Administracja federalna unieważniła w czwartek naukowe ustalenie, że zmiana klimatu stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego. Sam prezydent określił wcześniej tę koncepcję jako „oszustwo”. Problem w tym, że tysiące badań naukowych – publikowanych od lat w recenzowanych czasopismach – wskazują coś zupełnie innego: ocieplający się świat przekłada się na rosnącą liczbę chorób i zgonów.
Spór ma nie tylko wymiar symboliczny, ale i prawny. Przyjęte w 2009 roku, za administracji Baracka Obamy, tzw. „endangerment finding” Agencji Ochrony Środowiska (EPA) było fundamentem niemal wszystkich regulacji federalnych dotyczących walki z globalnym ociepleniem. Jego cofnięcie może mieć daleko idące konsekwencje dla polityki klimatycznej USA.
Dr Howard Frumkin, lekarz i emerytowany profesor zdrowia publicznego na University of Washington, porównał tę decyzję do twierdzenia, że „Ziemia jest płaska” albo zaprzeczania istnieniu grawitacji. W jego ocenie dowody naukowe są jednoznaczne.
Upały, zgony, koszty
W ostatnich pięciu latach opublikowano tysiące badań analizujących wpływ zmian klimatycznych na zdrowie ludzi, a większość z nich wskazuje, że są one coraz bardziej niebezpieczne. Według bazy PubMed, prowadzonej przez National Library of Medicine, od momentu pierwszego rządowego uznania klimatu za zagrożenie zdrowotne powstało ponad 29 tysięcy recenzowanych prac naukowych na styku klimatu i zdrowia, z czego ponad 5 tysięcy dotyczyło bezpośrednio Stanów Zjednoczonych. Co istotne, ponad 60 procent z nich ukazało się w ciągu ostatnich pięciu lat.
Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów są zgony związane z upałami. Badanie opublikowane w prestiżowym czasopiśmie JAMA pokazuje, że liczba zgonów z powodu wysokich temperatur w USA wzrosła ponad dwukrotnie w ciągu ćwierćwiecza – z 1 069 w 1999 roku do rekordowych 2 325 w 2023 roku.
Z kolei analiza z 2021 roku opublikowana w Nature Climate Change, obejmująca 732 lokalizacje w 43 krajach (w tym 210 w USA), wykazała, że ponad jedna trzecia zgonów związanych z upałami wynika bezpośrednio z antropogenicznej zmiany klimatu. Oznacza to ponad 9 700 dodatkowych zgonów rocznie na świecie przypisywanych spalaniu węgla, ropy i gazu.
Nowe badanie dotyczące Teksasu wskazuje, że w latach 2010–2023 aż 2,2 procent letnich zgonów w tym stanie było związanych z upałem, który nasila się wraz ze wzrostem temperatur.
Międzynarodowy zespół badaczy próbował także oszacować globalny koszt zdrowotny zmiany klimatu. Uwzględniając nie tylko fale upałów, lecz także huragany (jak Harvey w 2017 roku), pożary, zanieczyszczenie powietrza czy choroby przenoszone przez komary, oszacowano setki tysięcy zgonów rocznie na świecie. Korzystając z przyjmowanej przez EPA wyceny statystycznego życia ludzkiego – 11,5 miliona dolarów (w cenach z 2014 roku) – badacze wyliczyli roczny koszt globalny „rzędu co najmniej 10 miliardów dolarów”.
Nie tylko upał
Różne badania koncentrują się na różnych aspektach zdrowia. Niektóre z nich skupiały się na zgonach, które nie miałyby miejsca bez zmian klimatu. Inne skupiały się na chorobach i urazach, które nie doprowadziły do śmierci. Ponieważ badacze uwzględnili różne okresy, metody obliczeniowe i specyficzne aspekty zdrowia, ostateczne wyniki ich wniosków nie są w pełni spójne.
W badaniach analizowano również różnice między różnymi grupami ludności i lokalizacjami. Rozwijającym się obszarem badań są badania atrybucyjne, które obliczają, jaki odsetek śmierci lub chorób można przypisać antropogenicznej zmianie klimatu, porównując rzeczywistą śmiertelność i zachorowalność z tym, co według symulacji komputerowych wydarzyłoby się w świecie bez gwałtownego wzrostu emisji gazów cieplarnianych.
Eksperci podkreślają, że skutki zdrowotne zmian klimatu wykraczają daleko poza temperaturę. Badania łączą ocieplenie klimatu z większą liczbą zakażeń przenoszonych przez wodę, problemami ze zdrowiem psychicznym, niedożywieniem czy przymusowymi migracjami spowodowanymi podnoszeniem się poziomu mórz, silniejszymi burzami i pożarami.
Dr Jonathan Patz z University of Wisconsin-Madison przypomina o tzw. „kopule ciepła” z 2021 roku, która doprowadziła do śmierci ponad 600 osób w północno-zachodnich stanach USA. Najnowsze badania atrybucyjne wskazują, że prawdopodobieństwo tego zdarzenia wzrosło 150-krotnie z powodu zmian klimatycznych.
„Zdrowie publiczne to nie tylko zapobieganie chorobom, zgonom i niepełnosprawności, ale także dobrostan. Coraz częściej obserwujemy przesiedlenia ludzi z powodu podnoszenia się poziomu mórz, nasilających się burz i pożarów” – powiedziała dr Lynn Goldman, lekarka i emerytowana dziekan Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu George’a Washingtona. „Dopiero zaczęliśmy rozumieć pełne konsekwencje zmian klimatycznych dla zdrowia”.
W odpowiedzi na te argumenty prezydent Trump podczas spotkania w Białym Domu stwierdził, że zmiany klimatu „nie mają nic wspólnego ze zdrowiem publicznym” i nazwał je „wielkim oszustwem”. Naukowcy zdecydowanie się z tym nie zgadzają, podkreślając, że recenzowane badania – uznawane za złoty standard w nauce – w przeważającej większości potwierdzają rosnące zagrożenia.
Zimno również zabija, ale te liczby maleją
Dyskusję komplikuje fakt, że zgony związane z niskimi temperaturami maleją. W USA wciąż jednak odnotowuje się około 13 razy więcej zgonów związanych z wychłodzeniem niż z przegrzaniem organizmu. Jedno z badań wskazuje, że do momentu, gdy globalna temperatura wzrośnie o kolejne 1,5 stopnia Celsjusza (łącznie około 2,7 stopnia względem epoki przedindustrialnej), łączna liczba zgonów związanych z temperaturą może się nie zmieniać znacząco – spadek zgonów zimowych częściowo zrównoważy wzrost zgonów letnich.
Autorzy podkreślają jednak, że po przekroczeniu tego progu – jeśli społeczeństwa nie przystosują się do rosnących upałów – całkowita śmiertelność zacznie szybko rosnąć.
W praktyce oznacza to, że spór polityczny o to, czy klimat wpływa na zdrowie, toczy się równolegle z narastającą liczbą badań wskazujących na konkretne, mierzalne skutki. Jak zauważa dr Lynn Goldman z George Washington University, zdrowie publiczne to nie tylko zapobieganie zgonom, lecz także dbanie o dobrostan społeczeństw. A pełne konsekwencje zmieniającego się klimatu – jak przyznają sami badacze – dopiero zaczynamy rozumieć.