----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Wystarczyło kilka sekund, by funkcjonariuszka chicagowskiej policji Ruby Falcon, zastrzeliła się z broni koleżanki z pracy. Do tych tragicznych wydarzeń z lipca 2016 r. doszło w domu na południowym-zachodzie Chicago. W budynku znajdowało się jeszcze kilku innych funkcjonariuszy, którzy kilka godzin wcześniej wspólnie imprezowali.

Sprawa dopiero ujrzała światło dzienne w związku z niedawno złożonym pozwem dotyczącym okoliczności śmierci funkcjonariuszki Ruby Falcon. Ujawniono też zaniedbania związane z zapewnieniem szeregowym funkcjonariuszom dostępu do opieki psychologicznej oraz problemy dyscyplinarne w departamencie chicagowskiej policji.

Ostatnie miesiące życia 31-letniej funkcjonariuszki Ruby Falcon nie były dla niej łatwe. Kolega ze szkoły średniej został oskarżony o próbę jej morderstwa. Miała poważne problemy finansowe i wkrótce bank miał przejąć jej dom. 

Falcon, która pracowała w biurze szeryfa powiatu Cook w okresie od października 2007 r. do lutego 2015 r. zanim przeszła do chicagowskiej policji, zaczęła brać antydepresanty i wygłaszała komentarze na temat samobójstwa - wynika z raportu niezależnej policyjnej komisji (IPRA).

30 lipca 2016 roku kilku funkcjonariuszy, w tym Ruby Falcon i jej koleżanka z pracy, Danielle Deering, świętowało do wczesnych godzin porannych jej awans. Potem przenieśli się do domu Deering na południowym-zachodzie Chicago.

Ruby w pewnym momencie wpadła w szał, bo myślała, że jej inna koleżanka z pracy, także funkcjonariuszka, z którą była związana, ukrywa się w domu Deering. Kobiety wcześniej spotkały się z nią w barze.

Falcon znajdowała się wtedy w kuchni, kiedy strzeliła sobie w głowę z pistoletu Deering. Z raportu niezależnej komisji wydziału policji wynika, że Deering położyła broń na kuchennym blacie. Sekcja zwłok potwierdziła, że funkcjonariuszka była pod wpływem alkoholu, którego poziom we krwi, określający nietrzeźwość w przypadku kierowców, był dwukrotnie przekroczony. 

Sprawa nie zostałaby nagłośniona, gdyby nie pozew złożony przez rodzinę Ruby Falcon przeciwko funkcjonariuszce Deering, miastu Chicago i dwóm barom, w których obie spożywały alkohol. Chodzi o bar przy 115 Bourbon Street w Merrionette Park i Bar 122 w Alsip. Potem pojechały do domu Deering, gdzie dołączyło do nich czterech innych policjantów.

Danielle Deering zarzucono, że nie zabezpieczyła należycie swojej broni. Funkcjonariuszka powiedziała śledczym z IPRA, że położyła broń na kuchennym blacie, ponieważ jej kabura zepsuła się tej nocy i noszenie pistoletu było niewygodne. Powiedziała również, że nie planowała "naprawdę napić się" w dwóch barach, które odwiedziła z Falcon.

Deering powiedziała, że zaczęła częściej nosić broń przy sobie po pracy po tym, jak ludzie, których wcześniej aresztowała, w miejscach publicznych wygłaszali komentarze na temat jej pracy. Przytoczyła również "ostatnie wydarzenia, które miały miejsce na Florydzie" - atak w klubie nocnym Pulse w Orlando.

Deering i Falcon zbliżyły się na kilka miesięcy przed jej śmiercią. Były kolega szkoły średniej, Christian Garduno z Lansing, miał obsesję na punkcie Falcon - wynika z ustaleń IPRA i akt sądowych. Garduno rzekomo zaatakował Falcon butelką na trzy miesiące przed jej śmiercią. Funkcjonariuszka odniosła obrażenia głowy. Garduno został oskarżony o próbę morderstwa. Jednocześnie z raportu IPRA wynika, że funkcjonariuszka Falcon "nie była sobą" po tym ataku.

W przeciwieństwie do innych policjantów, którzy otrzymali karę w związku z tym, że zostawili swoją broń bez nadzoru, niezależna policyjna komisja (IPRA) nie nałożyła kary dyscyplinarnej na Deering za to, że nie zabezpieczyła swojego pistoletu. Organ dochodzeniowy policji zalecił jednak 10-dniowe odsunięcie jej od służby za to, że poszła do baru z bronią w godzinach poprzedzających śmierć  Falcon.

Z pozwu wynika, że funkcjonariuszka Deering zmieniła zeznania i powiedziała, że położyła broń na stole w kuchni w pobliżu Falcon i wyszła do sypialni, aby przygotować jej łóżko. Według jej relacji Falcon miała się zastrzelić, podczas gdy ona była w sypialni. 

Wskaźnik samobójstw wśród policjantów w Chicago jest o 60 procent wyższy niż w innych miastach - wynika z raportu Departamentu Sprawiedliwości USA.

Prawnik rodziny funkcjonariuszki Falcon, Antonio Romanucci, powiedział, że niepokoić może też ilość wypadków, w tym śmiertelnych, wśród policjantów związanych z użyciem broni, co sugeruje, że nie przestrzegają oni przepisów dotyczących zabezpieczenia pistoletów.

Romanucci reprezentuje również rodzinę Michaela LaPorty'ego. W styczniu 2010 r. mężczyzna odwiedził chicagowskiego policjanta, Patricka Kelly'ego. Funkcjonariusz zajmował się czyszczeniem broni służbowej, która wystrzeliła. Kula trafiała LaPorty'ego w głowę. Mężczyzna od tego czasu jest niepełnosprawny. Kelly pozostał w chicagowskiej policji, ale został odsunięty od służby do pracy przy biurku.

W innym przypadku doszło do zwolnienia policjanta. W lutym 2009 roku sierżant z dzielnicy Albany Park, Steven Lesner, został wezwany do interwencji w sprawie przemocy domowej. Catherine Weiland wezwała pomoc w trakcie sporu z chłopakiem. Lesner odwiózł potem kobietę do domu, kupując jej po drodze butelkę wina, a później wrócił do jej mieszkania z większą ilością alkoholu po służbie.

Lesner zeznał, że swoją naładowaną broń położył na podłodze obok fotela, na którym siedział w mieszkaniu, oglądając razem z nią telewizję. Później wstał i poszedł do łazienki. Właśnie wtedy usłyszał strzał i zobaczył Weiland na krześle z jego pistoletem na kolanach. Kobieta śmiertelnie postrzeliła się.

Lesner pierwotnie został tylko zawieszony w obowiązkach, ale po serii artykułów opublikowanych przez "Chicago Sun-Times" dotyczących śmierci Catherine Weiland, rada policji zwolniła go, obarczając go odpowiedzialnością za niezabezpieczenie jego broni.

Monitor