----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij znajomym:

Stany Zjednoczone oferują więcej miejsc pracy, niż są w stanie obsadzić. Zmiana, a właściwie naprawa systemu imigracyjnego, może pobudzić gospodarkę.

Skoro firmy w USA nie mogą znaleźć wystarczającej liczby pracowników - przekonują zwolennicy reformy imigracyjnej - należy wprowadzić proste rozwiązanie: sprowadzić więcej pracowników z zagranicy.

W całym kraju poszukuje się około 10 milionów osób do pracy, zarówno z niższego szczebla płacy, jak i wysoko wykwalifikowanych. Jednocześnie tylko 8.4 miliona Amerykanów aktywnie poszukuje zajęcia. Do tego historycznie wysoka liczba ofert zatrudnienia pokryła się z zakończeniem dodatkowych świadczeń dla bezrobotnych.

Niedobór pracowników to wyższe ceny

Amerykanie nie wracają do pracy, zwłaszcza w sektorach oferujących niższe wynagrodzenie. Jednocześnie w rekordowych liczbach odchodzą. Wydatki konsumentów wzrosły w tym roku, odbijając po zwolnieniu w czasie pandemii, a firmy nie mają ludzi, którzy mogliby zaspokoić zwiększony popyt. To z kolei powoduje podwyżki cen, a w związku z wąskim gardłem w łańcuchu dostaw (również wywołanym niedoborem pracowników) niektóre firmy podnoszą ceny.

W sytuacji, gdy gospodarka przeżywa problemy, większość krajów instynktownie zamyka granice w celu ochrony rynku pracy i rodzimych pracowników. Dokładnie to zrobiły Stany Zjednoczone podczas pandemii, praktycznie zatrzymując w 2020 roku legalną imigrację oraz blokując południową granicę dla migrantów i osób ubiegających się o azyl.

Normalnie każdego roku Stany Zjednoczone przyjmują legalnie około 1 miliona osób, z których około trzy czwarte trafia na rynek pracy. W 2020 roku liczba ta spadła do 263 tysięcy.

Obecnie przyjęcie większej liczby nisko opłacanych legalnych pracowników/imigrantów, pomogłoby rozwiązać poważny niedobór siły roboczej w niektórych branżach, jednocześnie powstrzymując coraz wyższą inflację.

Badania ekonomiczne wykazały, że wjazd do kraju nisko opłacanych pracowników z zagranicy ma niewielki, lub wręcz żaden, negatywny wpływ na płace lub poziom zatrudnienia wśród rodzimych pracowników.

Branże, które obecnie borykają się z największymi niedoborami siły roboczej, to budownictwo; transport i magazynowanie; hotelarstwo i zakwaterowanie. Poza tym podobne problemy dotykają branżę świadczącą usługi indywidualne, jak salony piękności, pralnie chemiczne, zakłady naprawcze, czy zakłady pogrzebowe. We wszystkich miejscach należących do tych grup odnotowano wzrost liczby ofert pracy o ponad 65 procent w porównaniu do podobnego okresu w 2019 r. Warto dodać, że imigranci stanowią co najmniej 20 procent siły roboczej w tych branżach.

Oficjalnie imigranci stanowią prawie jedną czwartą pracowników budowlanych, choć jest to prawdopodobnie niedoszacowanie, ponieważ wielu z nich jest zatrudnianych nieformalnie i nie pojawia się w standardowych statystykach ekonomicznych. Pracownicy tacy mocniej ucierpieli podczas pandemii odnotowując wielki, ponad 60% spadek dochodów w tym czasie i nie mając jednocześnie dostępu do specjalnie stworzonych, socjalnych programów pomocowych.

Tabela poniżej przedstawia branże borykające się z największymi niedoborami siły roboczej, które w jednocześnie w dużym stopniu polegają na zatrudnionych imigrantach.

Branża

Zmiana w liczbie ofert pracy w porównaniu do 2019 r.

Odsetek zatrudnionych urodzonych za granicą

budownictwo

77%

25%

zakwaterowanie i przemysł spożywczy

77%

21%

transport i magazynowanie

68%

21%

inne usługi

67%

21%

źródło: Vox

Firma National Roofing Partners, która świadczy komercyjne usługi konserwacji i naprawy dachów w 200 lokalizacjach w całym kraju, jest jedną z tych, które mają problemy z zatrudnieniem wystarczającej liczby pracowników w celu zaspokojenia zwiększonego zapotrzebowania.

„To niewiarygodne, ile pracy jest teraz do wykonania” – powiedział wiceprezes tej firmy, Tony Rader, który zaznaczył, że bardzo trudno jest obecnie znaleźć dobrych ludzi do pracy.

Wobec braku chętnych ta amerykańskich firma zatrudniła tymczasowych pracowników/imigrantów wykorzystując system wiz H-2. Podobnie czyni wielu innych pracodawców w branży dekarskiej, gdzie imigranci oficjalnie stanowią 29 procent siły roboczej.

Rader powiedział, że jego firma będzie wspierać rozszerzenie programu wiz H-2 i ma nadzieję, że biznesy takie jak jego będą miały okazję współpracować z administracją Bidena, aby naprawić sytuację.

Mniej chętnych to wyższe płace

„Dodatkową stroną niedoboru pracowników jest to, że widać wzrost płac, co jest fantastycznym rozwiązaniem dla amerykańskich pracowników” - mówi Jeremy Robbins z organizacji New American Economy. „Wadą jest to, że jeśli nie skłonisz ludzi do wypełnienia niedoborów, nie dasz rady prowadzić firmy”.

