Jeśli wydaje nam się, że tego lata komary atakują częściej i robią to nawet w środku dnia, nie jest to złudzenie. W rejonie Chicago szybko przybywa azjatyckich komarów tygrysich – inwazyjnego gatunku, który szczególnie chętnie żywi się ludzką krwią. W połączeniu z wyjątkowo deszczowym latem oznacza to więcej owadów i więcej dokuczliwych ukąszeń.
Azjatycki komar tygrysi, nazywany również komarem tygrysim, od kilku lat coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w aglomeracji Chicago. Dane pochodzące z pułapek rozmieszczonych na północnych przedmieściach pokazują, że jest już trzecim najczęściej spotykanym gatunkiem na tym obszarze.
Można go rozpoznać po niemal czarnym ciele, białych pasach na odnóżach oraz wyraźnej jasnej linii biegnącej przez grzbiet. Jednak najbardziej daje się we znaki nie z powodu wyglądu, lecz zachowania.
Atakuje również w dzień
Większość dobrze znanych nam komarów jest najbardziej aktywna wieczorem, nocą i o świcie. Komar tygrysi nie trzyma się tego rozkładu. Chętnie atakuje w ciągu dnia, zwłaszcza rano i późnym popołudniem. Najczęściej kąsa w kostki, nogi i okolice łokci, a jego ukłucia bywają bardziej bolesne.
Specjaliści określają go jako wyjątkowo natarczywego. Samica może pobierać krew kilkakrotnie i bardzo chętnie wybiera człowieka jako swoją ofiarę. To właśnie dlatego mieszkańcy mogą odnosić wrażenie, że komary nie tylko pojawiają się częściej, ale również stały się bardziej agresywne.
Owady te nie są dobrymi lotnikami i pozostają w niewielkiej odległości od miejsca, w którym się wykluły. Zwykle przemieszcza się na odległość mniej więcej odpowiadającą długości boiska futbolowego. Jeśli więc pojawia się w pobliżu domu, istnieje duże prawdopodobieństwo, że rozmnaża się właśnie na posesji lub w najbliższym sąsiedztwie.
Deszcz stworzył im idealne warunki
Tegoroczna pogoda wyraźnie im sprzyja. Od początku czerwca do pierwszej połowy sierpnia na lotnisku Midway spadło ponad 20 cali deszczu. Zwykle od czerwca do końca sierpnia notuje się tam około 13 cali.
Po kolejnych ulewach woda pozostaje w miejscach, które zazwyczaj są suche. Komarowi tygrysiemu nie potrzeba przy tym dużego rozlewiska. Do rozmnażania może mu wystarczyć ilość wody mieszcząca się w łyżeczce. Larwy znajdowano nawet w odrobinie wody zalegającej w zagłębieniach karbowanych rur odprowadzających deszczówkę z rynien.
Potencjalnym miejscem wylęgu mogą być podstawki pod doniczki, poidełka dla ptaków, wiadra, dziecięce zabawki, zatkane rynny, stare opony i wszelkie, nawet najmniejsze, pojemniki pozostawione na zewnątrz. Dlatego wodę należy regularnie wylewać, najlepiej co kilka dni, a nie dopiero wtedy, gdy pojawi się widoczna chmara owadów.
Uciążliwy, ale obecnie niezbyt groźny
Komar tygrysi pojawił się w Stanach Zjednoczonych w 1985 roku. Prawdopodobnie przybył w używanych oponach sprowadzanych z Azji, a później szybko rozprzestrzenił się na ponad 20 stanów.
Gatunek ten może przenosić między innymi dengę, wirusa Zika, chikungunyę i żółtą febrę. Choroby te nie występują jednak obecnie w Illinois, dlatego miejscowi specjaliści uważają komara tygrysiego przede wszystkim za wyjątkowo dokuczliwego intruza, a nie główne zagrożenie epidemiologiczne. Istnieją dowody, że może uczestniczyć w przenoszeniu wirusa Zachodniego Nilu, ale robi to znacznie mniej skutecznie niż inne występujące u nas komary.
Przed ukąszeniami najlepiej chronią środki odstraszające zatwierdzone przez EPA oraz ubrania zakrywające skórę. Pomóc może również zwykły wentylator ustawiony na tarasie lub balkonie. Komary słabo latają, dlatego silniejszy ruch powietrza skutecznie utrudnia im dotarcie do człowieka.