Po słabym 2025 roku amerykański rynek pracy wszedł w nowy rok z umiarkowanym odbiciem. Styczniowy raport Departamentu Pracy pokazał, że pracodawcy utworzyli 130 tysięcy nowych miejsc pracy - więcej, niż oczekiwali analitycy. Na pierwszy rzut oka to sygnał stabilizacji po miesiącach niepewności. Jednak jednocześnie opublikowana doroczna korekta danych rzuca zupełnie inne światło na kondycję zatrudnienia w minionym roku.
Tempo tworzenia miejsc pracy w pierwszym roku drugiej kadencji prezydenta Donalda Trumpa zaczęło być porównywane do okresów recesyjnych. Najnowsze dane opublikowane przez amerykańskie Biuro Statystyki Pracy (Bureau of Labor Statistics, BLS) pokazują, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy w gospodarce przybyło zaledwie 181 tysięcy miejsc pracy netto przy łącznej liczbie około 158 milionów zatrudnionych. To wyjątkowo słaby wynik jak na gospodarkę, która formalnie nie znajduje się w recesji.
Zaktualizowane wyliczenia wskazują, że w marcu ubiegłego roku w gospodarce było aż o blisko 900 tysięcy miejsc pracy mniej, niż wcześniej raportowano. Średnio w całym 2025 roku przybywało zaledwie 15 tysięcy etatów miesięcznie — to tempo wyraźnie odbiegające od standardów zdrowego rynku pracy w największej gospodarce świata. Ta rozbieżność między bieżącym odczytem a roczną rewizją pokazuje, że choć styczeń przyniósł pewne ożywienie, fundamenty rynku pozostają kruche.
Ekonomistka Claudia Sahm zwróciła uwagę, że tak niski roczny przyrost zatrudnienia jest zjawiskiem bardzo rzadkim poza okresem spowolnienia gospodarczego. Sahm jest twórczynią tzw. „reguły Sahm”, wskaźnika uznawanego za jedno z narzędzi wczesnego ostrzegania przed nadchodzącą recesją. Jej komentarz wywołał szeroką debatę wśród ekonomistów i polityków.
Roczna korekta obnaża słabość 2025 roku
Raz w roku Departament Pracy aktualizuje dane o zatrudnieniu, korzystając z bardziej precyzyjnych, choć mniej aktualnych informacji z rejestrów podatków od bezrobocia. Tegoroczna rewizja była wyjątkowo bolesna. Okazało się, że skala tworzenia miejsc pracy była w 2025 roku znacznie zawyżona w pierwotnych raportach.
Dodatkowo obniżono dane za listopad i grudzień — łącznie o 17 tysięcy miejsc pracy. To kolejny sygnał, że końcówka roku nie była tak solidna, jak wcześniej zakładano.
Członek zarządu Rezerwy Federalnej, Chris Waller, jeszcze przed publikacją rewizji ostrzegał, że sytuacja nie wygląda jak zdrowy rynek pracy. W jego ocenie firmy wprawdzie nie zwalniają masowo pracowników, ale są bardzo powściągliwe w zatrudnianiu nowych osób. Taka postawa - jak podkreślił - świadczy o rosnącej niepewności co do przyszłości gospodarki.
Waller apelował w ubiegłym miesiącu o obniżkę stóp procentowych, aby wesprzeć słabnący rynek pracy. Większość decydentów w Rezerwie Federalnej zdecydowała się jednak w styczniu pozostawić stopy bez zmian, po trzech cięciach w 2025 roku.
Zdrowie i budownictwo na plusie, transport i rząd tną etaty
Styczniowy wzrost zatrudnienia był nierównomierny. Najwięcej nowych miejsc pracy powstało w ochronie zdrowia oraz w budownictwie. To branże, które od miesięcy wykazują względną odporność na spowolnienie.
Produkcja przemysłowa dodała 5 tysięcy etatów, a sektor hotelarsko-gastronomiczny - zaledwie tysiąc. Z kolei magazyny i transport zanotowały spadki zatrudnienia, podobnie jak administracja federalna, która kontynuuje redukcję etatów.
Stopa bezrobocia obniżyła się do 4,3 proc. z 4,4 proc. miesiąc wcześniej. Historycznie to wciąż niski poziom. Wśród Afroamerykanów bezrobocie także spadło, choć pozostaje podwyższone — na poziomie 7,2 proc.
Mniej pracowników, mniej ofert pracy
Część słabości rynku może wynikać z ograniczonej dostępności pracowników. Administracja prezydenta Donald Trump znacząco ograniczyła napływ imigrantów, jednocześnie intensyfikując deportacje osób przebywających w kraju nielegalnie. Równolegle pokolenie baby boomers wchodzi masowo w wiek emerytalny i opuszcza rynek pracy.
Jednak, jak podkreśla Waller, to tylko część problemu. Jeszcze kilka lat temu na jedną osobę bezrobotną przypadały dwie oferty pracy. W grudniu wskaźnik ten spadł do mniej niż jednego. To oznacza, że pracodawcy nie muszą już tak agresywnie konkurować o pracowników.
Efekt widać w dynamice wynagrodzeń. Średnie płace w styczniu wzrosły o 3,7 proc. rok do roku, wobec 3,8 proc. w grudniu. To niewielkie spowolnienie, ale potwierdzające, że presja płacowa słabnie.
Rynek w stanie zawieszenia
Prezydent Donald Trump szybko po publikacji raportu podkreślił, że styczniowy wynik jest wyższy niż 111 tysięcy nowych miejsc pracy odnotowanych w styczniu ubiegłego roku. „Świetne dane o zatrudnieniu, znacznie lepsze niż oczekiwano!” – napisał, ogłaszając nadejście „złotej ery Ameryki”.
Biały Dom utrzymuje, że polityka gospodarcza prezydenta przynosi efekty. Rzecznik administracji podkreślił, że spadek bezrobocia i solidny wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym, zwłaszcza w budownictwie specjalistycznym, świadczą o sile inwestycji napływających do amerykańskiej produkcji.
Jednak obraz amerykańskiego rynku pracy na początku 2026 roku jest pełen sprzeczności. Z jednej strony mamy lepszy od prognoz miesięczny wynik i wciąż niskie bezrobocie. Z drugiej - znaczącą rewizję w dół danych za ubiegły rok i wyraźną ostrożność firm w podejmowaniu decyzji o zatrudnieniu.
To rynek, który nie znajduje się w kryzysie, ale też trudno go nazwać dynamicznym. Firmy nie zwalniają, lecz również nie inwestują w rozwój kadr z takim rozmachem jak w latach po pandemii. W takiej sytuacji każdy kolejny raport będzie miał szczególne znaczenie - zarówno dla inwestorów, jak i dla decydentów w Rezerwie Federalnej, którzy próbują wyważyć między walką z inflacją a wsparciem dla wzrostu gospodarczego.