----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

18 lutego 2026

Udostępnij znajomym:

Na całym świecie rośnie liczba przejęć kokainy. Policja i służby celne informują o kolejnych tonach narkotyku zatrzymanych w portach, na granicach i lotniskach. To jednak – jak podkreślają eksperci – zaledwie ułamek tego, co realnie trafia na rynek. Według najnowszego raportu ONZ globalna produkcja kokainy ponownie osiągnęła historyczne maksimum. W ślad za nią rośnie liczba użytkowników, przejęć oraz – co najtragiczniejsze – zgonów związanych z tym narkotykiem.

Nowa analiza ekonomistów Xinminga Du, Benjamina Hansena, Shan Zhang i Erica Zou rzuca światło na to, co stoi za tym nagłym wzrostem podaży i jak przełożył się on na sytuację w Stanach Zjednoczonych. Wnioski są niepokojące: zmiany polityczne w Ameryce Łacińskiej sprzed dekady wywołały efekt domina, którego konsekwencje odczuwalne są dziś po obu stronach Atlantyku.

Kolumbijski punkt zwrotny

Jeszcze około dziesięciu lat temu wydawało się, że złota era kokainy minęła. Narkotyk wciąż był obecny, ale kojarzył się raczej z klubową sceną lat 70. czy finansową elitą lat 80. niż z gwałtownie rosnącym rynkiem. Jednym z powodów spadku dostępności były zdecydowane działania po stronie podaży, prowadzone w Kolumbii przy znaczącym wsparciu Stanów Zjednoczonych.

Kolumbijski rząd przez lata prowadził intensywną walkę z uprawami koki – rośliny, z której produkuje się kokainę. Między 2000 a 2013 rokiem areał upraw zmniejszył się z około 168 tys. hektarów do 48 tys. hektarów. W efekcie kokaina stała się mniej dostępna na rynku amerykańskim.

Sytuacja zmieniła się jednak około 2015 roku. Po pierwsze, władze Kolumbii zakończyły wspierany przez USA program oprysków z powietrza, argumentując to obawami o zdrowie publiczne i potencjalne rakotwórcze działanie stosowanego środka chemicznego. Po drugie, w 2016 roku podpisano historyczne porozumienie pokojowe z partyzantką FARC, która przez dekady finansowała swoją działalność m.in. z handlu kokainą.

Rozbrojenie FARC stworzyło próżnię w regionach upraw koki. Tam, gdzie wcześniej produkcja była kontrolowana i opodatkowana przez jedną strukturę, szybko pojawiły się nowe grupy zbrojne i kartele. Aby umocnić swoją pozycję, zaczęły one zachęcać rolników do zwiększania upraw. Dodatkowo rządowy program zastępowania koki innymi uprawami przyniósł niezamierzone skutki – część rolników sadziła nowe plantacje tylko po to, by kwalifikować się do rekompensat finansowych.

Efekt? Do 2022 roku powierzchnia upraw koki i potencjalna produkcja kokainy w Kolumbii były ponad trzykrotnie wyższe niż w 2015 roku.

Tania kokaina, rosnący popyt

Duża część tej dodatkowej podaży trafiła do Stanów Zjednoczonych, ale także do Europy, gdzie również odnotowano historyczny wzrost dostępności kokainy. Dane amerykańskiej agencji antynarkotykowej pokazują, że po 2015 roku średnia wielkość przejęć kokainy wyraźnie wzrosła, podczas gdy w przypadku innych narkotyków nie obserwowano podobnego trendu.

Ekonomia jest w tym przypadku bezlitosna: gdy produkcja rośnie, ceny spadają. Tańszy i łatwiej dostępny narkotyk trafił do nowych grup odbiorców. Jeden z autorów badania, ekonomista Ben Hansen z Uniwersytetu Oregonu, zwraca uwagę, że kokaina jest tzw. „dobrem doświadczalnym”. Popyt rośnie, gdy ludzie sami przekonają się o działaniu produktu. Duży „szok podażowy” oznacza więcej pierwszych prób, a to z kolei generuje kolejnych stałych użytkowników.

Kokaina ma wiele negatywnych skutków ubocznych, ale najbardziej przerażającym z nich są przedawkowania. Po latach względnej stabilizacji liczba zgonów związanych z kokainą zaczęła w USA gwałtownie rosnąć pod koniec minionej dekady.

Śmiertelne konsekwencje w USA

Autorzy badania oszacowali, że gdyby nie boom produkcyjny w Kolumbii po 2015 roku, w Stanach Zjednoczonych co roku umierałoby około 1,5 tysiąca osób mniej z powodu przedawkowania.

Dla porównania, według danych amerykańskich służb zdrowia w 2023 roku odnotowano około 30 tysięcy zgonów związanych z kokainą. Stanowiło to około 28 procent wszystkich zgonów z powodu przedawkowania. Więcej ofiar pochłonęły syntetyczne opioidy, przede wszystkim fentanyl – niemal 73 tysiące zgonów, czyli około 69 procent całości.

Badacze podkreślają jednak, że nawet po wyłączeniu przypadków, w których w organizmie wykryto jednocześnie fentanyl i kokainę, zależność między wzrostem podaży kokainy a wzrostem liczby zgonów pozostaje wyraźna. Oznacza to, że nie jest to jedynie „efekt uboczny” kryzysu opioidowego, lecz osobny, realny problem.

Przemoc i napięcia międzynarodowe

Skutki nadprodukcji kokainy nie ograniczają się do zdrowia publicznego w USA. Inne badania wskazują, że po 2015 roku w Kolumbii wskaźnik zabójstw wzrósł o około jedną trzecią, szczególnie w regionach portowych. Przemoc związana z handlem narkotykami rozlała się także na Ekwador – ważny kraj tranzytowy – co przyczyniło się do „prawie pięciokrotnego wzrostu liczby zabójstw” w tym kraju.

Rosnący handel kokainą stał się również tematem napięć dyplomatycznych. Gwałtowny wzrost popytu na kokainę w Kolumbii był jednym z głównych powodów osłabienia relacji między USA a Kolumbią za prezydentury Trumpa. Walka z produkcją i przemytem była jednym z kluczowych punktów rozmów między prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem a prezydentem Kolumbii Gustavo Petro.

Wnioski płynące z analiz ekonomistów są jednoznaczne: działania ograniczające podaż u źródła mogą mieć realny wpływ na skalę używania kokainy i liczbę zgonów. Handel narkotykami – podobnie jak legalny biznes – reaguje na koszty i ryzyko. Gdy produkcja staje się trudniejsza i droższa, skala działalności maleje.

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor