Tegoroczny szczyt NATO w Ankarze miał być, jak to ujął jeden z analityków, spokojną rodzinną kolacją bez zbędnych awantur. Głównym tematem miało być tzw. przesunięcie ciężaru, czyli zwiększenie odpowiedzialności europejskich sojuszników za własną obronę i stopniowe przejmowanie części zadań wykonywanych dotąd głównie przez Stany Zjednoczone.
Plan pokrzyżował jednak prezydent Donald Trump, który jeszcze w trakcie szczytu stwierdził, że rozejm z Iranem prawdopodobnie „się skończył”. Wkrótce później Stany Zjednoczone rzeczywiście przeprowadziły nową falę uderzeń, a sytuacja w Zatoce Perskiej ponownie stała się jednym z najważniejszych tematów międzynarodowych.
Groźby, ataki i sprzeczne sygnały
Przemawiając do dziennikarzy w Turcji, Trump zapowiadał, że rozejm z Iranem jest praktycznie martwy i że Stany Zjednoczone mogą ponownie uderzyć jeszcze tego samego wieczoru. Słowa dotrzymał. Kilka godzin później amerykańskie wojsko poinformowało o atakach na około 90 irańskich celów wojskowych, w tym instalacje Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej związane z zagrożeniem dla żeglugi w Cieśninie Ormuz.
CENTCOM tłumaczył, że celem operacji było ograniczenie zdolności Iranu do zagrażania statkom handlowym w jednym z najważniejszych korytarzy energetycznych świata. Jednocześnie Trump przekonywał, że kolejne uderzenia nie oznaczają powrotu do długiej wojny. „Cokolwiek się wydarzy, wydarzy się bardzo szybko” – mówił. „Nie szukamy długiej akcji”.
Iran zapowiedział „poważne konsekwencje” i zagroził odwetem. W sprzymierzonych z USA państwach Zatoki Perskiej pojawiły się alarmy oraz doniesienia o irańskich dronach i pociskach, a ceny ropy utrzymywały się w okolicach 73 dolarów za baryłkę.
Associated Press zwraca uwagę, że zmienna retoryka Trumpa może być elementem strategii nacisku na Teheran – próbą wymuszenia zaprzestania ataków na tankowce oraz ustępstw w sprawie irańskiego programu nuklearnego. Nie wiadomo jednak, czy to głównie taktyka negocjacyjna, czy początek dalszej eskalacji. Mediatorzy próbują ratować porozumienie wypracowane zaledwie kilka tygodni wcześniej, a dalszy ewentualny wzrost cen paliw mógłby stać się problemem politycznym dla republikanów przed listopadowymi wyborami do Kongresu.
Rutte łagodzi napięcia
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte ocenił, że Trump „miał całkowitą rację”, decydując się na uderzenie w Iran, jednocześnie próbując skierować uwagę z powrotem na przyszłość sojuszu i koncepcję określaną jako „NATO 3.0” – nowy podział odpowiedzialności i zdolności obronnych między Europą a USA.
Rutte opisał ten proces jako przejście od „niezdrowej współzależności” do „zdrowego partnerstwa” i podkreślił, że sojusz „ciepło powitał” przywództwo Trumpa w sprawie bardziej równomiernego podziału wydatków obronnych. To właśnie taka retoryka przyniosła mu przydomek „Trump whisperer” – bywa on zarówno chwalony, jak i krytykowany za łagodzenie napięć między Waszyngtonem a europejskimi stolicami.
Zadanie nie jest łatwe: nowa eskalacja wokół Iranu może ponownie wywołać spory o to, czy Europa dostatecznie wspiera działania USA.

Szczyt NATO w Ankarze. Fot. NATO
USA chcą więcej od Europy
Napięcia narastały już przed szczytem. Trump nazwał relacje USA z NATO „jednostronnymi” i „śmiesznymi”, pisząc na Truth Social: „Nie było ich tam dla nas!!!” – nawiązując do Iranu – i dodając, że relacja Waszyngtonu z sojuszem „nie jest wzajemna”. Dołączył wykres wydatków państw NATO, na którym USA zdecydowanie przewyższały pozostałych członków.
Prezydent wielokrotnie krytykował sojuszników za reakcję na wojnę z Iranem – kilka państw ograniczyło dostęp do swoich baz, choć Waszyngton wcześniej nie konsultował z nimi planów ataków ani ich konsekwencji. Trump sugerował nawet wyprowadzenie USA z NATO, choć taki krok wymagałby zgody dwóch trzecich Senatu lub odpowiedniej ustawy Kongresu. Ostrą krytykę wygłosił też sekretarz obrony Pete Hegseth, publicznie zarzucając części sojuszników, że zawiedli USA, odmawiając dostępu do baz – co w wielu europejskich stolicach przyjęto chłodno.
Europa płaci więcej, ale to wciąż nie wystarcza
Mimo napięć Europa zwiększa swój wkład. Niemcy wysłały do Litwy pancerną brygadę liczącą około 5 tysięcy żołnierzy – pierwsze stałe rozmieszczenie niemieckich wojsk za granicą od czasów II wojny światowej. Sojusznicy inwestują też w produkcję amunicji i przemysł obronny; jak podał Rutte, państwa NATO udostępniły podczas konfliktu z Iranem infrastrukturę dla około 5 tysięcy amerykańskich lotów wojskowych.
Bradley Bowman z Foundation for Defense of Democracies nazwał tegoroczne spotkanie „szczytem pokaż-mi-pieniądze” – jego zdaniem skończył się czas zapewnień, że „czek jest w drodze”. Rok temu, w Hadze, państwa członkowskie zobowiązały się do zwiększenia wydatków obronnych do 5 proc. PKB do 2035 roku (3,5 proc. na potrzeby wojskowe, 1,5 proc. na szerzej pojęte bezpieczeństwo, w tym infrastrukturę cywilną). Na tegorocznym szczycie zadeklarowano też około 80 miliardów dolarów pomocy dla Ukrainy na 2027 rok – tyle samo, co na rok bieżący.
Kto naprawdę płaci rachunek
Mimo rosnącego zaangażowania Europy najważniejsze zdolności strategiczne NATO – wywiad, bombowce dalekiego zasięgu, tankowanie w powietrzu, odstraszanie nuklearne – pozostają w dużej mierze amerykańskie. Według Atlantic Council w 2024 roku gospodarka USA stanowiła 52 proc. łącznego PKB NATO, ale odpowiadała za 64 proc. wydatków obronnych sojuszu; w 2025 roku udział ten wynosił wciąż około 62 proc.
Zdaniem analityków zmniejszenie finansowej przewagi USA może oznaczać osłabienie wpływów Waszyngtonu w Europie. Jak zauważa Max Bergmann z CSIS, przez dziesięciolecia to same Stany Zjednoczone chciały takiej struktury NATO, bo duży wkład wojskowy dawał im strategiczne i nie tylko wpływy na kontynencie. Jeśli Ameryka zacznie się wycofywać, pytanie brzmi nie tylko, czy Europa zapłaci więcej, ale czy zdoła stworzyć spójną politykę obronną w świecie, w którym – jak ujął to Bergmann – nie będzie już mogła automatycznie liczyć na amerykańskie przywództwo.
Na razie największą niewiadomą pozostaje Iran. Mieszanka gróźb, nowych uderzeń i zapewnień o szybkim zakończeniu utrudnia ocenę, czy administracja Trumpa dąży do krótkiej, ograniczonej operacji, czy konflikt może rozlać się na cały region. Dla NATO to podwójne wyzwanie: sojusz przebudowuje podział odpowiedzialności między USA a Europą, a jednocześnie musi liczyć się z tym, że kryzys w Zatoce Perskiej – wraz z jego wpływem na ceny energii i bezpieczeństwo żeglugi – może na dłużej kształtować relacje transatlantyckie.