Dla wielu, którzy przed pandemią wykonywali mało popularne lub niskopłatne prace, obfitość możliwości zatrudnienia i większa siła przetargowa oznacza poprawę warunków zatrudnienia. Ekonomiści martwią się jednak, że niedobór pracowników jest tak wielki, iż zagraża ogólnemu wzrostowi gospodarczemu i być może doprowadzi do jeszcze wyższej inflacji.

Rząd federalny nie może zmuszać ludzi do pracy. Ale może za to ułatwić imigrantom zatrudnienie w wielu miejscach. Wychodzenie z recesji jest dobrym momentem na zrobienie tego.

Argumenty za przyjęciem imigrantów

Według analizy przeprowadzonej przez Brookings Institute, nisko opłacani pracownicy stanowią od 30 do 62 procent w prawie 400 metropoliach w całym kraju. Poza tym coraz częściej Amerykanie nie chcą wykonywać tych prac. Imigranci już zaczęli wypełniać te niedobory, zwłaszcza w branżach, w których podczas pandemii obserwuje się największy wzrost liczby ofert zatrudnienia. Biorąc pod uwagę, że branże te już i tak nieproporcjonalnie opierają się na imigrantach, skorzystałyby one na zmianie polityki imigracyjnej.

Imigranci są bardzo mobilni i chętnie udają się tam, gdzie są lepsze możliwości zarobkowe. Stany Zjednoczone mogłyby wspierać ten fakt wprowadzając zachęty ekonomiczne w zamian za osiedlanie się na obszarach z niedoborem siły roboczej.

Argumenty przeciw

Warto też pamiętać, iż niedobory nie dotyczą wyłącznie nisko opłacanych prac, bo również od dawna występują w branżach wykwalifikowanych - od opieki zdrowotnej po technologie. W tych miejscach pracownicy urodzeni za granicą mogą potencjalnie wyprzeć rodzimych pracowników niż w przypadku osób o niskich zarobkach. Przykładem może być branża technologiczna, gdzie z roku na rok pracuje coraz większy odsetek specjalistów urodzonych poza USA, przybyłych tu na wizach pracowniczych i zatrudnianych na warunkach nieco bardziej korzystnych finansowo dla firm oferujących daną pracę.

Podczas pandemii popyt na wysoko wykwalifikowanych pracowników nie słabł, a czerwcowy raport New American Economy wykazał, że pracodawcy jeszcze częściej niż zwykle zatrudniali zagranicznych pracowników w dziedzinach związanych z komputerami i technologią.

W tym przypadku, czyli na rynku pracowników wykwalifikowanych, argument za sprowadzeniem ich większej liczby z zagranicy, nie jest już tak jednoznaczny.

Podsumowując:

Stany Zjednoczone potrzebują około 10 milionów ludzi, w tym pracowników o niskich i wysokich kwalifikacjach, aby obsadzić wolne miejsca pracy w całym kraju. Imigranci są gotowi je objąć, są gotowi do zamieszkania tam, gdzie są potrzebni i gotowi są to zrobić natychmiast. Sprowadzenie ich do Stanów Zjednoczonych rozwiązałoby problem niedoboru siły roboczej, którego sami Amerykanie nie są w stanie samodzielnie naprawić w tak krótkim czasie, co przyspieszyłoby ożywienie gospodarcze. Jedyną rzeczą, która powstrzymuje rynek, jest obecna polityka USA względem pracowników zagranicznych i obawa przed przejęciem przez nich lepiej opłacanych, wykwalifikowanych miejsc pracy.

Jak to zrobić

Sprowadzenie pracowników z zagranicy to nie to samo, co otworzenie granic. Chodzi o legalny, kontrolowany przepływ siły roboczej.

Jednym z niewielu istniejących programów wizowych mających na celu sprowadzanie nisko opłacanych pracowników jest program wiz H-2, który umożliwia pracodawcom zatrudnianie ludzi do prac sezonowych - od turystyki po rybołówstwo.

Program ten nakłada ograniczenie w wysokości 66,000 tymczasowych pracowników zagranicznych rocznie, chociaż limit ten nie dotyczy pracowników rolnych.

Departament Homeland Security może zwiększyć ten limit nawet dwukrotnie bez jakiejkolwiek ustawy kongresowej. W tym roku zdecydowano się podnieść więc limit o 22,000 wiz pracowniczych i przed końcem roku może on być dalej podwyższony.

Ale sam program H-2 nie jest idealny. Chociaż pomaga firmom zaspokoić popyt na pracowników sezonowych, to wiele branż wymaga większej liczby osób do pracy przez cały rok. Choć samym imigrantom daje możliwość legalnej pracy w USA, to jest ona tymczasowa i nie pozwala pozostać na dłużej w kraju.

Rozwiązaniem są tzw. zielone karty. Stany Zjednoczone przyznają ich określoną liczbę rocznie i pojawiły się sugestie, by ten limit podwyższyć. Ze względu na opóźnienia w przetwarzaniu danych w czasie pandemii USA nie wydały w ostatnim roku fiskalnym około 80 tysięcy zielonych kart. Przepadają one, gdyż wraz z początkiem nowego budżetu wszystko ulega wyzerowaniu. 

Według ekspertów USA powinny na nowo otworzyć wszystkie kanały dla migracji - humanitarny, gospodarczy, rodzinny i dla pozostałych osób, co w krótkim czasie powinno zacząć przynosić korzyści. W tej chwili wielu polityków skłania się ku polityce przyjmowania migrantów według klucza umiejętności i wykształcenia.

Apeluje się również do rządu, by odwrócić restrykcyjną politykę ustanowioną przez poprzednią administrację i usunąć hamujące rozwój biurokratyczne blokady. Obejmuje to odejście od polityki granicznej rządu federalnego z czasów pandemii i zwiększenie możliwości przesiedlania uchodźców w USA.

na podst. vox, pewresearch, bloomberg, washingtonpost, apnews
rj