----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

09 lipca 2026

Udostępnij znajomym:

Wyobraźmy sobie pacjenta, który świadomie decyduje się zakończyć swoje cierpienie poprzez eutanazję. Chciałby, by jego śmierć przyniosła coś dobrego, by jego organy uratowały czyjeś życie. Problem w tym, że obecne procedury mogą pogorszyć stan narządów, zwłaszcza serca, i zmniejszyć szanse na ich wykorzystanie do przeszczepu. Grupa amerykańskich bioetyków proponuje rozwiązanie, które budzi ogromne emocje. To połączenie eutanazji z pobraniem organów w jednym zabiegu, jeszcze zanim serce pacjenta przestanie bić.

Pomysł, nazywany „śmiercią przez donację organów”, opisali na łamach prestiżowego czasopisma medycznego naukowcy związani z Harvard Medical School. Zamiast dwuetapowej procedury – najpierw śmiertelny zastrzyk, potem pobranie – proponują, by pacjent został znieczulony, a lekarze usunęliby jego narządy, gdy wciąż jeszcze funkcjonują.

Różnica jest fundamentalna. Obecnie organy pobiera się dopiero po stwierdzeniu śmierci pacjenta. W proponowanym modelu kolejność byłaby inna: pacjent zostałby znieczulony, a następnie lekarze rozpoczęliby pobieranie wciąż funkcjonujących narządów. To właśnie ten zabieg spowodowałby śmierć pacjenta. Innymi słowy, lekarze nie pobieraliby organów od osoby zmarłej, to pobranie organów byłoby bezpośrednią przyczyną jej śmierci.

Dlaczego obecne zasady ograniczają liczbę przeszczepów

Sedno problemu tkwi w tak zwanej zasadzie martwego dawcy, obowiązującej od dekad w medycynie transplantacyjnej. Mówi ona jasno, że organy można pobierać dopiero po stwierdzeniu śmierci pacjenta, a sam zabieg pobrania nie może być przyczyną zgonu. W praktyce oznacza to, że u osób poddawanych eutanazji – legalnej między innymi w Kanadzie, Holandii i Hiszpanii – narządy, zwłaszcza serce, można usunąć dopiero po podaniu śmiertelnej dawki leków i stwierdzeniu śmierci. W tym czasie tkanki mogą ucierpieć z powodu braku dopływu krwi i tlenu, co zmniejsza szanse na wykorzystanie ich do przeszczepu.

Zwolennicy nowego podejścia argumentują, że obecne zasady ograniczają zarówno możliwość realizacji ostatniej woli pacjenta, jak i wykorzystania cennych organów, na które czekają chorzy. Ich zdaniem, skoro dana osoba i tak podjęła świadomą, autonomiczną decyzję o zakończeniu życia, powinna mieć prawo wyboru sposobu, który pozwoli jej narządom przynieść jak najwięcej dobra innym ludziom. Podkreślają też altruistyczny charakter takiej decyzji – to nie przymus, lecz świadomy dar dla drugiego człowieka.

Głosy sprzeciwu i obawy o zaufanie do systemu

Nie brakuje jednak głosów, które nazywają ten pomysł zbyt niebezpiecznym, by w ogóle go rozważać. Część bioetyków wprost porównuje taką procedurę do zabójstwa. Ich zdaniem żadna zgoda pacjenta nie powinna dawać lekarzom prawa do spowodowania śmierci w trakcie operacji.

W tym miejscu pojawia się jedno z najtrudniejszych pytań całego sporu: czy prawo człowieka do decydowania o własnym ciele obejmuje również prawo do upoważnienia innej osoby, w tym lekarza, do bezpośredniego spowodowania jego śmierci? Przeciwnicy nowej koncepcji odpowiadają, że zgoda ma swoje granice. Nie każdą decyzję pacjenta system prawny i medyczny powinien akceptować, nawet jeśli została podjęta dobrowolnie i w pełni świadomie. Ich zdaniem człowiek może wyrazić zgodę na leczenie, odmówić terapii czy zdecydować o zaprzestaniu procedur podtrzymujących życie, ale nie oznacza to automatycznie, że może upoważnić chirurga do wykonania zabiegu, którego bezpośrednim skutkiem będzie jego śmierć.

Zwolennicy odpowiadają jednak, że w przypadku pacjentów, którzy już wcześniej zostali zakwalifikowani do legalnej eutanazji i niezależnie podjęli decyzję o oddaniu organów, sytuacja jest inna. Ich zdaniem śmierć takiej osoby jest już rezultatem jej własnej, dobrowolnej decyzji, a pytanie dotyczy jedynie sposobu, w jaki do niej dojdzie. Jeżeli jeden sposób pozwala uratować więcej osób niż drugi, uważają, że przynajmniej należy dopuścić dyskusję nad możliwością jego zastosowania.

Czy system straci zaufanie pacjentów?

Inni eksperci obawiają się skutków ubocznych dla całego systemu opieki zdrowotnej. Wprowadzenie takiej praktyki mogłoby, ich zdaniem, poważnie nadszarpnąć zaufanie społeczne zarówno do procedur wspomaganego umierania, jak i do samego dawstwa narządów – dziedziny, która już teraz zmaga się z obawami części potencjalnych dawców związanymi z wcześniejszymi kontrowersjami wokół pozyskiwania organów. Pojawia się też pytanie o tzw. równię pochyłą: jeśli rozwiązanie zaakceptuje się dla pacjentów poddawanych eutanazji, czy z czasem nie zacznie się go rozszerzać na osoby korzystające ze wspomaganego samobójstwa, a nawet pacjentów w hospicjach?

W USA to na razie teoria

Warto zauważyć, że sama debata dotyczy przede wszystkim krajów, w których eutanazja jest legalna. W Stanach Zjednoczonych eutanazja pozostaje nielegalna, choć coraz więcej stanów dopuszcza wspomagane samobójstwo, w którym to sam pacjent przyjmuje przepisane przez lekarza leki w domu. Oznacza to, że nawet jeśli koncepcja zyskałaby poparcie środowiska medycznego, jej wdrożenie wymagałoby zmian prawnych – nie tylko w zakresie transplantologii, lecz także przepisów regulujących wspomagane umieranie, które w wielu miejscach na świecie wciąż budzą spory.

Zwolennicy nowego rozwiązania podkreślają, że nie chodzi o wprowadzenie go od razu dla wszystkich pacjentów eutanazyjnych, lecz o rozpoczęcie poważnej dyskusji, obwarowanej ścisłymi zabezpieczeniami – gwarancją pełnej, świadomej zgody oraz ochroną przed ewentualnymi nadużyciami. Ich przeciwnicy odpowiadają, że sama dyskusja na ten temat, niezależnie od intencji, przesuwa granice tego, co społeczeństwo jest gotowe zaakceptować w medycynie końca życia.

Spór ten pokazuje, jak trudno pogodzić prawo pacjenta do decydowania o własnym ciele z zasadą, że lekarz nie powinien być bezpośrednią przyczyną śmierci. Zwolennicy pytają, czy w przypadku osoby, która już legalnie i dobrowolnie zdecydowała się umrzeć, zasada ta musi pozostać bezwzględna. Przeciwnicy odpowiadają, że właśnie od takich wyjątków zaczyna się przesuwanie granicy, której medycyna nie powinna przekraczać.

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

POLONER 950 X 300

----- Reklama -----

Dorota Zielinski

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor