dzisiejsze spory o podatki, broń czy edukację.
Co może się wydarzyć naprawdę?
Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że żaden stan nie odłączy się od USA, Illinois nie podzieli się na dwa stany, a powiaty nie przejdą do Indiany czy Missouri. Bariery prawne i polityczne są zbyt wysokie.
Temat będzie jednak wracał jako forma nacisku politycznego: kolejne referenda, rosnąca rozpoznawalność organizacji takich jak New Illinois, wykorzystywanie tematu przez polityków do pokazania niezadowolenia spoza Chicago – oraz inspirowanie podobnych ruchów w innych stanach.
Zjawisko będzie słabło i nasilało się zależnie od tego, kto rządzi w Waszyngtonie, Springfield, Austin, Sacramento czy Salem. Ruchy secesyjne rzadko osiągają swój cel – częściej pełnią rolę ostrzeżenia, pokazując, gdzie państwo przestaje być odczuwane jako wspólnota, a zaczyna być odbierane jako narzucony układ sił.
Czy Illinois rozpadnie się na Chicago i resztę stanu? Czy Teksas opuści Unię? Prawie na pewno nie. Czy Kalifornia stanie się niezależnym krajem? To scenariusz bardziej literacki niż polityczny. Pytanie nie brzmi już „czy secesja jest możliwa", lecz dlaczego tylu ludzi zaczęło uważać ją za atrakcyjną odpowiedź na swoje problemy – i to pytanie jest znacznie poważniejsze niż fantazje o nowych granicach.
Źródła: NBC Chicago, Illinois Separation, New Illinois, YouGov, Texas Legislature, Texas Nationalist Movement, California Secretary of State, Greater Idaho, “Odłączyć się od USA” - Monitor 2022.