Prezydent Donald Trump zaostrza retorykę dotyczącą systemu wyborczego w Stanach Zjednoczonych, sugerując „przejęcie kontroli” nad wyborami w niektórych stanach i zapowiadając, że zaakceptuje wyniki tegorocznych wyborów do Kongresu tylko wtedy, „jeśli będą uczciwe”. Wypowiedzi wywołały ostre reakcje z różnych stron, nie tylko jego przeciwników politycznych, ale także części republikanów. Dodatkowe kontrowersje pojawiły się po komentarzach jego byłego doradcy Steve’a Bannona, który mówił o rozmieszczeniu funkcjonariuszy imigracyjnych przy lokalach wyborczych.
Kontrowersyjne wypowiedzi prezydenta
Podczas rozmowy z konserwatywnym podkasterem Danem Bongino Trump stwierdził, że republikanie powinni „przejąć kontrolę" nad systemem wyborczym w co najmniej 15 stanach. „Powinniśmy przejąć głosowanie w co najmniej 15 miejscach. Republikanie powinni znacjonalizować głosowanie" – powiedział prezydent, nie precyzując wówczas, które stany miał na myśli.
Wskazał natomiast Detroit, Filadelfię i Atlantę jako miasta, które – jego zdaniem – są „niezwykle skorumpowane”. Wszystkie mają duże populacje Afroamerykanów i tradycyjnie głosują na demokratów. Prezydent nie przedstawił dowodów na poparcie zarzutów o korupcję wyborczą.
W wywiadzie dla NBC News dwa dni później Trump powiedział, że zaakceptuje wyniki wyborów do Kongresu „jeśli będą uczciwe”. Zapytany, czy uzna ewentualną utratę kontroli nad Kongresem przez republikanów, odpowiedział twierdząco, pod warunkiem uczciwego procesu. Jednocześnie powtórzył swoje przekonanie o nieprawidłowościach w poprzednich wyborach prezydenckich, choć instytucje federalne i sądy nie potwierdziły ich istnienia.
W tej samej rozmowie unikał jednoznacznej deklaracji, czy opuści urząd w 2029 roku po zakończeniu drugiej kadencji. „Czy nie byłoby okropne, gdybym dał ci odpowiedź, której szukasz? To uczyniłoby życie znacznie mniej ekscytującym" – stwierdził prezydent. Zgodnie z Konstytucją USA Trump nie może legalnie ubiegać się o trzecią kadencję.
Bannon i kwestia ICE
Były główny strateg Białego Domu Steve Bannon w swoim podcaście War Room zaapelował o obecność federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych przy lokalach wyborczych podczas listopadowych wyborów do Kongresu. Stwierdził, że ma to zapobiec „kradzieży wyborów”. „Tak jest, będziemy mieli ICE otaczające lokale wyborcze w listopadzie" – powiedział Bannon.
Wypowiedź Bannona wpisuje się w powtarzaną przez część środowisk prawicowych tezę, że nieuprawnieni imigranci wpływają na wyniki głosowań — choć jak dotąd nie przedstawiono dowodów potwierdzających masowe nielegalne głosowanie.
Demokraci i obrońcy praw wyborczych obawiają się, że groźba „otoczenia” lokali wyborczych przez ICE może stłumić frekwencję wyborczą, szczególnie w społecznościach imigrantów i mniejszości. W ostatnich miesiącach działania administracji związane z egzekwowaniem przepisów imigracyjnych wywoływały napięcia w niektórych miastach kontrolowanych przez demokratów.
Szefowa gabinetu Białego Domu Susie Wiles zaprzeczyła, jakoby administracja planowała rozmieszczanie funkcjonariuszy lub wojska przy lokalach wyborczych, nazywając takie sugestie „kategorycznie fałszywymi”.
Wątpliwości konstytucyjne i głosy republikanów
Propozycja federalizacji wyborów wzbudziła zastrzeżenia konstytucyjne. Zgodnie z Artykułem I Konstytucji USA to stany określają czas, miejsce i sposób przeprowadzania wyborów.
Senator Rand Paul z Kentucky, republikański libertarianin, kategorycznie odrzucił propozycję prezydenta. „To nie jest to, co mówi Konstytucja o wyborach" – stwierdził Paul, pytany o wypowiedź Trumpa. Podobne stanowisko zajął lider republikańskiej większości w Senacie John Thune, wskazując, że zdecentralizowany system utrudnia manipulację wynikami wyborów. „Nie popieram federalizacji wyborów" – powiedział Thune. „To kwestia konstytucyjna. Jestem zdecydowanym zwolennikiem zdecentralizowanej i rozproszonej władzy (...). Ten system zawsze działał całkiem dobrze". Przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson również zaznaczył, że zarządzanie wyborami tradycyjnie pozostaje w gestii władz stanowych.
Reakcje demokratów
Demokraci ocenili wypowiedzi prezydenta jako sprzeczne z konstytucyjnym podziałem kompetencji. Lider mniejszości w Senacie Chuck Schumer określił propozycję jako „rażąco nielegalną”. Senator Bernie Sanders nawiązał do wydarzeń po wyborach 2020 roku, przypominając rozmowę Trumpa z sekretarzem stanu Georgii na temat „potrzebnych 11 tysięcy głosów” oraz szturm na Kapitol 6 stycznia 2021 roku. „Pomysł, że ktokolwiek ufa choćby przez minutę temu facetowi w prowadzeniu uczciwych wyborów, byłby poza wszelkim zrozumieniem. Nie wspominając o tym, że oczywiście nie przeczytał Konstytucji Stanów Zjednoczonych, która stanowi, że to stany przeprowadzają wybory, a nie rząd federalny".
Organizacja NAACP wydała oświadczenie potępiające wypowiedź Trumpa nazywając ją „desperacką próbą dalszego osłabiania i ostatecznego zniszczenia fundamentów naszej demokracji” oraz „bezczelnym atakiem na konstytucję”.
Reakcje ze stanów
Przedstawiciele Detroit, Filadelfii i Atlanty – miast, które Trump publicznie oskarżył o skorumpowanie systemu wyborczego – stanowczo zaprzeczyli jakimkolwiek nieprawidłowościom. Urzędnicy wyborczy w całym kraju wyrażają zaniepokojenie wypowiedziami prezydenta przed tegorocznymi wyborami do Kongresu. Stawką głosowania jest równowaga sił w Kongresie oraz dalsza część kadencji obecnego prezydenta, który publicznie mówił o możliwości fali postępowań impeachmentowych w razie przejęcia kontroli przez demokratów.
SAVE Act i dokumenty tożsamości
Biały Dom tłumaczy, że prezydent odnosił się do ustawy SAVE Act, obecnie rozpatrywanej w Kongresie. Projekt przewiduje obowiązek przedstawienia dokumentów potwierdzających obywatelstwo — takich jak paszport czy akt urodzenia — przy rejestracji do głosowania.
Administracja argumentuje, że jednolite standardy identyfikacji wyborców zwiększą bezpieczeństwo procesu wyborczego. Krytycy ostrzegają jednak, że nowe wymogi mogą utrudnić głosowanie milionom obywateli.
Według badania Uniwersytetu Maryland z 2023 roku około 21 procent obywateli w wieku uprawniającym do głosowania nie posiada aktualnego dokumentu tożsamości ze zdjęciem zawierającego zgodne dane osobowe i adres. Powody są różne: częste przeprowadzki bez aktualizacji dokumentów, zmiana nazwiska po ślubie, osoby starsze, które już nie prowadzą samochodu, mieszkańcy wielkich miast korzystający z komunikacji publicznej, koszty i niedostępność urzędów wydających dokumenty, a także osoby bez stałego miejsca zamieszkania – w tym studenci w akademikach, żołnierze stacjonujący w bazach wojskowych, pracownicy sezonowi i mobilni, czy osoby w przejściowych sytuacjach mieszkaniowych.
Szersza debata o roli państwa i stanów
Wypowiedzi dotyczące federalizacji wyborów wpisują się w szersze działania administracji związane ze sposobem organizacji głosowań w Stanach Zjednoczonych. Departament Sprawiedliwości pozwał kilkadziesiąt stanów, domagając się dostępu do rejestrów wyborców. W ubiegłym tygodniu FBI zabezpieczyło materiały z wyborów z 2020 roku w biurze wyborczym powiatu Fulton w Georgii; władze powiatu złożyły w tej sprawie pozew.
Spór odzwierciedla głębokie podziały polityczne dotyczące kompetencji w zakresie organizacji wyborów oraz napięcia między zwolennikami silnej roli stanów a tymi, którzy opowiadają się za większą kontrolą federalną. W kontekście tegorocznych wyborów do Kongresu, które zdecydują o równowadze sił w Waszyngtonie, kwestia zasad i nadzoru nad głosowaniem pozostaje jednym z kluczowych tematów debaty publicznej.
źródła: The Hill, The Washington Post, Politico, Fox News, The Independent, NBC News