----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

12 lutego 2026

Udostępnij znajomym:

W świecie, który zdaje się rozpadać na coraz bardziej wrogie obozy, gdzie trwają zbrojne konflikty, a wielkie mocarstwa licytują się na groźby i demonstracje siły, jedna wiadomość przeszła niemal niezauważona. W styczniu 2026 roku minęło osiem lat od ostatniej detonacji broni nuklearnej. To najdłuższa przerwa w historii ery atomowej. Trzy tygodnie później wygasł New START, ostatni traktat ograniczający arsenały USA i Rosji. Rekord i ostrzeżenie zbiegły się w czasie.

Osiem lat ciszy

Ostatni test jądrowy przeprowadziła Korea Północna 3 września 2017 roku. Poprzedni rekord należał do okresu między 30 maja 1998 roku, gdy Pakistan przeprowadził swoją ostatnią próbę, a 9 października 2006 roku, gdy Korea Północna dokonała swojego pierwszego wybuchu. Nowy rekord pobito 14 stycznia 2026 roku. To data skromna i pozbawiona fanfar, lecz historycznie doniosła.

Ziemia trzęsła się od wybuchów

Żeby w pełni docenić to, co się wydarzyło, warto cofnąć się w czasie. Dla pokoleń urodzonych po zimnej wojnie broń jądrowa jest abstrakcją — czymś ukrytym w silosach i okrętach podwodnych, opisywanym w raportach i traktatach, niemal mitycznym w swojej grozie. Jednak przez pierwsze dekady ery nuklearnej detonacje atomowe były zjawiskiem całkowicie powszednim.

W szczycie ery testów, pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych, kilkadziesiąt ładunków jądrowych wysadzano w powietrze każdego roku. Stany Zjednoczone, Związek Radziecki, Wielka Brytania, Francja, Chiny rywalizowały liczbą głowic i spektaklem ich detonacji. Grzyby atomowe wyrastały nad oceanami, pustynią Nevady, syberyjską tundrą i polinezyjskimi atollami. Co najmniej osiem państw przeprowadziło ponad dwa tysiące próbnych wybuchów nuklearnych.

Daniel Ellsberg, autor słynnego wycieku Pentagon Papers, napisał w swoich wspomnieniach, że nigdy nie zapisał się do firmowego programu emerytalnego. Powód? Był przekonany, że świat i tak skończy się w nuklearnym pożarze, zanim zdąży z niego skorzystać. Taki był klimat epoki — nie pesymizm jednostki, lecz racjonalna kalkulacja kogoś, kto widział dane.

Nie tylko polityczna cena testów

Wybuchy atomowe były jednak nie tylko symbolem zimnowojennego szaleństwa. Miały konkretne skutki dla zdrowia milionów ludzi. Testy naziemne rozsiewały radioaktywny pył, a mieszkańcy terenów sąsiadujących z poligonami - w Nevadzie, Kazachstanie, na wyspach Pacyfiku, w Australii - przez dekady borykali się z podwyższonymi wskaźnikami nowotworów i chorób autoimmunologicznych. Raport z początku 2026 roku szacuje, że nuklearne próby mogły spowodować nawet cztery miliony przedwczesnych zgonów. Nie od bomb zrzuconych na wrogie miasta, ale od eksperymentów prowadzonych w imię bezpieczeństwa narodowego.

Jak doszło do ciszy

Pierwszym krokiem w kierunku zakończenia ery testów był Częściowy Traktat o Zakazie Prób Jądrowych z 1963 roku, zakazujący detonacji w atmosferze. Koniec zimnej wojny usunął polityczną presję na demonstrowanie siły przez wybuchy. W 1996 roku podpisano Traktat o Całkowitym Zakazie Prób Jądrowych (CTBT), który ratyfikowały 178 państw. Stany Zjednoczone wprawdzie nigdy go formalnie nie ratyfikowały, lecz od 1992 roku przestrzegają dobrowolnego moratorium — podobnie jak Rosja od 1990 roku.

Tymczasem laboratoria takie jak Los Alamos, które Robert Oppenheimer stworzył podczas Projektu Manhattan, korzystają dziś ze sztucznej inteligencji do zaawansowanego modelowania zachowania broni nuklearnej — bez potrzeby fizycznej detonacji. Paradoks jest uderzający: to samo miejsce, gdzie narodziła się bomba atomowa, dziś udowadnia, że do jej utrzymania w gotowości wybuchy nie są potrzebne.

5 lutego 2026: koniec ostatnich barier

Równolegle do rekordu bez testów rozgrywał się inny, mniej optymistyczny dramat. New START — traktat podpisany w 2010 roku przez prezydentów Baracka Obamę i Dmitrija Miedwiediewa, przedłużony w 2021 roku przez Bidena i Putina — wygasł oficjalnie 5 lutego 2026 roku.

Żeby zrozumieć, co to oznacza, warto cofnąć się do początku.

Historia kontroli zbrojeń nuklearnych zaczęła się w 1972 roku od układu SALT I, który po raz pierwszy ograniczył tempo rozbudowy arsenałów USA i ZSRR. Późniejsze porozumienia stopniowo przechodziły od „zamrażania” liczby głowic do ich realnej redukcji. Przełomem był START I z 1991 roku, który doprowadził do likwidacji około 80 procent ówczesnych strategicznych głowic.

Ostatnim ogniwem tej architektury był New START z 2010 roku. Przez piętnaście lat ograniczał on liczbę rozmieszczonych głowic każdej ze stron do 1550 i ustanawiał rozbudowany system inspekcji — w tym czasie przeprowadzono 328 inspekcji i wymieniono ponad 23 tysiące powiadomień o ruchach broni nuklearnej. Ta codzienna, żmudna wymiana informacji była tarczą chroniącą przed błędną kalkulacją. Dziś ta tarcza zniknęła.

Wygaśnięcie New START oznacza koniec półwiecznej ciągłości prawnie wiążących ograniczeń między dwoma największymi mocarstwami atomowymi. Po raz pierwszy od dekad ich arsenały strategiczne nie podlegają żadnym limitom ani obowiązkowym inspekcjom. Donald Trump zapowiadał nowy traktat obejmujący Chiny, lecz dotąd nie przedstawiono konkretnego planu.

Rekord, lecz nie spokój

Ośmioletnia cisza jest powodem do skromnej radości. Lecz byłoby naiwnością uznać ją za trwały pokój nuklearny. Znaki ostrzegawcze mnożą się z różnych kierunków jednocześnie.

W 2023 roku Władimir Putin formalnie wycofał rosyjską ratyfikację CTBT. W październiku 2025 roku prezydent Trump publicznie zaproponował wznowienie przez Stany Zjednoczone testów nuklearnych. Wywiad USA sugeruje, że Chiny mogą prowadzić małe testy nuklearne. Iran, mimo porażek, nie porzucił swojego programu atomowego. A kraje sojusznicze Stanów Zjednoczonych coraz głośniej rozważają zdobycie własnej broni jądrowej, niepewne, czy amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa pozostają wiarygodne.

Siegfried Hecker, były dyrektor Laboratorium Narodowego w Los Alamos, ostrzegał na łamach „Foreign Affairs", że powrót do testów przyniesie więcej korzyści adwersarzom USA i może wywołać wyścig zbrojeń na skalę niewidzianą od najciemniejszych dekad zimnej wojny.

Dlaczego to ma znaczenie

Łatwo zbagatelizować abstrakcyjny rekord. Osiem lat bez wybuchu jądrowego nie zmienia faktu, że tysiące głowic wciąż czeka w gotowości na trzech kontynentach. Ale historia uczy, że normy mają znaczenie. Każdy traktat, każdy rok ciszy, każde piętnaście tysięcy powiadomień o przesunięciu głowicy — to cegiełki budujące kulturę, w której broń nuklearna jest ultima ratio (środkiem ostatecznym), a nie narzędziem codziennej polityki.

Żyliśmy szczęśliwie w epoce, gdy lata mogły upłynąć bez atomowej detonacji. Warto wiedzieć, że to nie jest stan naturalny — to osiągnięcie. I jak każde osiągnięcie, wymaga pielęgnowania. W lutym 2026 roku, dokładnie trzy tygodnie po pobiciu rekordu, jeden z filarów tego osiągnięcia właśnie się rozsypał.

na podst. Vox.co, archive.is, Foreign Affairs,

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor