----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

24 lutego 2026

Udostępnij znajomym:

Gdyby ludzie nagle zniknęli z powierzchni Ziemi, cały świat zacząłby się szybko zmieniać — miasta zarosłyby roślinnością, drogi popękały, a przyroda stopniowo odzyskiwałaby przestrzeń. Psy nie zniknęłyby jednak razem z nami. Świat, który by po nas został, bardzo szybko zweryfikowałby to, co przez ostatnie dwa stulecia stworzyła hodowla. Jedne rasy poradziłyby sobie całkiem dobrze, inne mogłyby zniknąć bardzo szybko. Które? Naukowcy znają odpowiedź – i nie jest ona dobra dla buldogów francuskich czy chihuahua.

Królestwo hodowlane, które stworzyliśmy

Przez tysiące lat psy żyły u boku człowieka jako pomocnicy – strzegły stad, pomagały na polowaniach, pilnowały dobytku. Dopiero w ostatnich dwóch stuleciach hodowla zaczęła zmierzać w zupełnie innym kierunku: liczyć zaczął się wygląd, a nie sprawność. Efekt? Ponad 400 ras psów, z których wiele jest tak skrajnie „dopracowanych" pod kątem estetyki, że bez stałej opieki człowieka nie miałoby szans na przeżycie.

Szacuje się, że na świecie żyje dziś blisko miliard psów, ale tylko część z nich to rozpieszczone zwierzęta domowe śpiące na kanapach. Według danych badaczy zaledwie około jedna piąta funkcjonuje jako typowe pupile utrzymywane wyłącznie przez właścicieli. Reszta to psy wolno żyjące — krążące po wsiach, targowiskach i obrzeżach miast, utrzymujące się z resztek jedzenia, przypadkowych darów ludzi i własnej zaradności. W pewnym sensie więc scenariusz „psów bez ludzi” już częściowo istnieje, a właśnie te populacje pokazują, jakie cechy naprawdę sprzyjają przetrwaniu.

Rasy skazane na wyginięcie

Nagłe zniknięcie ludzi oznaczałoby jednak nie tylko brak weterynarzy i hodowców. Z dnia na dzień zniknąłby także ogromny, dziś nieodzowny dla wielu psów strumień ludzkich odpadków — śmieci, resztek jedzenia, otwartych kontenerów czy dokarmiania przez ludzi dobrych serc. Dla milionów zwierząt, które obecnie przeżywają dzięki takiej bliskości cywilizacji, byłby to natychmiastowy wstrząs ekologiczny. Na czele tej smutnej listy stoją psy krótkopyskie – buldogi angielskie i francuskie, mopsy czy shih tzu. Ich spłaszczone pyski to efekt celowej selekcji pod kątem „uroczego" wyglądu, lecz w praktyce oznaczają permanentne trudności z oddychaniem. Bez klimatyzacji, weterynarii i stałego nadzoru człowieka, takie zwierzęta by sobie nie poradziły.

Równie zagrożone byłyby rasy karłowate, takie jak chihuahua czy yorkshire terrier. Małe ciało oznacza trudniejszą regulację temperatury, większą podatność na urazy i mniejszą zdolność do samodzielnego zdobywania pożywienia. Co więcej, zarówno buldogi francuskie, jak i chihuahua bardzo często rodzą przez cesarskie cięcie – główki szczeniąt są zbyt duże, by przejść przez drogi rodne matki. Bez dostępu do sali operacyjnej rozmnażanie stałoby się dla nich niemożliwe.

Na liście pierwszych ofiar znalazłyby się też rasy o ekstremalnej budowie ciała: psy z długim, nisko osadzonym tułowiem (jamniki) narażone na schorzenia kręgosłupa, oraz olbrzymy pokroju bernardyna czy doga niemieckiego, które potrzebują ogromnych ilości jedzenia i są podatne na choroby serca.

19 psy

Co przetrwa – i jak?

Przetrwałyby przede wszystkim te osobniki, które potrafią samodzielnie polować, tolerować ubogą dietę i radzić sobie w zmiennych warunkach.

Profesor Dan O'Neill z Royal Veterinary College szacuje, że już w ciągu około pięciu lat swobodnego kojarzenia wszystkie te różnorodne rasy zaczęłyby się ze sobą krzyżować i stopniowo zlewać w jeden typ. Nie byłby to żaden konkretny kundel – raczej uśredniony, sprawny biologicznie pies, jaki wyłoniłby się z selekcji naturalnej.

Jak wyglądałby ten pies przyszłości? Naukowcy wskazują na średnią wielkość, smukłą sylwetkę z długimi nogami, wąską głowę z długim pyskiem umożliwiającym skuteczne wietrzenie i wąchanie, stojące uszy, zwinięty ku górze ogon oraz krótką, praktyczną sierść. Słowem – coś na kształt dingo albo psów wioskowych, które od tysięcy lat swobodnie żyją na ulicach Azji czy Afryki.

Badania genetyczne wietnamskich psów ulicznych potwierdzają tę teorię: charakteryzują się bardzo wysoką różnorodnością genetyczną i starożytnymi liniami genealogicznymi. To właśnie od populacji tego typu psów wywodzą się australijskie dingo – zwierzęta, które od dziesiątek tysięcy lat radzą sobie znakomicie bez ludzkiej pomocy.

Lustro zamiast apokalipsy

Naukowcy podkreślają, że nie jest to wizja świata bez zwierząt domowych, lecz myślowy eksperyment pokazujący, jak bardzo niektóre współczesne hodowle oddaliły się od realnych potrzeb psów. Jeśli dana rasa nie byłaby w stanie przeżyć bez codziennej opieki weterynaryjnej, cesarskich cięć czy klimatyzacji, warto zadać pytanie – czy jej hodowla jest w ogóle etyczna?

Prosty test: czy pies, który cię urzekł, byłby w stanie samodzielnie biegać, polować i wychować potomstwo? Jeśli tak – to dobry znak. Jeśli nie – być może wygląd opłacono zbyt wysoką ceną.

Na podstawie publikacji w czasopiśmie „Animals” (MDPI)

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - BANER 950X300

----- Reklama -----

WYBORY 2026 - BANER 950X300

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor