----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

12 lutego 2026

Udostępnij znajomym:

Izba Reprezentantów przyjęła ustawę Safeguard American Voter Eligibility Act — w skrócie SAVE Act. Projekt, popierany przez prezydenta Donalda Trumpa i republikańską większość w Izbie, ma na celu zaostrzenie wymogów dotyczących rejestracji wyborców i głosowania w wyborach federalnych. Teraz ustawa trafi do Senatu, gdzie jej los jest niepewny — do przyjęcia potrzebnych będzie 60 głosów.

Projekt zakłada wprowadzenie obowiązku osobistego przedstawienia dokumentu potwierdzającego obywatelstwo przy rejestracji do głosowania w wyborach federalnych. Oznacza to konieczność okazania np. paszportu lub aktu urodzenia. Dodatkowo wyborcy musieliby okazać zatwierdzony dokument tożsamości ze zdjęciem przy oddawaniu głosu, a w przypadku głosowania korespondencyjnego — dołączyć kopię dokumentu zarówno przy wnioskowaniu o kartę, jak i przy jej odesłaniu.

Republikanie argumentują, że zmiany są niezbędne, by zabezpieczyć system wyborczy przed udziałem osób niebędących obywatelami USA. Demokraci oraz organizacje zajmujące się prawami wyborczymi ostrzegają natomiast, że nowe przepisy mogą utrudnić głosowanie milionom legalnych obywateli.

Kogo nowe przepisy mogą dotknąć?

Szczególne kontrowersje budzi kwestia osób, które zmieniły nazwisko — przede wszystkim kobiet po ślubie. Dokumenty potwierdzające obywatelstwo, takie jak akt urodzenia, mogą zawierać inne nazwisko niż aktualny dowód tożsamości. W takiej sytuacji wyborca musiałby przedstawić dodatkowe dokumenty, np. akt małżeństwa lub rozwodu.

Według badań Pew Research około 80 proc. kobiet w małżeństwach przyjmuje nazwisko męża. Organizacje monitorujące prawo wyborcze zwracają uwagę, że dla części osób zdobycie dodatkowych dokumentów może oznaczać koszty i opóźnienia.

Eksperci wskazują również, że młodsi wyborcy oraz część mniejszości rasowych i etnicznych rzadziej posiadają aktualne prawo jazdy lub paszport. Analizy szacują, że około 9 proc. obywateli w wieku wyborczym — czyli około 21 milionów osób — nie ma łatwego dostępu do dokumentów potwierdzających obywatelstwo.

W 36 stanach obowiązują już przepisy wymagające okazania jakiejś formy identyfikacji przy głosowaniu. Pozostałe stany stosują inne metody weryfikacji, takie jak podpis pod przysięgą lub potwierdzenie danych w rejestrze. SAVE Act znacząco podniósłby federalny standard wymogów.

Nielegalne głosowanie? Około 0,0001 procent

Podstawowe pytanie brzmi jednak: jak duża jest skala problemu, który ustawa ma rozwiązać?

W wyborach federalnych głosować mogą wyłącznie obywatele Stanów Zjednoczonych. Składanie fałszywego oświadczenia o obywatelstwie jest przestępstwem federalnym i może skutkować karą więzienia, grzywną, a w przypadku cudzoziemców — deportacją.

Dane z ostatnich lat wskazują, że przypadki głosowania przez osoby nieuprawnione są rzadkie.

Brennan Center for Justice przeanalizował 23,5 miliona głosów oddanych w 42 jurysdykcjach i wykrył około 30 potencjalnych przypadków głosowania przez nieobywateli. To około 0,0001 procent wszystkich oddanych głosów (około 1 na milion głosów).

Konserwatywna Heritage Foundation w swojej bazie danych dokumentuje kilkadziesiąt przypadków nielegalnego głosowania przez nieobywateli na przestrzeni ponad dwóch dekad. Dotychczas nie przedstawiono dowodów na to, by przypadki te miały wpływ na wynik wyborów prezydenckich.

O co naprawdę toczy się spór?

Spór nie dotyczy tego, czy pojedyncze przypadki się zdarzają — bo się zdarzają. Kluczowa różnica zdań dotyczy proporcji.

Zwolennicy SAVE Act podkreślają, że nawet jeden nielegalny głos podważa zaufanie do systemu i że standardy bezpieczeństwa powinny być jednoznaczne i maksymalnie restrykcyjne.

Przeciwnicy odpowiadają, że skoro skala wykrytych nadużyć wynosi ułamek promila, dodatkowe formalności mogą okazać się nieproporcjonalne do problemu i w praktyce utrudnić udział w wyborach legalnym obywatelom — zwłaszcza tym, którzy nie mają paszportu, zmienili nazwisko, często się przeprowadzają lub nie posiadają aktualnych dokumentów.

W amerykańskim systemie prawo do głosu wynika z obywatelstwa i zamieszkania w danym okręgu, a nie z samego posiadania konkretnego dokumentu. Dokument służy potwierdzeniu tożsamości — a nie „nadaje” prawa wyborczego.

Dlatego pytanie, które dziś stoi przed Senatem i opinią publiczną, nie brzmi wyłącznie „czy obywatelstwo powinno być wymagane?” — bo jest wymagane. Brzmi raczej: czy obecny system nie jest wystarczająco bezpieczny, czy też proponowane zmiany są odpowiedzią na problem, którego skala pozostaje marginalna?

To właśnie między tymi dwiema perspektywami — maksymalnego zabezpieczenia systemu i maksymalnej dostępności głosowania — toczy się dziś debata w Waszyngtonie.

----- Reklama -----

TAXLAND 300 X 600

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor